Magdalena Walusiak – wiersz
- 29 mar
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 31 mar
Kiedy się uobecniamy
ciemna noc, ciebie nie ma,
wypełzają z kątów potwory z dzieciństwa
za trzy lata skończę sześćdziesiątkę
a skamieniałam w lęku jak mała dziewczynka
boję się, że zawiodę i że się cholera nie sprawdzę
boję się, że nie zdążę, nie nadążę za tobą, jak zawsze
choć wiem, że to nieprawda, że zawsze nie nadążam
i wcale nie jest tak, że na każdym kroku zawiodłam
boję się jeszcze, że za stara jestem i że mi się nie należy
nie wierzę, że zasłużyłam, by coś pięknego przeżyć
boję się, że gdy w końcu kim jestem odkryjesz
odwrócisz się na pięcie i po prostu znikniesz
to najstraszniejszy potwór, wyłazi zza kotary
i szepcze mi do ucha, że wkrótce mnie zostawisz
za oknem ciemno, przez takie okna wpełzały do domu
wielkie łby na długich szyjach, miały włosy kręcone
a szyje wiły się jak węże, pamiętam je ciągle
więc nie rozumiem kompletnie, jak mogłam zapomnieć
że to przy tobie jestem sobą, przy tobie nie udaję
i kiedy jestem z tobą, ufam, że tak samo
nie grasz, że jesteś naprawdę
i po to staję przed tobą, nie udając niczego
żebyś mogła mnie poznać aż do dna samego
od czubka głowy po pięty, od koniuszków palców
aż do najgłębszych pamięci zakamarków
gdzie kryją się potwory, gdzie sploty wężowe
więżą mnie kłamstwami wypełniając głowę
a kiedy tam zajrzysz, gdy wszystko zobaczysz
może kłamstwa znikną, a potwory przestaną straszyć
może naprawdę znikną, gdy skierujesz na nie swoje oko
bo umie je zobaczyć wyłącznie samotność
dla tego, co nadchodzi, nie ma niemożliwych rzeczy
więc będę powtarzać jak mantrę
obecność leczy
obecność leczy
obecność leczy

