top of page

Marcin Balcerzak – Onan



W łazience. A jakże. Pod deszczownicą, bo jest. A czemu nie. Rękami co nakładają żel żonglował. A patrzył wtedy krzywo tylko na swój duży brzuch, chociaż,  niczego innego poza nim, by  na sobie nie skorygował.
Nie raz zapowiadał mu/brzuchowi, że nie będzie go już nigdy mył, jeśli, jak dotąd, przy każdej kąpieli, będzie  wytaczał się przed Nim. Że z Nim, brzuch widocznie przestał się liczyć i dodaje to do osobistych uraz.
Do brzucha swojego mówi po raz na ucho, że liposukcją ma chęć się posłużyć,  jeśli nie będzie innego wyjścia, i przestraszy się może brzuch Jego gróźb - liczy. I może sam ze siebie, się zredukuje do wielkości orzecha włoskiego. 
Jeść zresztą, by musiał nie jeść On wcale, żeby bez wyrzutu  patrzeć na ten strudel co nosi; to jednak hola, hola, ale przestać jeść nie przestanie. Nie będzie przecież rozmawiał ze swoim bezdusznym brzuchem i otyłym do tego jak wieprz.
Wobec tego, co do zdjęć od pasa w górę, nie wyobraża ich sobie, robienia ich sobie nago w łazience niepewną od drżeń ręką w kompleksach cały brzusznych.  Opis jedynie literacki na swój temat podaje, który redaktorsko robi o sobie na FB i tyle. Nie opisując szczegółów. 
Nogi całkiem często za to fotografuje i wysyła koleżankom/kolegom z dopiskiem, że należą do Johnny'ego Deppa. Ci po nogach i tak Jego nie rozpoznają. Ale, gdyby już któraś/któryś, kolega/koleżanka do Niego przyszli, od razu by rozpoznali te nogi ze zdjęcia u Niego, i że niczym nie ustępują tym nogom celebryckim. Wow.
Czy widziałaś u jakiegoś długodystansowego lekkoatlety takie uda?  U Niego widzisz, widzisz. Nie wygolone, musiałabyś tylko wiedzieć są celowo. Uważałabyś jedynie, żeby od samego patrzenia na jeden włos Jego, nie pomyślał, że ciebie nigdy z Jego ulubionej łazienki się nie pozbędzie. A jeśli, ona zamknie ich oboje od środka na klucz, przykuta do wanny widokiem Jego nóg, tak, że sąd ostateczny zaskoczy ich  dopiero w łazience? 
Ale to nie wszystko, nie skończył z nią. Czy nie marzyła nigdy o piętach miękkich jak mech u jej mężczyzny? Albo o kostkach pierwszorzędnych jak z reklamy stopek u Niego? I wreszcie o palcach z krótko obciętymi paznokciami niespotykanie u mężczyzny? 
Łydek swoich, to ona by lepiej nie pokazywałby Jemu, bo jakby, mogłyby  się jej jedynie pomarszczyć  z zawiści.  
