Marcin Mielcarek – Obudź mnie, jak będzie po wszystkim
- 26 lut
- 11 minut(y) czytania
Od jakiegoś czasu brakowało nam pieniędzy, ale nie był to jedyny problem męczący nasze głowy.
Szwankowało też zdrowie, głównie jej zdrowie, mieliśmy trudności z poczęciem dziecka. Pragnęliśmy
dziecka jak niczego innego na świecie, ale nie mogliśmy go mieć. Przepalaliśmy mnóstwo pieniędzy na prywatne wizyty u lekarzy, odpowiednie leki i suplementy. Nie zarabialiśmy dużo, a kredyt wzięty na niewielkie mieszkanie skutecznie nas ograniczał. Do tego pech, przeklęty pech na przykład w postaci wiecznie psującego się auta, usterek domowych sprzętów czy drobnej elektroniki. Niczym cień kroczyło za nami fatum, drenujące finanse i siły. Oczywiście poza etatem dorabiałem, pracowałem czasami po dwanaście godzin dziennie, pracowałem w weekendy, ale i tak wciąż brakowało nam pieniędzy, a może przede wszystkim szczęścia. Próbowałem wyrwać się z tego stanu na kilka sposób - inwestycje, hazard, przeróżne pomysły wdrażane w życie, mające przynieść trochę grosza. Na nic zdawały się moje wysiłki. Nie mieliśmy też nikogo, kto mógłby nam pomóc, właściwie sami musieliśmy wspierać nasze rodziny, na tyle ile było nas stać. Miałem przeświadczenie, że to chyba za dużo - za dużo jak na dwójkę młodych dorosłych. Poczucie niesprawiedliwości tkwiło we mnie głęboko i nie rozumiałem dlaczego zostaliśmy z góry skazani na porażkę. Nie mieliśmy konkretnego fachu w rękach, specjalistycznego wykształcenia, brakowało znajomości i pleców, ale czy było to aż tak wiele prosić życie o równe szanse? Aby zapłacić za ostatnią wizytę u ginekologa musiałem wziąć chwilówkę. Publiczna służba zdrowia nie miała nam nic do zaoferowania. W telewizji te mądre głowy noszące się z wysoka tylko dużo gadały o kwestii dzietności w kraju, o wyzwaniach i potencjalnych solucjach. Ignorowanie takich par jak my stanowiło brzydką prawdę. Musieliśmy więc chodzić do prywatnych specjalistów, którzy wydawali się nikim innym jak łasymi na kasę, złaknionymi krwi pijawkami. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek będę zmuszony się zapożyczyć.
Biorąc te pieniądze, podpisując papier, czułem się jak człowiek przegrany, czułem jakbym zawiódł. Jakby odarto mnie z godności. Nie potrafiłem nawet spojrzeć w oczy kobiecie za biurkiem. Niemal słyszałem jej szydercze myśli. Oczywiście o niczym nie powiedziałem Ninie, nie chciałem jej martwić. Nie powiedziałem też, że moja dorywcza praca w charakterze pakowacza w sklepie internetowym, niestety skończyła się kilka dni temu.
- Chłopie, nie ma roboty - oznajmił krótko kierownik.
- I co teraz?
- Nic. Masz już nie przychodzić.
Żadnych wyjaśnień, przeprosin, niczego. Tym bardziej dobrego słowa. Ale rozumiałem to, zdążyłem się przyzwyczaić. Byłem przecież tylko przychodzącym na czarno frajerem, miałkim, wymienialnym
trybikiem.
Jakiś tydzień później Nina sama zasugerowała, że poszuka dorywczej pracy. Chciałem jej tego
oszczędzić, zmęczenie i bezradność dobijały ją, ciążyły bardziej niż mnie. Zgodziłem się jednak, bo nie
mieliśmy innego wyboru.
- Tylko na jakiś czas - zastrzegłem.
