Leszek Wójcik - cztery wiersze
- 28 kwi
- 2 minut(y) czytania
Noc spadających gwiazd
Mariana ma jeszcze w oczach
trzynaście lat zabawy
gdy pokój był tak oczywisty
jak niebo i łany słoneczników
Nie obchodzi jej polityka
tylko siwe kłęby strachu
spod gąsienic rosyjskiego czołgu
i zmiażdżony samochód dziadka
Mariana boi się patrzeć w niebo
zamiast gwiazd nocą spada śmierć
błyskiem i hukiem zabija marzenia
zapuszcza korzenie i rośnie
To co że wojna trzeba jakoś żyć
ogrzać dom którego jutro nie będzie
zdążyć ugotować ziemniaki
usiąść jeszcze razem przy stole
Mariana nie rozumie
jak mogłoby tego nie być
Podróż
Zabierz mnie w najdłuższą podróż
do lasu pod gwiazdami
na drogę mleczną rozkoszy
gdzie srebrny księżyc
językiem pieści ciało
Będziesz miała w oczach
całą ciemność drzew
a w ustach smak dojrzałych jagód
i tylko senne ćmy oglądać będą
twoją nagość dla mnie
Zabierz mnie w taką podróż
pod sosny które spiszą
wszystko do ostatniej igły
po kres lasu i gwiazd
zanim skończy się noc
Perseidy
Noc była ciepła jakby podgrzewał ją
rozpalony ruszt świętego Wawrzyńca
próbowałem chwytać meteory twoich marzeń
ale ich roje rozbiegały się po niebie
Andromeda znikała w bezkresie kosmosu
Perseusz jak z rzeźby Celliniego we Florencji
stał dumnie z odciętą głową gorgony
wężowe włosy zamieniały namiętność w kamień
Niebo rozwijało światła tajemnych szyfrów
gwiazdy ironicznie mrugały nad głowami
na małe istoty w kwantowym splątaniu
gotowe korzystać z każdego oddechu
Pokój dziecięcy w nocy
Pokój w nocy jest ciężki
od nadmiaru cieni
poduszka rośnie górskim szczytem
aż po horyzont okna
spodnie rzucone na krzesło
niedbale grają rolę dwugłowego smoka
w doniczkach kwiaty walczą
mieczami liści
Kolory wpełzły pod łóżko
jak niechciane śmieci
tylko łyżka na stole
językiem srebra
rozmawia z łysym księżycem
on najlepiej rozumie ciemność
W oczach dziecka
wielkie czarne dziury
uczą się wchłaniać
dorosłość świata