Może On, nauczy ją pielęgnacji także stóp swoich. Pokaże jej, jak można krem łagodny, łagodnie wkładać między Jego palce od nóg. A wtedy pochylona, dmuchać by mogła między Jego palce dmuchawce, by schły przed kremowaniem.  Mimo tego, do prawdziwej bliskości między Nimi, będzie miała długie kilometry piaszczystą drogą. Zresztą, tak świeżo po umyciu Jego ciała, by lepiej nie dotykała Go spoconymi rękami, gdyby akurat oddała się nagłemu, nieposkromionemu pożądaniu.
Napisze też jej na drzwiach łazienki, żeby nie wnosiła na sobie do Jego  łazienki: niczego poza sobą samą nagą i wygoloną. Na łapciach pokaże w ultrafiolecie jej, jakie  ma ślady niewidoczne psa nieodrobaczonego i włosy łonowe podłej szczurzycy.
Jak zamieszka z Nim, to do zapamiętania będzie miała trzy rzeczy, że nie wchodzi się pierwszą przed Nim do łazienki. Po drugie, że w ręcznik tylko wyciera się On swój. I że, po pierwszym natknięciu się na jej łapciach na włosy szczurzycy, wyjdzie ona z Jego domu bezzwłocznie sama, nie czekając na Jego ryk.
Za rok może dopiero, pokaże jej więcej. Zobaczy wtedy, nie pochylając się nawet przed Nim, te rzeźby antycznie i fontanny greckie w pozach Erosa. 
Mielonych kości wołu ani kurzych skór z piórami On nie zje.
Nie, dziwić jej nie powinno także, jak ze sobą rozmawiamy. Żeby zaśpiewała Mu, mówi, piosenkę, a ona śpiewa,  ujęła żeby delikatnie Jego pod rękę, a ona ujmuje. Włosy Jemu falujące żeby wyczesała, to ona czesze. Żeby nie zbliżała się tylko ze szkłem z rozbitego lustra w ręce na kilometr do Jego twarzy, więc się ona nie  zbliża. A gdy tylko, ma On gorszy dzień, tulić niech się zacznie ona  do Jego ciepłych rąk jak pies.  Toż przecież lepiej, niż miałaby z Nim tylko gadać i pierdy układać tylko po półkach jak baba w kościele.
Więc dobra. Na koniec, jak będą wychodzili by pamiętała, żeby światło zgasić w łazience. Ale gdyby On miał znaleźć włosy jej w zlewie po farbowaniu farbą, by wiedziała, że najchętniej by ją nimi na pasł. I też, żeby On, nie zobaczył jej nigdy w Jego szlafroku frotte.  
Jakby też miała do Niego kiedyś przyjść, by pamiętała, że odpyta ją najpierw z tych trzech rzeczy do zapamiętania. Wszech zasad. Po pierwsze i następne; co wie o pielęgnacji Jego stóp i o zarazkach co wie, gdy są przenoszone koloniami, że w konia walą i we włosach potrafią sobie założyć osady. I  że brzydzić ją powinno chodzenie w cudzym szlafroku. Albo też, żeby jej zaoszczędzić wstydu, by nie łaziła za Nim prosząc, żeby wpuścił ją do Jego łazienki samą pod Jego nieobecność. 
Póki co, żeby jednak , nie myła rąk w Jego łazience po siku. Gdyby miała kiedykolwiek do Niego przyjść.
 
