top of page

Marcin Wróblewski – pięć wierszy

  • 2 dni temu
  • 1 minut(y) czytania



cios

będę się golił i zrogowacieją mi pięty.
w przedpokoju zawiśnie szara kurtka,
nie usłyszę wołania zupy,
która skończyła odgrzewać żonę.
usnę na niby pod tropikiem 
drukarskiej farby z kiszonych ogórków
i czegoś czarnego.
ale teraz odplątuję nerwowo 
związany, jutowy sznurek,
który z jednej strony oplata pień,
a drugiej popielaty, ufny łeb.
teraz o tym nie myślę.


popiół

spoglądać na miłość boską nie patrzeć 
łokciem pępkiem małym palcem
tak wypala się oczy
nie myśląc o śmierci


przemrok

moja przypadłość nie jest dziwna.
muszę po prostu unikać cieni
rzucanych przez domy, drzewa i chmury.
na początku wydaję się sobie podobny,
potem stopniowo tracę kontury,
a to, co w środku – rozlewa się po ziemi
i wsiąka.


w

jestem wśród żołędzi.
musi być wcześnie,
bo czuję rosę.
staram się wybierać najlepsze 
i młode.
ale mój wzrok pada
na matową zeszłoroczność łupin,
niewykorzystane czapeczki
nieodkrytych zębów.
uciekam wtedy w mięso liści,
na których gołym okiem 
widać nerwy.


za domem

muskam chropawą powierzchnię pnia
jestem opuszkiem
wypełniło się
na chwilę








Marcin Wróblewski  (ur. 1980) – poeta i fotografik. Wydał trzy książki poetyckie: Zimne Ognie (2023), Brama (2023) i Widać nóż (2025). Publikował m.in. w „Toposie”, „Odrze”, „Epei”, „Papierze Ściernym”, „Helikopterze”, „Tekstualiach”. Laureat XLVI Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Limesu” (2023). Dwukrotnie wyróżniony w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Georga Trakla (2023, 2024). Pochodzi ze Zwolenia, mieszka pod Nałęczowem.


     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page