top of page

Marcin Bies – wiersze



droga od
nietrafiony wybór
nie rób tego
powiedziała niedoszła żona


Śmierć autora Stan towarzyszący odczytywaniu starego paragonu
Stan towarzyszący odczytywaniu starej listy zakupów
jej grzbiet pokryty jest wyciągiem z działu kadr opiewającym
na kwotę przypominającą trzy tysiące złotych
jej forma wzbudzała podziw jako wyrwana karteczka
prostokąt z trochę uciętym bokiem, kartonik szamponu
wybrałaś head&shoulders, dwa żele isoma, pastę elmex,
pastę sensodyne, płyń do naczyń nie lucek, gerber albo bobowita
wybrałaś mleko owsiane, może, gdybym miał wybór
kupując marchewki i ziemniaczki
fromage albo papryka. Myślę, że kochałbym. Później: pies, później: chleb

chleb
wyrywana karteczka z bochna chleba boli mnie i boli
wybrałaś chleb zwyczajny, pszenny, krojony, pół małego
dla psa karma dla kota sucha i mokra, chleb jego powszedni
o czym jest mowa ciała bochna chleba, jak długo boli wyrywana
karteczka, wyrywanie karteczki, żałoba po karteczce
suchą biorę dla kota junior w dobrej cenie, pies jest dobry, stary


ziemniaczki i marchewki zdarzają się dni, że wszystkie ziemniaczki i marchewki w netto są spleśniałe
przeplatają się ze zgniłymi, takimi samymi w lidlu, kiedy dłonie żre trąd
Wiem, że musi boleć, wiem że boli.


uhm
kiedy spałaś
mówiłem, jak bardzo cię kocham
uhm
odpowiadałaś
tyle po nas zostanie:
uhm


droga od kiedy zamieszkamy już razem
do
kiedy będziemy razem
martwi


sprawa życia i śmierci tak jakby była rzeczywiście sprawą
albo dowiadujesz się, że umierasz
albo umierasz bezwiednie
człowiek jest najsmutniejszym zwierzęciem
musi kontemplować swoją śmierć
nawet nie chce mi się sprawdzać
kto to powiedział przede mną


ja, sweterek
Ja, dziewczęcy sweterek z liskiem na brzuszku, miałem nadzieję, że będę rodzić się w bólu i łzach. Ale
był tylko ból, łzy były niewskazane na etapie produkcji mnie, była konieczność niepłakania, zatem moja dwunastoletnia mama nie uroniła łzy, za to poroniła mnie i setki innych sweterków tego dnia. Moja mama nie myślała zbyt dużo, ale kiedy wyobrażała sobie normalny świat, to widziała swojego praprawnuka, pracującego w tej fabryce osiem godzin dziennie, wychodzącego z niej, wciągającego powietrze na ulicy, chwytającego za rękę dziewczynę, idącego z nią gdzieś, może coś zjeść, wracającego do jakiegoś pokoju, gdzie uprawiają miłość przed pójściem do pracy.
Oddelegowano mnie do innego miejsca, kontynentu, wrzucono w wielki świat, dokładnie do Polski,
Katowic, na wieszak w sklepie w galerii handlowej Silesia City Center. Ja, mały sweterek w rozmiarze XS, padłem łupem, to znaczy zostałem skradziony przez chłopca, lat siedemnaście, bez specjalnego powodu, po prostu był tłum, sytuacja sprzyjała. Wraz z bluzą z kapturem zostałem zamieniony na worek fety i zioła, i założony na kogoś. Nigdy nie zapomnę drobnej kobiety, którą otulałem; uśmiechała się, mówiła „kocham cię” i dotykała mnie, naciągała rękawy.
Chwilę później zostałem oddany komuś innemu: teraz nie pamiętam, ale zaraz sobie przypomnę. Pamięć sweterka jest krótka, a ja jestem sweterkiem w rozmiarze XS. Chyba doszło do jakiegoś rozstania, wskutek którego zostałem wyrzucony przez okno. Upadłem wraz z bielizną pod samochodem VW Passat 2011 TDI, więc nikt mnie nie podniósł, bo wyglądałem na porzuconego przez kogoś majętnego.
W nocy chodziły kuny, wgryzły się w kable silnika tego auta, a ja się bardzo bałem. W końcu przyszedł mężczyzna, wsiadł do samochodu i odjechał.
Leżałem więc pod niebyłym kołem, niebyłą oponą i czekałem, jakieś kilkaset lat, tyle, ile mi zostało do
rozkładu.
Wtedy zobaczyłem kobietę: jej drobne ciało przypomniało mi, jak chwyta się rękawa, jak się go trzyma, jak jakiegoś ciała.
Już niemal przestałem się rozkładać, kiedy podniósł mnie otyły mężczyzna mówiący w języku polskim,
choć ubogim. Wziął mnie do swojego domu, gdzie wycierał mną tłuszcz po smażonym mięsie, a
następnie wyrzucił do worka na śmieci. Tak poznałem ścierkę do kibla.
Ścierka do kibla została zakupiona w ramach strzelistego aktu dobrej woli przy okazji jakichś urodzin.
Pamiętam, że tam wtedy zmarła córka, ta pani płakała do zlewu.
W końcu nic po mnie nie pozostało.



Marcin Bies
(ur. 1982) - autor zbiorów wierszy: Funkcje faktyczne (2010), Renowacja zbytków (2015), Wybór drozdów (2017), Żale Matki Boskiej pod słupem wysokiego napięcia (2020), Mimo Boga (2022). Mieszka w Mikołowie.

Comments


bottom of page