top of page

Joyce Kilmer – trzy wiersze

  • Mirek Drabczyk
  • 15 minut temu
  • 3 minut(y) czytania


Dave Lilly

Kiedyś w Greylock pstrągów mieliśmy bez liku,
Mówią, same płotki pływają w strumyku.
Dwadzieścia lat temu z pierwszym kijem w ręce
Łowiłem na muchę tuzin albo więcej.

Przy drodze North Adams żył sobie Dave Lilly.
Wędkował, gdy wszyscy siali bądź kosili.
Był u nas na Wzgórzach najlepszym wędkarzem.
Gdy nie był na rybach, pił whisky przy barze.

Dave Lilly nie żyje, nikt nie płakał po nim;
Nie mają pożytku z pijaków, wałkoni…
Ja Dave’a lubiłem, chociaż nie pracował;
Był szczery, uprzejmy i świetnie wędkował.

Szedłem raz z Williamstown wieczorową porą,
Usiadłem na moście nad skalną zaporą
W ciszy letniej nocy, pode mną szumiało,
Na sczerniałej wodzie światło migotało.

Wtem czyjąś obecność poczułem, po mule
Ktoś chodził i żyłkę nawijał na szpulę.
Usłyszałem chlupot tak, jakby ktoś wędką
Coś z wody wyszarpnął na brzeg, jedną ręką.

I zszedłem po skarpie, dziwnie się łowiło,
Żaden wędkarz nie stał, pstrągów też nie było.
Ktoś śmiał się za dębem, lecz się nie wychylił,
I poczułem tytoń, taki palił Lilly.

Nikt tu od piętnastu lat nie moczył wędki –
Płotki rwą z haczyka wszystko: glisty, jętki…
Pstrągów, gdy się księżyc odbija w strumyku,
Duch Lilly’ego łowi w zaświatach bez liku.

Chyba whisky z knajpy przy dębie położę,
Bo go duch Lilly’ego mija o tej porze.
Chciałem pójść na wzgórze, jakieś kwiaty zerwać
Na jego grób, ale to lepsze dla Dave’a.


Dom w którym nikt nie mieszka 

Zawsze, kiedy idę do Suffern wzdłuż torów,Mijam tę ruderę pośrodku ugoru.
Przystaję na chwilę, ciekawi mnie ścieżka
I wejście do domu, w którym nikt nie mieszka.

Podobno są domy, w których mieszka licho,
Słychać głośne jęki, przeraźliwy chichot.
Tutaj duchów nie ma – chciałbym, by tak było,
Nie byłby samotny, gdyby w nim straszyło.Szyby z ram wypadły, nie ma kilkunastu,
Trawnik cały zarósł, chodnik pełen chwastów.
Przydałby się malarz, dekarz i ogrodnik,
Ale nade wszystko choć jeden domownik.
Gdybym był bogaty, nie miał rat do spłaty,Poszłyby w ruch pędzle, piły i łopaty.
Kupiłbym to miejsce, dom podźwignął z nędzy,
Wzięliby go pierwsi chętni bez pieniędzy.

Ale nowy smutny ludzi wypatruje,
Jak kapelusz, kiedy nikt go nie kupuje,
Bo to wymyślona i dziecinna żałość
Po utracie tego, czego się nie znało.

Nie jest domem, który chronił i jednoczył,
Męża, żonę z troską ścianami otoczył,
Gdzie dziecko beztrosko śmiało się, brykało –
Takiej straty ludzkie oko nie widziało.

Więc zawsze, gdy idę do Suffern wzdłuż torów,
Boli mnie ten widok pośrodku ugoru:
Część okiennic spadła, skośny dach się wali,
Stoi pusty, stary – serce mu złamali.


Starzy Poeci

Dla Roberta Corteza Holliday’a

Jeśli kiedyś będę musiał mieszkać w lesie 
I spać koło drzewa na wilgotnej trawie,
To z dziko rosnącej, młodej kępy drzewek
Na pewno dla siebie domu nie postawię.

Pójdę do starego, dębowego lasu – 
Wysoki, dostojny, solidny i trwały
Nie wzdycha, nie trzęsie się przy byle wietrze,
Mnie jego odgłosy by nie przeszkadzały.

Najmilszy poeta to stary poeta,
Bo bije od niego obycie i mądrość,
Nosi siwą brodę i ma długie bruzdy 
Wokół oczu, z których emanuje dobroć.

Gdy młodzi poeci głupi, lekkomyślni
Wolą godzinami siedzieć i rymować.
Od pisania stają się nieprzyzwoici,
Nie słuchają i nie dają dojść do słowa.

Poeta za młodu z pasją wykrzykuje
Poruszenia ciała i rozterki ducha,
A stary poeta w obłoku tytoniu
Poleruje fajkę i spokojnie słucha.

Trzeba klub założyć dla poetów, którzy
– dożywszy starości z uśmiechniętą miną –
Siedzieliby w sali, pijąc z kolegami
Jasne pełne piwo i czerwone wino. 

Wkraczaliby tutaj każdego wieczoru
I szliby na miękkie, autorskie siedzenie,
Toczyli rozmowy bez kłótni i sporów
I z ciszy czerpali rozkosz i natchnienie.

Na pewno nie dadzą ci młodzi poeci
Pociechy w cierpieniu, ciszy i spokoju,
Bo są pochłonięci toczącą się wojną
I pisząc piosenki, wzywają do boju.

Stary wie, że jego miejsce jest w fotelu,
Że Boga na tronie na wysokim niebie,
Dlatego wygodnie siedzi przy kominku – 
Pozwala się światu kręcić wokół siebie.

przełożył Jacek Świerk

ree






Joyce Kilmer (1886 – 1918) – amerykański poeta, eseista i krytyk literacki. Jego twórczość charakteryzuje się prostotą, religijnym nastrojem i głębokim umiłowaniem natury. Kilmer był również wykładowcą i dziennikarzem, współpracował m.in. z „The New York Times”. Podczas I wojny światowej służył jako ochotnik w armii amerykańskiej w 69. pułku piechoty. Zginął we Francji w 1918 roku podczas bitwy nad Marną.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page