*

Do pracy, gdyby nie stażystka młoda  i też stara kierowniczka, po co On by też i przychodził? Właściwie to nie wie dlaczego, obie nie wnoszą Go na plecach po schodach do biura z atencją. Ale pewnie wydaje się obu paniom, że widok kawalera na rękach obu pań w Starostwie Powiatowym, akurat na schodach, nie ma co, byłby śmieszny. Ale dobra, będzie się obchodził póki co bez noszenia na rękach, tylko wejdzie po schodach. 
Poniedziałek. Jakby lepiej nie można byłoby zacząć.
Czy to przypadek, że włączony ma już komputer i jest zalogowany jeszcze przed  usiąściem? A ile musiała stażystka poświęcić czasu, żeby pokapować hasło do Jego loginu, tak monstrualnie skonfigurowane. Anioły jakieś musiałaby  Jego błagać, żeby popatrzeć mogłyby Mu przez ramię jak się loguje i sobie na skrzydłach białych odpisać Jego login. 
Kawę jak Mu zrobi jest pewien, że na pewno oblizała Mu łyżeczkę po samą rękojeść, swoim jęzorem marząc, że jak prawie będzie to pocałunek. Ale, gdyby nie miała ładnej twarzy, zakończyłby pewnie ten związek jednak awanturą. 
Co innego, że musi specjalnie podchodzić do zlewu, żeby obmyć te łyżeczkę ze śliny stażystki, nim wymiesza nią kawę.
Dwudziestoletnia stażystka, nie przypadkowo przecież bierze do ust długopis, który  trzymał On w palcach nie dalej jak wczoraj. A ile ma ona jeszcze innych Jego osobistych przedmiotów, pochowanych pewnie w majtkach, naświetlając nimi, Jego zapachem swoje krocze? Przy sikaniu jest jej trudniej, zanim wszystkie powyciąga, ale przecież że warto. 
A czyżby nie podgląda Jego w ubikacji męskiej? Jej cień widział przecież stojąc nad muszlą za sobą. A jak tylko wyjdzie z klopa, to nie wchodzi może za Nim, wąchając Jego smród , co na chwilę pozostał, bo zawisł czarując?  
Strach jest w Nim jednak i pozostaje, bo jakże by to wyglądało, gdyby  na kolana Jego wlazła przed komputerem naga  i machając samurajskim mieczem z dalekiego wschodu, który wisi póki co na ścianie, i przegoniłaby ola Boga, wszystkie z biura baby. A te drąc się, by sobie wyszły?  A czy, by wtedy zazdrosna o Niego kierowniczka, nie rzuciła się na stażystkę i obie nie pocięłyby się tym samurajskim mieczem ostrym jak przysłowiowa brzytwa? Piersi by sobie poobcinały pewnie i z macic powydłubywałyby  sobie jak z ostryg ze skorup mięso tym mieczem, przecież do przecinania ludzi. Krwią by mogło spłynąć  całe piętro Starostwa. Wolał nie myśleć, że musiałby je –kierowniczkę, stażystkę, całe później z obrzydzeniem bandażować i prowizorycznie chociaż do przyjazdu karetki, pozszywać zszywaczem  zszywkami ich porozrzucane w nieładzie ciała.
Stażystkę coś jednak dzisiaj ugryzło, bo kawę jak przyniosła, to wykwękała, że ostatnią robi Jemu kawę w życiu.  Czy myśli, że będzie poddawała się Jego zmierzgłym spojrzeniom po całej jej sylwetce, nie pomijając jej krocza bez sprzeciwu? Nawet jak dziurkuje dziurkaczem, słyszy jak ekspres od Jego rozporka zaczyny otwierać się i zamykać lubieżnie i opętańczo, hałasując przy tym jak młot kuźniczy w hucie. I na Boga, miałaby udawać przez osiem godzin, że niczego nie słyszy?
Nie życzy sobie ciągłego ocierania się o nią i łapania za jej rękę bez powodu. Ma poglądy emancypacyjne, to po pierwsze, a po drugie, jak powie swojemu chłopakowi o Nim, to do końca życie będzie tylko uciekał jak Forrest Gump przed siebie , a zatrzyma się tylko na chwilę, na ostatnim przystanku nr. 13 zatytułowanym – śmierć. 
Myśli, że nie widzi, że On nosi na sobie łachy z second handu od projektanta ze śmietnika? W nim nic nie ma dla niej interesującego. Ale jej mówi to dużo, że albo ma małego chuja i jest z tego powodu sam, albo też już wszystkie dziewczyny w Starostwie uznały, że nigdy nie będzie wyżej od referenta i szkoda byłaby, ich nieustannie ulatującej młodości. 
Nie opowiadał może On portierowi, że stażystkę ma na skinienie głowy? Że kawę Jemu robi nawet jak nie chce, nieproszona? Ale też, że ona chodzi za Nim do kibla i po Nim siedzi w kabinie na jeszcze po Nim ciepłej  desce, ma Mu zapomnieć? A o krzywych jakby jej nogach, po co poruszał te tematy staremu portierowi, że są do nienaprostowania? A później o gumach powyciąganych w jej  staniku zamęczał ją portier, bo On zrobił głupią uwagę. 
W komentarzach sama Mu napisze, żeby sam siebie polizał gdzie chce i po dotykał sobie własnoręcznie jąder, które pękną i tak,  od nie dotykania ich przez obce ręce. 
Od kawy wreszcie tej ostatniej, niech Mu popękają jelita, a co w nich ma nadgniłe, niech wylezie Jemu przez usta nurtem z gówna.   
Jeśli tak, musi ona wiedzieć, że  On wypije tę jej spleśniałą kawę, ale z obrzydzeniem; albo lepiej może też wyleje ją, jakby ona wcześniej do niej może naplułaby.

