Marcin Wróblewski – siedem wierszy
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
zimny kuglarz spod słonecznego splotu
odzywa się
tylko, gdy chce
zwrócić na siebie uwagę.
co za niefart,
że leżę
w kierunku jądra ziemi,
z której
ani ty, ani ja
nie będziemy rozliczeni.
a nawet jeśli,
to racja jest przy nas,
mających w dupie
świat cały
i jeszcze
ułomek
układu solarnego.
dziejstwo
kraść duszne
lipcowe noce,
rozdawać silnym
i zaradnym mężczyznom
na aperitif.
silnym
i zaradnym kobietom –
na ból głowy
i szarlotkę
w foremce
na poczucie winy.
kraść,
jak kradnie się przeszłość –
beznadziejnie
i bezpostaciowo,
łapczywie
i naiwnie.
jak łapczywe
i naiwne
są duszne
lipcowe noce.
troska
wiem,
że cienie,
które nosisz pod oczami,
pochodzą
spod powiek.
wiem,
że umierają
od słońca
i liści
starej jabłonki,
pod którą
tak dziwnie
stoisz.
za wcześnie zdradzone niebo
nie można było
z tym poczekać
i –
opierając wiarę
o nabożne podmuchy
wiatru słonecznego –
nadal
zbierać poziomki
po lasach?
osuwisko
nocą,
gdy rzeki są głębokie –
krew,
jak puls drzew,osuwa się
w oczodół
pamięci.
zimne,
drobne
dłonie.
zaburzenie
mówię ciałem –
bo słowa
zbyt wiele znaczą.
nigdy nie słuchałem,
wolałem patrzeć
i odczuwać.
jak wezbrane wody
przed balkonem
Pałacu Weneckiego,
do których można było wrzucić
ruchomy korpus –
z rękami
i około siedemdziesięcioma
mięśniami twarzy.
tylko to mnie przekonuje –
o ile,
nadto się rozpraszając,
nie wyrządzę
sobie krzywdy.
dogmat
nie ma zbawienia
poza domem.
trzymałem w dłoniach
skrzydła
dzikiego chabru,
na których uniosły się
obietnice
cięższe
niż słowa.

