Magdalena Połczyńska – trzy wiersze
2 dni temu
1 minut(y) czytania
dal
młoda pszenica przenika ją w głąb
zielona pamięć i świeżość pędów
krzyk ojca skrzywiony
jak sierp grymas widnokręgu
szemrzą do niej podziemne żyły
i ptaki przysiadają na skroniach
słońce uderza w krwiobieg
na gronach oczu zostawia cień
gorzko pachną ciała ludzi
i sierść zwierząt ścieli się
w głębokich bruzdach ust
smakuje snem i chlebem
w glebę wrośnięty świat
siniucha
prowadziła cię aż za garby wzgórz
za nią szłaś bosa gdzie łopian
łopotał we włosach dzień
twoich narodzin oświetlał postacie
na suchym brzegu leżały
jak dzbany pękate piersi matek
i chłopcy o skórze ciemnej
jak jodłowy miód
słodkie powietrze drażniło nozdrza
sączyło się lekko przez ściany upału
a ona migotała w twarzach
jaskrawymi pancerzami ważek
wchodziłaś w nią daleką niezbadaną
i gdy cię objęła nikt już nie był pewien
czy to ona jest dla ciebie
czy to ty jesteś dla niej
memoria
wrosła w krajobraz jak powój
który plewi się już od wczesnej wiosny
jej krętą łodygą zarosły wszystkie nasze okna
zapuściła w nas przeszłość i korzenie grube
jak kości zamykały się w niej
rozległe słońca miasta wody i słodkie mlecze
kwitły bez końca w pęcherzykach płuc
wzruszali ramionami na jej widok
milkły tylko dzieci trafił w nią kamień czasem
przeleciał nad głową jak ptak co zgubił drogę
ze zmierzchem wychodziła na wierzch myślą
biegła nad wzgórza z pierwszym przymrozkiem
kładła się głęboko w sobie hodowała czerń

