top of page

Maciej Skomorowski – cztery wiersze

1 dzień temu
5 minut(y) czytania


Warunek

Jeżeli mowa jest jedyną przytomnością świata
aż do jego zatartych nieretoryczną mgłą granic.
Jeżeli istnieje czas dla słowa pierwszego,
konfiguracja znosząca milczenie otchłani
w niepowtarzalnej i trwającej i bez nas
już zawsze cielesności słowa jak jej pomnożona
dłoń omnipotentnej, wolnej gry u steru
konieczności samej, wielokrotna jak chwile
w oczach owada obdarzonego wiecznością.
Jeżeli istnieje zakątek, w którym objaśnienie
wypowiada własną zasadę jak dzień wschodzić
ma w zwyczaju bez pytania o zeszłą noc i jak
razem wracać w gdzieś niedbale rzuconej zabawie
dziecka, które nie może umrzeć, zawsze jest.


Marzanna 

- Marzanno, raz już cię żegnałem. Dzieckiem 
byłem, gdy ciebieśmy topili tamtej wiosny, 
kukło marna, w solidnym porozumieniu nad rzeką 
Wisłą my dzieci za podszeptem jasnej pani 
twoje symboliczne ciało zimy oddawaliśmy 
w nurt po roztopach z myślą, iż kukło nadobna 
przez nas stworzona trafisz do gdańskiej delty 
i zatoniesz razem z naszym smutkiem chłodnym 
i nigdy już nie zawitasz, lecz myśmy dzieci nie 
wiedziały, że wiosny przychodzą w rzędach dekad 
i byłaś dla nas pierwsza Marzanno, pierwszą byłaś 
ofiarą naszą słowiańską, zabijaliśmy cię radośnie 
topiąc, odsyłając zło zimy w tobie zaklęte ku morza 
głębokiego trwaniu, byś tam mogła mieć spoczynek, 
w naszej nieznajomości świata i wiosen wiedzieliśmy 
tylko o nurcie oswobodzonym z kry i północy, gdzie rzeka 
Wisła niesie - niosła cię ku spełnieniu, które śmierć twoją 
kukło pstra przewidziało nie w słodkiej wodzie jesiotrów, 
lecz w słonej dorszy - wyprawiliśmy cię Marzanno w dal 
po naszym sprawieniu ciebie w klasie szkolnej na lekcji 
plastyki, bodajże wiosny roku pańskiego 1986, gdy zimy 
naprawdę musiały być odegnywane, jako że dziś 
zim już nie ma za nic. - Dlaczego więc Marzanno znów 
płyniesz, raz już jako dziecko zabiłem cię, mówię przecie, 
i czy właśnie dlatego zim dziś brak? Ludzka działalność 
to nadnaturalnie szybka wiosna w skutku i śmierć twoja 
kukło drobna, a ludzie się uwijają w rozmowach lub ich 
unikaniu, nie ta sama wiosna tego marca innego 
wieku, lecz rzeka Wisła nadal unosi twą słomianą
szmatę, Marzanno. - Dziś znów widziałem jakże twoje 
płynięcie, śmierć, odchodzenie, głupie pożegnanie 
naszych przodków, znów dzieci przeciwko zimie 
zabijające jej terror radośnie i śmiało choć w innym mieście, 
dryf twój w nieznane północy jak ten mój dorosły wiersz. 
- Powracaj i giń. Nigdy nam tego dosyć. Kochamy cię, 
Marzanno. - Chcesz odejść na dobre? Któż tego wzbrania? 


dekonstrukcja

1.

pierwsza krytyka moje retoryczne naśladowanie wieloryba
redukuje do mimesis płetwy
widzisz mój gest wykonywany dłonią

druga krytyka uderza w ciebie i we mnie
jako rzeczy i sprawia że na powrót mówimy
symptomami lub w sposób artykułowany

trzecia krytyka generuje hologram chrześcijańskiego nieba
i jego greckiego rusztowania - oba pokazuje 
jak gęsią skórkę która przecież nie jest miarą

2.

(dziewica królewiecka odwraca się w grobie)

3.

całości przestają panować na obrzeżach
ich kontury aproksymacyjnie rozmazują się
czy to węglem czy pikselem

i te nieostre atomy znaczeń
jak w wielkim zderzaczu hadronów spod genewy
błyskają nowymi pierwiastkami spoza tablicy
obiecując przyszłość z doskonałym narkotykiem

(oddajemy głos tym z obciętymi językami):

4.

postują literaturę
modlą się instrukcjami
wersyfikują rozporządzenia
sprawozdają dokumenty
parafrazują ustawy
skandują powitania
przekładają groźby
trawestują piosenki
przepisują przepisy

i wszystkie twoje nie wiem
nie podlegają definicji
która jest niemożliwa
jak rzekłby starożytny sceptyk

czy nie ma znaczenia czy
w literaturze czy na świecie?
- pytasz powikłania za oknem na podwórzu
lub z wnętrza dłoni na liniach
i mówisz że chcesz mówić
o czymś więcej niż 
podmiot i orzeczenie
podmiot i przedmiot
substancja i akcydens

niebo i ziemia
mężczyzna i kobieta

aż w końcu wykrzykujesz: bóg!
i to także odrzucasz
gdyż mówisz o czymś więcej zaprawdę

gdy czytasz wracasz do lektury
czytasz i mówisz myślisz
tylko o tym co pozostaje
ce qui reste