*

Nie będzie przecież teraz przed stażystką chwalił się Bożeną – kierowniczką. A by mógł opowiadać dużo o ich związku. I, że specjalnie dla Niego, przekłada swój ten krem do twarzy z pudełka +60 do pudełka +40, kierowniczka Bożena  - Jego.  
Udaje, że nie widzi, jak mataczy pokątnie z tymi kremami.  Ale gdyby, jak ze stażystką, bardzo by się oziębiło między nimi, nie przebierając w słowach powie Bożenie, że Jego okłamuje, pakując ten krem dla staruch w pudełko dla dziewic. Ileż to potrzeba, żeby sprawdzić wiek Bożeny. Nie musi nawet On rozpruwać kasy pancernej z danymi, w której jakoby, Bożena miałaby trzymać swoje dokumenty tożsamości pod pistoletami.  
Kolor butów Bożena z ciepłych na zimne zmienia codziennie, po parę razy w zależności od Jego nastrojów. Push up-ów jej dotyczy to samo. Czyż nie poprawiała sobie może dzisiaj kilkukrotnie makijażu, zerkając, czy On widzi ją po zmianie? Jakiś błahy zamiar poweźmie, żeby tylko dzisiaj podejść do Jego komputera. Świadczą te rzeczy o jednym, że na seks z Nim jest Bożena gotowa zawsze.
Dlatego ubikacji nigdy Bożena nie domyka, specjalnie wtedy jak sika, na wypadek, jakby chciał otworzyć do kabiny z nią drzwi, bez niepotrzebnego hałasu.
Niepotrzebnie by wtedy hałasowali, zadamawiając się we dwoje w kabinie. 
Pootwierana na oścież chodzi wokół Niego Bożena jak obora na wsi. A dlaczego kierowniczka, cały dzień strony jakieś przegląda z dziewczęcymi spódnicami nie zakrywającymi nic? Gdy, jak już dupę sobie zmniejszy, od razu sobie taką spódnicę zamówi, a Jego tylko zapyta o kolor, w którym jest  ładnie jej nogom.  Będzie zapewnia.
Po obstrzykiwana to jest i tylko czeka, żeby zapytać Jego, czy nie za bardzo cofnie się w czasie do młodości od tego wstrzykiwania. Do samego macierzyństwa jej matki cofając się. 
Po do wstrzykiwała sobie kwasu w usta i koło oczu, gdyż zdjęcie jej będzie robił naczelnik urzędu na czterdziestolecie jej tu pracy. Wygląda, że martwi się już bardzo, czy aby z wiekiem za bardzo nie posunie  się w tył od tych zabiegów i nie będzie na tym czterdziestoleciu wyglądała zbyt dziecinnie. 
Odpowiedziałby jej wtedy, żeby się pod żadnym pozorem się nie bała. Najwyżej podpowie, niech założy sobie na głowę starą chustę po starej babie, a w dupie będzie miała wszystkich naokół.   I się żeby odprężyła, jej powie, lub tylko wystarczy, żeby uprzątnęła papiery w bezładzie ze swojego biurka, dla seksu z Nim, bezpruderyjnego. Takie w Nim są wibracje. I żaden, by to dla Niego nie był dyskomfort ani obrzydzenie, móc ją dotykać na tym biurku przecież rękami bez rękawiczek. Co do jednak całowania nie podjął ostatecznej decyzji.
Przecież jeszcze przed, mogłaby Bożena po tańczyć przed Nim, zdejmując dziewczęcą sukienkę mini i zostając w swoich różnokolorowych push up-ach. Super. Tylko, żeby Bożena zrobiła sobie coś z haluksami, które przeszkadzają przy seksie i obleśnie działają na Jego wyobraźnię. Albo może, gdyby użyła dobrego kleju do protezy, bo jakby to było, gdyby natknął się na nią w Swoich ustach? Przyrzeka, że tak by Bożenie w razie czego powiedział.
