Luis Alfonso Chiriboga Izquierdo – pięć wierszy
1 dzień temu
3 minut(y) czytania
Reminiscencja
Brzeg przywołujący odległe niebo
i woda, płynny spisek zabarwiony błękitem,
tworzą przestrzeń, którą rozświetlają moje oczy.
Powolne wspomnienie przemyka,
widmo słońca już zgasłego.
Szmer powracających głosów,
słodki łyk z twego odległego kielicha,
odtwarza twój obraz
niczym lot skrzydeł rozpościerających się
pośród pustki umysłu,
walczącego ze skałą i morzem.
W dole tajemnica soli przemienia,
w przeobrażeniu ognia i spustoszenia
to, co niegdyś było namiętnością i pełnią na piasku.
Nieruchoma myśl,
nieruchomy twój głos w twym obrazie
zjednoczone w tym samym spisku,
w tym samym czuwaniu w ukryciu,
by wydrzeć światu
jedną chwilę poza czasem.
Nieruchoma myśl,
nieruchoma w twym obrazie,
przywiązana do mej pamięci,
ujrzałem w twoich oczach,
tak jak ty w moich,
ten sam sekret, którego nigdy nie wyjawimy,
dopóki zamieszkujemy królestwo fraz,
imperium przemijającego czasu,
zmierzającego ku pustce.
Jesteśmy pęknięciem przekraczającym granicę
przestrzeni pozbawionej czasu,
gdzie olśnienie wyzwala nas
z gramatycznego zaklęcia.
Jesteśmy zawrotem głowy i upadkiem,
punktem wyjścia i powrotem,
jesteśmy ulotnym olśnieniem,
ostatnim źródłem przed nicością.
Cykl
W zakątku mej pamięci,
starym archiwum lub cyklu, który się powtarza,
tatuażu pragnienia albo surowym prawie,
które nie odkupuje ani nie potępia,
wyryte jest to, com wczoraj uczynił.
To ścieżka, po której śladach
zawsze będę stąpał na nowo, uparte zapomnienie,
choć każdy z nich prowadzi z powrotem
do punktu wyjścia.
Tak więc na mojej starej, mrocznej stacji,
w nieruchomym czasie oczekiwania,
w czuwaniu smaganym wiatrem,
który przemierza horyzonty mojego głosu,
zbieram kawałki smutnej układanki,
odtwarzającej mój rozbity obraz.
Pozostały już tylko ruiny, jedyny łup,
po mirażach, namalowanych przez pragnienie.
Pozostały już tylko zdania, ponura latarnia,
wyznaczające ten sam szlak.
Alchemia słowa
Te rozległe krajobrazy słów,
które moje pióro kreśli ze zdumieniem,
mitologia sprowadzona do fragmentów,
przygoda rozpuszczająca się w wersach,
są tym, co mój czujny umysł
chwyta, gdy ukradkowy wiatr
prędko wzbijając się z mych nerwów,
przypuszcza szturm na moje anonimowe ciało.
Moje ciało oczarowane horyzontami,
moje ciało poranione przez wiry i otchłanie,
astrolog uśmiechów i spojrzeń,
astrolog ust i ciepłych dłoni,
astrolog śpiący w jej włosach,
koneser snów i alchemik.
Szata cieni
Napisać wers
to odciąć kawałek cienia,
jak odcina się płatek ustami
w poszukiwaniu jego tajemnicy.
Kawałek cienia ubrany w słowa,
słowa niczym łachmany, lecz ostatecznie to szata,
którą okrywa się znużenie, którą okrywa się nicość
i pustkę przemijających godzin, szybkich, zimnych.
Wersy są kawałkami cieni
przyodzianymi w barwę słów, wytarty
niepewny kolor, ślady postaci i widm,
niczym lustra powtarzające mój kształt.
Mój umysł, mroczne zwierciadło
Wyprostowany na własnych gruzach,
popiołem dziś to, co już przeżyte.
Rozmyte kontury świata
są pyłem mego mrocznego alfabetu,
zimnym skupiskiem rozproszonych liter,
dryfującymi fragmentami
gwiazdy już martwej,
która nie rozbłyśnie ponownie.
Mój umysł jest jałową pustynią,
na której mroczne upiory handlują
szczątkami mojego zwęglonego „ja”.
Mój umysł jest mrocznym zwierciadłem,
w którym grymasy, uśmiechy i lamenty
szydzą z moich rozbitych dążeń.
Mój umysł jest otchłanią, którą zamieszkują
smutne wspomnienia, zimne widma,
kopiące grób, do którego wpadają
ideały, a wraz z nimi i nadzieja.
z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak

