Krzysztof Koch – pięć wierszy
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania
[czy chcesz być reanimowany, pada pytanie]
znad ankiety
oskrobanej długopisem bez nakrętki
za to jaskrawym w tułowiu
mało dostojnie jak na pytanie o eutanazję
bierną
bez udziału własnego
z odroczonym terminem płatności
w pewnych stanach się nie reanimuje, pada z tych samych ust
człowiek jak ranna łania, idzie w głąb lasu i szuka miejsca
a reanimacja jest jak hajp dwie doby za późno
[hajhety układają rytm]
naświetlań tomografu zespolonego z głosem
który zza szyby wydaje instrukcje pacjentowi bez kontaktu
oddychać - nie oddychać
kocioł – werbel - hajhet
muzyka tychże, bo muzyka to przede wszystkim rytm, przeszywa jak gnosienny satiego
satie nie chce wyjść, czekam na kryzys
[w centrum o zostawiam cię na wózku przy szatni]
na krzywym bruku nie dam rady z tobą spadającym więc przycupnę autem na chodniku czuję
się z tym źle bo ja z frakcji chodnikowej gdy wracam widzę jak odpłynąłeś w centrum o na
wózku przy szatni czy tak wygląda człowiek gdy zastygnie sam w mieszkaniu mówię do
ciebie zaczepnie na pobudkę w aucie chcę rozmawiać o c jak nas zrobił w bambuko ale nie
pamiętasz o końcu z którym się pogodziłeś dziś znowu mówisz o zagranicy a ja nie umiem
kolejny raz pozbawiać cię złudzeń przepraszam
[quality time]
wiemy, co się dzieje
każdy dzień jak dziesięć lat
pamiętasz oskara i panią różę?
same-same, powiedziałby twój wnuk
ja nie umiem niczego powiedzieć
głosy trąb przekuły unisono w rytualną naradę
każdy w zanadrzu trzyma gwóźdź
programu
do trumny
niepotrzebne skreślić
zaraz będą się ścigać, czyja pała lepiej żongluje
nutridrinki, mata na odleżyny i żelazo
żelazo z alg morskich i chuja pawiana
ośliniło pędzelek do warg, które zlały się z ziemistą skórą twarzy
[oszczędzili nam oglądania ciała zawiniętego w worek
w szufladzie prosektorium]
worek zsunięty do ramion, ciało pokryte prześcieradłem
teatrzyk dla rodziny, która zna ordynatora
normalnie tak nie robią
normalnie ciało w szufladzie, zgrzyt zamka błyskawicznego i papa papo
mamy więc klasę premium
ciało na katafalku, stole o blacie w pepitkę z ciemną plamą
taki blat w domku na działce
też miał ciemną plamę, bo ciotka zrobiła mu ślizg
gorącymi ziemniakami w mundurach
zapadnięte policzki, usta półotwarte i zaciśnięte powieki
idę spać, powiedziałeś, gdy poprzedniego wieczora wychodziłem ze szpitala
idę spać, skłamałem niemo
albo powtórzyłem
żeby zrozumieć
co znaczy idę, gdy człowiek leży nieruchomo