A nie daj Boże, żeby siwe włosy jej leciały wprost z Bożeny głowy na Jego buty. Zrobiłaby może żeby coś Bożena z tym. Sugeruje i sugeruje patrząc jakby na Bożenę w swojej głowie. 
Pamięta, że na pewno chce, Jego Bożena dotykać czule od samego rana i dlatego sprząta codziennie swój gabinet, poprawiając po sprzątaczce.  Żeby stóp nie pobrudził stojąc bez skarpet przy biurku. A dlaczego On, ciągle czuje jej zapach z pochwy i ten niezachowawczo podąża za Nim? Tylko, żeby Bożena nie martwiła się niepotrzebnie, bo z umywalki w ubikacji, zrobi jej wygodny prysznic dla dwojga. Ale, żeby Bożena zapamiętała na przyszłość , żeby nie zakładać tej bielizny wyszczuplającej tyle, bo, gdyż, jak długo miałby Bożenę z tych nylonów wyplątywać pod ciasnym  prysznicem? 
Albo też, Jego uwadze nie uszło, że nawet oddech Bożeny z nieświeżego zrobił się przy Nim anyżowy, od  cukierka notabene, którego po kryjomu wkłada sobie Bożena kurde do ust. Czemu nie pomyślała tylko , żeby włożyć sobie słodki cukierek do ucha, albo w inne miejsca, w które  będzie On wkładał swój wielki jaszczurzy jęzor, być może - kiedyś tam?.  Wtedy dopiero wyda z siebie Bożena, ten prawdziwie orgastyczny jęk anyżowy całą sobą, po raz pierwszy w życiu. 
A co, jak wypisane będzie miała Bożena na twarzy, żeby On zostawił już w spokoju tę stażystkę nieopierzoną i się oddał w ręce wprawne tylko Bożeny? To tyle, tu teraz w Starostwie Powiatowym. 
Ale na weekend,  to Bożena musi zarezerwować dla nich dwojga  jakiś łagodny i drogi pokój w hotelu na cały weekend dla dwojga. Do swojego terminarza pod literką B - jak Bożena i W - jak weekend już narysował czerwone serce.  
W planach będzie miał wtedy, że Bożenie pozwoli na namalowanie na swoim gołym ciele Bożeny marzeń. Mazakiem, bo nie piórem ze stalówką przecież. Ale i też najlepiej mazakiem zmywalnym.  
W przerwach od malowania, oczywiście przyniesie Bożenie lody z lodziarni, na które będzie patrzyła lubieżnie, widząc Jego jaja bycze, podsuwające się jak ukraińskie drony pod kacapskie pozycje.  Daleko tylko od jej nadwrażliwych zębów.  
I zdziwi się Bożena faktem, ile mężczyzna może poświęcić czasu ukochanej kobiecie. Hotel przy przerażającej bliskości od morza. Wystarczy tylko, jak Bożena napisze do Niego zapraszającego maila, co do hotelu i z datą rezerwacji.
Hotel hotelem, ale już zaraz to by mogła Bożena poczekać na Niego w Starostwie, ukryta w ubikacji przy zgaszonym świetle w nimbie.  Ale, czy Bożena umie czytać w Jego myślach?
Wiedział, że dzisiaj właśnie Bożena przywoła Go do gabinetu skinięciem głowy, żeby na przykład w nim/gabinecie  znalazł te konspekty z przed stu lat, o które Bożena suszy Mu głowę. 
Bożena natomiast, jeśli jest zawalona robotą kierowniczą, to do koga ma się zwrócić? A w szafie u niej rok 1999 zalega chyba na samym jej dnie, dlatego, żeby nie zwlekał i przedarł się jak komandos do tych akt. 
To pomyślał sobie On kokieteryjnie, jaką kampanię Napoleońską Bożeno Mi szykujesz? Jeśli, to nie zapowiedz seksu z Bożeną, to na co to wygląda? 