Naprawdę wierzyłem, że zdołam nas jakoś z tego wszystkiego wyrwać. Ciężka praca, tak przecież
mówiono. Ciężka praca. Z początku Nina chciała dawać korepetycje z angielskiego, ale konkurencja była tak duża, że okazało się to bezcelowe. Minął więc miesiąc i drugi, a ona nadal nie mogła znaleźć żadnego dodatkowego zajęcia. Porozstrzelane godziny jej pracy skutecznie to uniemożliwiały. Prowadziło to tylko do coraz większej frustracji.
Któregoś wieczora upiłem się, kiedy kolejny test ciążowy okazał się negatywny. Nie zamierzałem tego
robić, właściwie nigdy tego nie robiłem, bo stroniłem od alkoholu. Było to jednak łatwe, przyjemne.
Uciec. Poddać się.
- Nie zasługuję na ciebie, kochanie - powtarzałem do Niny, która siedziała przy mnie i cierpliwie to
znosiła. - Jestem totalnym zerem, przegranym. Nie potrafię zrobić ci dziecka, nie potrafi zadbać o
twój byt. Jaki ze mnie pożytek?
- Przestań, przecież wiesz, że to nie tak. Poradzimy sobie, nie martw się - podnosiła mnie na duchu.
Wiedziałem, że sama jest na skraju wytrzymałości. Czasami, głównie nocą, kiedy wychodziła do łazienki, słyszałem jak płacze. Nie przeszkadzałem jej, nie przerywałem. Nie potrafiłbym jej pocieszyć.
Chyba tydzień później, podczas spaceru, zaczęliśmy analizować naszą sytuację. Szukać różnych
możliwości. Właściwie często to robiliśmy i zwykle nie wpadaliśmy na nic odkrywczego. Tym razem
jednak było inaczej.
- Może zaczniemy po prostu nagrywać pornografię - rzuciła od niechcenia, z rezygnacją. - Może
ktoś chciałby to oglądać i za to płacić.
Nie pomyślałbym o tym, gdyby sama nie zażartowała w ten sposób. Być może powinienem zignorować jej słowa, nie myśleć zupełnie o czymś takim. Jej pozornie błahy komunikat zawierał w sobie szczep groźnego wirusa. Zostałem zainfekowany ową myślą.
Przez kilka dni intensywnie się nad tym zastanawiałem, ale postanowiłem milczeć. Było to dla mnie
nowe, bo zawsze dzieliłem się myślami z moją żoną. Kiedy zaczął się nowy miesiąc, a stan naszych
finansów był kiepski jak nigdy, wróciłem jednak do tamtego spaceru, do rozmowy.
- Nina chyba naprawdę musimy rozważyć taką opcję - oznajmiłem.
Jej brak sprzeciwu zdziwił mnie, ale nie zaskoczył. Była równie zmęczona i zrezygnowana jak ja.
Powiedziała, że właściwie to jej wszystko jedno, póki będzie robić to ze mną i dla mnie. Zaczęliśmy o
tym czytać, poświęciliśmy pół nocy na analizę korzyści i ryzyka. Wymienialiśmy spostrzeżenia,
debtowaliśmy jak miałoby to wyglądać. Ustaliliśmy, że nie będziemy pokazywać twarzy i że musimy
siedzieć w tym razem.
- Nie chcę, abyś czuła, że cię do czegoś zmuszam - powiedziałem.
- Do czego? - spytała.
- Po prostu nie chcę, żebyś czuła się wykorzystywana. Sprzedajemy więc twoje i moje ciało.
- Nie lubię kiedy tak o tym mówisz.
- Ale taka jest prawda, kochanie. Będziemy sprzedawać swoje ciała.
- Przestań. Źle mi się to kojarzy.
Byłem w całkiem dobrej formie - głównie przez ciężką, fizyczna pracę - ale to przecież kobiety stanowiły o sile całej tej osobliwej branży. A Nina...