5.

właśnie opuściłeś peron teorii
mapy: miast pojęć
rozrysowujesz teraz w gwiazdozbiorach
na nocnym niebie zachodu łącząc
jaśniejące dziury…

6.

po tej orientacji na tekst świerzbi cię
by również filozofię pozostawić za sobą
jako rodzaj pułapki terminologicznej

pierwsze i ostatnie się nie liczy
w środkowym biegu rzeki każda kropla
zmierza od-do

a teraz będzie odwrotnie:
pismo przypiszesz szeptem do mowy
dotkniesz mięśni duszy
a wiecznością będziesz żył tu
gdzie jesteś teraz - teraz i
tu

7.

(obecne to zakłócony sygnał i śnieżenie ekranu)

8.

by nazwać
robisz literówkę
upraszczasz do symbolu
symbol zapisujesz w słowniku

słownik spalasz

9.

bawiliśmy się tak wieczorami
uroczyście zapowiadając
powrót bogów i
im było to miłe także 
więc uśmiechali się
do nas wszyscy
dumni ze swych dzieł
swoją przewagę okazując
jako dobro wręczane
w nasze chciwe ręce
z chwytnymi kciukami
przystosowane by je złapać
dopasowane do nas
jak fraki i suknie koktajlowe
na ten jeden wieczór wysoko
albowiem byliśmy potrzebni
naszym gospodarzom
by znów mogli wycofać się
w zapomnienie i ciszę

oni mieli na myśli powodzenie
naszych praktyk codziennych
gdy rozpychamy się tak zwyczajnie
w znakach -(

10.

przyśniło mi się
że ten jeden jedyny raz
nie popłynęła krew

lecz gdy budziłem się rano
jej już nie było)


Uznanie za zmarłego

Zmarli podlegają prawom na równi z żywymi. Zagiń
na lat dziesięć, a będziesz zmarłym dla państwa.
Zaginieni seniorzy po siedemdziesięciu wiosnach -
by uznać ich za zmarłych wystarczy zaledwie lat pięć. 

Za zmarłego zostanie uznany również ktoś - i podpis
i pieczątka pod tym będą - jeśli zaginął w podróży
powietrznej lub morskiej (prawdę mówię, artykuł
trzydziesty wprowadza pojęcie “zdarzenia szczególnego”;

w rzeczy samej, szczególne zdarzenia muszą się zdarzyć,
aby nastąpiło uznanie za zmarłego). Następny paragraf
jest o statkach, okrętach, żegludze - nie tylko z legend
wiemy przecież, że marynarze giną bez śladu,

więc gdy szczątków nie sposób odnaleźć - uznany zostaniesz
za zmarłego po sześciu miesiącach absencji twojego statku
- tu cytat: “w porcie przeznaczenia”. Żeglarze bez portu
przeznaczenia muszą czekać aż dwa lata po ostatniej wiadomości

od nich, by zostać uznanymi za zmarłych. Istnieje domniemanie
śmierci. Jego egzekucję przeprowadzają urzędnicy uznając
za zmarłego. - Żywy czytając tak dalej w cudzysłów biorę
dwa wyrażenia z następnego akapitu: “najbardziej 

prawdopodobna okoliczność” oraz “brak wszelkich danych”.
Umiera się zawsze kiedyś. Przychodzi godzina. Godzina
ma sześćdziesiąt minut. Ale jeżeli uznanie za zmarłego
zostanie przypisane jedynie do dnia, to godziną będzie koniec

tego dnia. Formalna racjonalność administracji: uznanie
za zmarłego niewątpliwie jest czynnością, samo umieranie
niekoniecznie, ale może w umieraniu jest także coś
dla żywych, więc mniejsza o dokładność godziny? Papier,

północ, jak rozumiem... Za zmarłe uznaje się także grupy
(redaktor wyróżnił “równoczesność śmierci”), wzięto
pod uwagę - moja wierność prawu przekracza nawet
dokładny cytat: “niebezpieczeństwo grozić może pospólnie

kilku osobom”, a jeśli na podstawie powyższego uznamy ich
za zmarłych wtedy, według prawa, są “zmarli jednocześnie”.
Czytam Kodeks Cywilny, gdyż coraz mniej pewny ze mnie
spadkobierca. Ojciec uznał mnie za zmarłego, ale nie jego 

jest prawo.






Maciej Skomorowski – publikowany, nagradzany i zapraszany, lecz przecież nadal najbardziej niedoceniany poeta w Polsce.


     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page