top of page

Luis Cernuda – pięć wierszy

  • Mirek Drabczyk
  • 3 dni temu
  • 2 minut(y) czytania

Niektóre ciała są niczym kwiaty

Niektóre ciała są niczym kwiaty,
inne niczym sztylety,
inne niczym wstęgi wody;
lecz wszystkie, prędzej czy później,
staną się blizną, co w innym ciele narasta,
przemieniając — mocą ognia — kamień w człowieka.

Lecz człowiek miota się we wszystkie strony,
śni o wolności, z wiatrem się ściga,
aż nadchodzi dzień, gdy blizna znika,
stając się na powrót kamieniem na niczyjej drodze.

Ja, który nie jestem kamieniem, lecz drogą,
po której przechodzą bose stopy,
umieram z miłości do nich wszystkich;
oddaję im swe ciało, by po nim deptali,
choćby ich wiodło ku ambicji bądź chmurze,
choćby i żaden nie pojął, że
ani ambicja, ani chmury
nie są warte miłości, której się oddaje.


Powód do łez

Noc, z racji swego smutku, nie zna granic.
Jej cień, zbuntowany niczym piana,
rozbija kruche mury,
zawstydzone swą bielą;
noc, która nie potrafi być niczym jak tylko nocą.

Być może kochankowie ranią sztyletami gwiazdy,
być może przygoda gasi jakiś smutek.
Lecz ty, nocy, pędzona pragnieniami
aż po bladość wody,
wyczekujesz zawsze czujna kto wie jakich słowików.

W głębi drżą otchłanie
zaludnione wężami pośród piór,
u wezgłowia chorych
niewidzących nic prócz nocy,
gdy więżą powietrze między wargami.

Noc, ta noc olśniewająca,
na rogach ulic kręcąca biodrami,
wyczekująca nie wiedzieć czego,
jak ja, jak wszyscy.


Wiatr i dusza

Z taką gwałtownością wiatr
niesie się od morza, że jego
pierwotne dźwięki zarażają
ciszę nocy.

Słyszysz go tylko w swym łóżku
jak natarczywie w szyby
stuka, wyjąc i nawołując
jakby zagubiony, bez nikogo.

Lecz to nie on cię w bezsenności
trzyma, lecz inna siła,
której ciało twe jest dziś więzieniem,
była wiatrem wolnym, i pamięta. 


Pragnienie

Przez spokojne wrześniowe pole 
z topoli żółtej jakiś liść,
niczym gwiazda strącona,
wirując, ku ziemi spada.

O, gdyby tak dusza nieświadoma,
Panie gwiazd i liści,
była jako cień zapłoniony,
od życia ku śmierci.


Białe cienie 

Cienie kruche, białe, uśpione na plaży,
uśpione w swej miłości, w swym kwiecie wszechświata,
nie bacząc na płomienną barwę życia
na łożu z piasku i zniesionego przypadku.

Pocałunki swobodnie spadają z ich ust
w nieokiełznane morze niczym perły zbyteczne;
perły szare lub może popielate gwiazdy
wstępujące ku niebu ze światłem rozproszonym.

Pod osłoną nocy świat cichy tonie;
pod osłoną nocy oblicza nieruchome, martwe, gubią się.
Tylko te białe cienie, ach, białe, tak, tak białe.
Światło także rzuca cienie, lecz cienie błękitne.

z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak











Luis Cernuda Bidón (1902-1963) – hiszpański poeta i krytyk literacki, przedstawiciel Pokolenia 27, emigrant.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page