Nina mogła się podobać. Całkiem wysoka blondynka, zgrabna, nie chuda, tylko właśnie smukła i zgrabna. Długie nogi, ładne piersi. Jasny uśmiech i głębokie, zielone oczy. Właściwie często zastanawiałem się co robiła z kimś takim jak ja. Poznaliśmy się kilka lat temu, na studiach. Pamiętam, że tekst, który padł z moich ust jako pierwszy, był strasznie słaby, a mimo to ona i tak się wtedy zaśmiała. Między nami chyba naprawdę chodziło o miłość, o uczucie, które sprawiało, że tracimy głowę, zachowujemy się irracjonalnie.
I wierzymy. Wierzymy, że wszystko się ułoży póki ta druga osoba będzie obok nas. Dwa dni później, zwykłym telefonem, nagraliśmy pierwsze łóżkowe ekscesy. Czułem się głupio, stremowany, z początku miałem problemy, aby w ogóle stanąć na wysokości zadania. Nina też wydawała
się zdenerwowana, była spięta i milczała na filmie niczym mysz pod miotłą. Finalnie wyszło to zbyt
amatorsko, źle nawet, ale wybraliśmy najlepsze fragmenty. Już wcześniej zająłem się zakładaniem kont
na różnych platformach. Zrobiłem zdjęcie nóg Niny i ustawiłem je jako profilowe, miała pomalowane na czerwono paznokcie. Filmy wrzuciłem na wszystkie strony jednocześnie. Byliśmy zdenerwowani i nie do końca pewni tego co robimy. Wydawało się to głupie, wydawało abstrakcyjne. Bo jaką mieliśmy
pewność, że naprawdę coś z tego wyjdzie, że zarobimy jakikolwiek pieniądz? Nie wierzyłem już w nic na tym świecie, tym bardziej w uśmiech losu.
Zanim dodałem te filmy kilka razy pytałem Ninę czy na pewno chce to zrobić. Ja do samego końca
miałem wątpliwości, rozterki.
- Nie będzie odwrotu - powiedziałem. - Zdajesz sobie z tego sprawę?
- Miejmy to już za sobą - odparła.
Przez pierwszych kilka dni nie działo się za dużo, a raczej działo się niewiele. W międzyczasie
nagraliśmy inny film, trochę lepszej jakości i też go wrzuciliśmy. Na nim bardziej wyeksponowaliśmy
ciało Niny. Trzy dni później następny film, kręcony z ręki.
Dwa tygodnie później, rankiem, kiedy szykowaliśmy się do pracy, sprawdziłem nasze profile, to znaczy
ilość wyświetleń. Jeden film, szedł już w dziesiątki tysięcy odsłon i nie wyglądało na to, że ma zamiar
przestać. Poczułem przypływ radości, ale też drobne ukłucie jakiegoś niefizycznego bólu. Sumienie.
Wyrzuty sumienia.
- Musiał trafić w algorytm - stwierdziłem.
- To chyba dobrze, prawda?
- Chyba tak.
Po tym filmie nakręciliśmy dwa podobne i okazało się, że wyświetlenia są na identycznym poziomie, a
zasięg naszych profili rósł. Uznałem to za coś dziwnego i niesamowitego. To jakbym patrzył na słońce
wychylające się zza chmur. Wszystko co do tej pory robiłem, wszelkie moje wysiłki, rozbijały się jak fale o skały. Nieskuteczne, bezcelowe działania. Nasze filmy wrzucaliśmy na anglojęzyczne strony, bo przecież nie ograniczało nas coś tak prozaicznego jak bariera językowa. Pojawiły się komentarze, głównie dotyczyły zapytania kim jest Nina. Były też jakieś wulgarne wpisy albo takie, w których anonimowi faceci pisali co zrobiliby mojej żonie, gdyby tylko wpadła w ich spocone łapska. Usuwałem je z początku, budziły we mnie złość, ale Nina powiedziała, żebym dał sobie z tym spokój. Była to poniekąd walka z wiatrakami. Szybko zrozumieliśmy, że musimy założyć Ninie oddzielny profil, na którym będziemy wrzucać jej nagie zdjęcia i filmy. Oczywiście z płatnym dostępem i systemem donejtów.