Okularów tylko, żeby Bożena z pośpiechu nie zapomniała zdjąć. Bo jak się podepczą, żeby nie było przypadkiem na Niego. 
Powiedzieć by się chciało kierowniczce, że niech jej będzie i On dłużej nieproszony, przyjdzie znaleźć Bożenie te papiery. 
Widzi po wejściu do gabinetu powieszone na ścianie zdjęcie i Jego i jej ulubionej artystki estradowej, jakże dobrze się składa.   Ale ten wybitny obraz, wybitnego japońskiego artysty, na którym widać szczyt góry Fudżijama, który chwyta za serce, a w którego cieniu, będą odszukiwać swoje rozrzucone po biurze rzeczy za chwilę. 
Nie rozumie On, po co teraz szukać czegoś po szafach pełnych kurzu i narośli pleśni. Po co Bożena nerwowo biega po pokoju jak osa ściśnięta gorsetem.  Ale pytanie jest jedno Bożeno, czy sama mi spodnie zdejmiesz i przekręcisz w zamku klucz? I okna jeśli Bożeno przeszkadzają ci niezasłonięte niech ktoś zasłoni, wystarczy, żebyś jeszcze dokonała małego wysiłku, bo nie będziesz przecież dzwonić po  kalekiego portiera.  
Bożena  jednak znienacka się spytała o bezczynność Jego dzisiejszą, opieszale stojącego, zamiast szukać w szafie tych akt, których potrzebuje już, a nie za tydzień. Segregatorów nie pomoże Jemu wyciągać z szafy. 
I tak, Bożena, co do obowiązków Jego w Starostwie, może się wypowiedzieć że są żadne. A przy Jego żadnym zaangażowaniu, pozostanie jej tylko wnioskować za likwidacją Jego etatu. Ma tylko szczęście, że nie w trybie dyscyplinarnym tylko za porozumieniem stron. Nawet jeśli On znajdzie te dokumenty w ciągu godziny i tak Bożena nie zmieni zdania. 
Bardziej bezużytecznego pracownika Bożena nigdy nie spotkała. Skarży się jednak wielu. Bo lenistwo to jedno, a po drugie, czemu podrzuca dziewczynom w urzędzie do szuflad swoje legitymacyjne zdjęcie? A gdy podglądał stażystkę jak goliła sobie nogi pod biurkiem, gdzie sobie wyobraża ona stała? A te prezerwatywy, które pozostawiał tam gdzie przebywał?
Wolałaby, żeby tylko już dzisiaj, pozdejmował już te teczki  z półek. Jutro dostanie od Bożeny wypowiedzenie z pracy. Nie na darmo Bożena dzisiaj przez Niego do pracy, założyła swoje największe męskie jaja z kolekcji, a machając nimi, żeby tylko uważał i żeby nie podszedł za blisko, jeśli dba o swoje zęby. 
Wychodzi Bożena na te małą godzinkę, po czym nie wyobraża sobie,  że po przyjściu nie odda jej On tych co potrzebuje papierów do ręki. Do obijania się Bożena- kierowniczka nie potrzebuje nikogo. Gdyż jej się rozchodzi o wydajność, a nie bylejakość, którą ma wymalowaną na twarzy. 
Do tej pory, tu jeszcze On pracował tylko dlatego, że obiecała matce stażystki, że ją z Nim wyswata. Ale to za duże ryzyko. Czyż miałaby Bożena sumienie, miłej stażystce zniszczyć całe życie?

Tak został On sam u Bożeny w pokoju. Nie łapiąc nawet jeszcze za segregatory zapowiedział tylko: „Bożeno z nami to jednak będzie od dzisiaj koniec”.




    









 Marcin Balcerzak (ur. 1967) – publikował opowiadania w „Helikopterze”, „Trytytce”, „Zakładzie”, „Kontencie” i „Tlenie Literackim”. Mieszka i pracuje w Sieradzu.  



Comentários


bottom of page