- A czym to się różni? - spytała, kiedy głośno rozmyślałem nad moralnością owego posunięcia.
- Nie wiem właśnie - odparłem skonsternowany.
- Przecież i tak widzieli mnie już nagą. Bez ciebie te filmy nie stracą na atrakcyjności - zażartowała.
Wrzucaliśmy więc dalej wspólne filmy, na których znajdowały się linki do profilu Niny. Mieliśmy
oglądalność. Żona stawała się coraz bardziej popularna. Naprawdę nie mogłem uwierzyć w to, że było to tak proste. Za proste nawet.
- Przecież nie każdy, kto to robi, od razu zarabia - powiedziała Nina. - Zobacz ile jest tych innych
par, tych profili, kont. Robią dokładnie to samo co my, a nawet więcej. Ale jakimś zrządzeniem
losu to nas ludzie oglądają. W końcu, po tylu latach, to do nas uśmiechnęło się szczęście.
- Tak, chyba jest sens w tym, co mówisz.
Te pierwsze pieniądze, łatwe, brudne pieniądze, powinny być dla nas ostrzeżeniem, czerwoną flagą.
Później wszystko toczyło się szybko, efektem śnieżnej kuli. Rozpędziliśmy się, pieniądze zaczęły
spływać, nie jakieś duże, ale pomagały nam zachować równowagę w finansach. Innym pozytywnym
aspektem było nasze zdrowie - zaczęliśmy lepiej jeść i więcej ćwiczyć. Nina zapisała się na siłownię, a ja zrzuciłem parę nadmiarowych kilogramów podczas biegania.
Po trzech miesiącach jednak coś się zatrzymało, stanęliśmy przed ścianą. Wyświetlenia zaczęły spadać
pomimo tego, że zainwestowaliśmy w lepszą kamerę i oświetlenie. Mniej ludzi odwiedzało profil Niny.
Zaczął się odpływ. Wiedzieliśmy o co chodziło, to było oczywiste nawet bez czytania komentarzy. Chodziło o nasze twarze, a właściwie twarz mojej żony. Jeżeli chcieliśmy więcej zarabiać musiała ją pokazać. Zastanawiała się nad tym długo, prawie cały miesiąc. Debatowaliśmy o tym, zapewniałem ją, że ja też zdradzę w takim razie swoją tożsamość.
- Przecież wiesz, że to nie chodzi o ciebie - powiedziała.
- Wiem - odparłem. - Dlatego zastanówmy się czy jest to warte poświęcenia.
- To bilet w jedną stronę - zauważyła.
- Chyba tak.
Poszliśmy w półśrodek, kupiliśmy Ninie różne maski zakrywające twarz. Widać było jej tylko trochę
czoła, oczywiście włosy, pełne usta i zielone, piękne oczy. Przez jakiś czas to wystarczało, wyświetlenia
znów wzrosły, tak samo jak nasze zarobki. Oczywiście nadal większość pieniędzy pochłaniał kredyt i
lekarze o wampirzym usposobieniu. Cieszyliśmy się jednak, bo coś w końcu ruszyło w kwestii dziecka. W ciele Niny po raz pierwszy pojawiła się zdrowa komórka jajowa.
Po dwóch miesiącach zrezygnowaliśmy z masek. Postanowiliśmy odkryć karty. Uznaliśmy, że i tak w tym siedzimy, a szansa, że pozna nas ktoś z rodziny bądź znajomych wydawała się nikła.
Filmy okazały się hitami. Ludzie oszaleli na punkcie Niny i nie dziwiłem się im. Śledziłem dokładnie
konkurencję, podobne pary, kobiecie amatorskie gwiazdy i obiektywnie musiałem stwierdzić, że Nina
była jedną z najgorętszych dziewczyn w sieci. Rok po tym jak zdecydowaliśmy się na ten radykalny krok, zapomnieliśmy o problemach finansowych. Nasza stopa życiowa zmieniła się diametralnie. Oczywiście mieliśmy daleko do dużych pieniędzy, ale po latach biedowania, doceniałem tak prozaiczną rzecz jaką było chociażby nieprzykładanie wagi do cen w sklepie. To przyjemne uczucie posiadać pieniądze. To co mnie zaskoczyło to przede wszystkim wiadomości mailowe na naszą skrzynkę. Przychodziło tego dziennie w dziesiątkach. Oczywiście sporo było spamu, botów, ale w większości dostawaliśmy maile od napalonych mężczyzn, którzy nie wstydzili się wysyłać nam swoich nagich zdjęć. Zdjęcia kobiet, wysyłane pod moim adresem, też się zdarzały. Dostawaliśmy ponadto maile od innych par, siedzących w branży kobiet czy mężczyzn, z zapytaniem o współpracę. Zwykle były to osoby z mniejszymi zasięgami, chcące się najwyraźniej wybić na naszych plecach. Chodziło o to, aby nagrać coś wspólnie, nagrać jak moja żona zabawia się z inną kobietą czy nawet mężczyzną. Denerwowały mnie tego typu wiadomości, ale rozumiałem, że tkwiliśmy w branży rządzącej się właśnie tak dzikimi prawami. Z początku odpowiadałem, grzecznie i kulturalnie tłumaczyłem, że nie jesteśmy zainteresowani tego typu współpracą. Później zwyczajnie zacząłem te wiadomości ignorować. Bo mimo, że zajmowaliśmy się czymś wątpliwym moralnie, to przede wszystkim liczyło się nasze małżeństwo. Pieniądze nie stanowiły dla nas aż takiej świętości. Być może właśnie to trzymało nas w ryzach.
Do czasu pewnej propozycji. Trzy miesiące później test ciążowy wyszedł pozytywny. Byliśmy bardzo szczęśliwi, Nina popłakała się i pierwszy raz wiedziałem, że to dobre łzy. Z tej okazji postanowiliśmy wybrać się do Hiszpanii na krótkie wakacje. Nigdy nie myślałem, że wyląduje na plaży w Barcelonie i będę popijał pod parasolem drinki. Te dni spędzaliśmy na zwiedzaniu, spacerach brzegiem morza i leżeniu w promieniach ciepłego słońca. Wieczorami się kochaliśmy, ale bez kamer i tego wszystkiego.
Po powrocie do Polski dostaliśmy wiadomość od jednej z par, chyba najbardziej znanej w kraju. W
skrócie chcieli zrobić z nami wspólny film. Odpisałem im, że niestety nie działamy w ten sposób.
Odpowiedź, która przyszła, brzmiała krótko.
- Jak ile? - zapytała zaskoczona Nina.
- Po prostu napisali ile chcemy - odparłem.
- Rzuć jakąś kwotę od czapy - odparła.
- Nina...
- Dla żartu.
Rzuciłem. A oni napisali, że się godzą. Podali numer telefonu, pod którym miałem zadzwonić.
Wybierałem go i usuwałem kilkanaście razy. Czułem się jakbym śnił. Zły sen. Przez całe trzy dni debatowaliśmy z Niną czy to ma sens, jak to na nas wpłynie. Pieniądze były duże, naprawdę duże. Poza tym Nina była przecież w ciąży, dopiero w pierwszym miesiącu, ale i tak uważałem to za chore. Moja ciężarna kobieta, robiąca to z obcym mężczyzną. To że ja zrobiłbym to samo z inną wcale nie stanowiło argumentu.
- Ale podoba ci się ona w ogóle? - zapytała znienacka Nina.
Tamta dziewczyna, zupełnie inny typ urody, niska brunetka o okrągłej twarzy, prezentowała się
atrakcyjnie, nie dało się tego ukryć. Oczywiście snułem wizje jakby to było. Dotykać jej ciała, całować
skórę. Ale... Nina była jedyną kobietą w moim życiu. Nie chciałem tego zmieniać.
- A on ci się podoba? - zapytałem.
- Jest przystojny, to fakt - odparła powoli. - Powiem szczerze, że przypomina mi byłego chłopaka z
liceum.
- Czyli co? Chcesz się z nim przespać? O to chodzi?
- Ty tak na serio?
- Nie wiem kochanie co w tym wszystkim jest już na serio, a co nie! - krzyknąłem.
Pierwszy raz od momentu, kiedy w to wszystko weszliśmy, kiedy postanowiliśmy odrzeć się z godności, sprzedać nasze ciała, wystawić na sklepowej witrynie, doszło między nami do kłótni. Nigdy się nie kłóciliśmy, po prostu nie. Było to dla mnie obce odczucie. Zimne. Nieprzyjemne. Nie chciałem się tak czuć. Zrozumiałem to siedząc samotnie w ciszy, pośród głuchych czterech ścian.
Poszedłem do sypialni. Nina leżała na plecach, ze stopami wspartymi o ścianę. Miała zamknięte oczy.
Wydawała się być białym, kamiennym posągiem. Położyłem się obok niej i dotknąłem palcami skórę jej brzucha. Jeszcze tego samego wieczora pogodziłem się z Niną.
- Nie chcę cię stracić - powiedziałem.
- Nie stracisz.
- Naprawdę chcesz w to wejść?
- Nie możemy odrzucić takich pieniędzy. Chociażby ze względu na dziecko.
Nagle się rozpłakała, nie rozumiałem tego, ale całowałem ją, spijałem słone łzy z jej policzków. Tej nocy kochaliśmy się i było to prawdziwsze niż wszystko, co można ujrzeć na jakimkolwiek filmie. Kochaliśmy się tak po raz ostatni.
Kilka dni później przyjechali do naszego mieszkania. Wydawali się zdrowi, silni, pozytywnie nastawieni. Dziewczyna była lekko zwariowana, zachowywała się napastliwie względem mnie i Niny. Na dzień dobry pocałowała ją w usta, to był długi, namiętny pocałunek. Nie czułem się z tym swobodnie, ale niczego nie powiedziałem. On natomiast był typem cwaniaka. Świetnie zbudowany, wytatuowany, pachnący pewnością siebie i kasą. Spoglądał na Ninę wzrokiem, który zupełnie mi się nie podobał. Ale tak jak w przypadku zachowania jego partnerki, niczego nie powiedziałem.
Długo dyskutowaliśmy na temat tego, jak ma to wyglądać, uzgodniliśmy szczegóły. Oczywiście nie
wyjawiliśmy tego, że Nina jest w ciąży. Pieniądze przyszły przelewem na nasze konto jeszcze w trakcie rozmowy. Kiedy w końcu Nina poprowadziła go za rękę do naszej sypialni, kiedy w końcu to naprawdę zaczęło się dziać, kiedy w końcu apokaliptyczne znaczenie obrazu, na który tak długo patrzyłem dotarło do mojego mózgu, zrozumiałem. Zrozumiałem, że popełniliśmy błąd.
Nie było już jednak odwrotu. Zrobiło mi się słabo i osunąłem się na kanapę, położyłem się i zamknąłem oczy. Wiedziałem, że brunetka przygląda mi się lubieżnie, robiła to przez cały czas, dlatego powiedziałem do niej:
- Obudź mnie, gdy będzie po wszystkim.
Jej odpowiedzią był głośny, drwiący śmiech. Ten śmiech zostanie ze mną do końca przegranego życia.

