top of page

José Ángel Valente – pięć wierszy

  • 1 dzień temu
  • 2 minut(y) czytania

Zbrodnia

Dziś obudziłem się
jak zwykle, ale
z nożem
w piersi. Nie wiem
kto to zrobił,
nie znam możliwych
motywów zbrodni.

Leżę tu
rozciągnięty
a chłód ciąży
pionowo.

Wieść rozchodzi się
ze względną dyskrecją.

Lekarz był znakomity, lecz
przesłuchanie wypadło
chaotycznie. Zdarzenie
nie ma świadków.
(Telefon od dozorczyni,
powiedziała
że denat nie miał
powiązań politycznych.
To obsesja, która ją prześladuje
od śmierci męża). 

Ze swojej strony nie mam
nic do dodania.
Trwają poszukiwania zabójcy;
jednakże,
być może nie ma żadnego zabójcy,
choć przez to gmatwa się finał historii.

Po prostu leżę
tutaj, z nożem…
Chłód się kołysze
wahadłowo i uroczyście.
Nie ma dowodów przeciwko nikomu. Nikt 
nie dokonał mojego zabójstwa.


Drżenie

Deszcz 
niczym język chwytnych mchów 
wydaje się mnie przemierzać, szukać szyi, schodzić niżej, 
lizać oś pionową, 
liczyć liczbę kręgów, które dzielą mnie 
od twego nieobecnego ciała. 

Szukam teraz powoli językiem 
zastygłego śladu twego języka 
zatopionego w mojej ślinie. 

Piję, piję cię 
w płynnych komnatach 
podniebienia 
w promiennej wilgoci twych pachwin, 
podczas gdy twój własny język przemierza mnie 
i schodzi w dół, 
kurczliwy i chwytny, niczym ciemny 
język deszczu. 

Korzeń drżenia wypełnia twe usta, 
drży, przelewa się w tobie 
i kiełkuje śpiewnie w twym gardle.


Grzech 

Grzech rodził się 
jakby z czarnego śniegu 
i tajemniczych piór, co gasiły 
posępny zgrzyt 
okoliczności i miejsca. 

Sączył się, wyciskany
z westchnieniem smutku
na ścianie skruchy, 
pośród mętnych pieszczot
homoseksualizmu lub przebaczenia.

Grzech był jedynym
przedmiotem życia.

Niegodziwy opiekun sinawych dłoni
i wilgotnych młodzieńców zwisających
na strychu martwej pamięci.


Zapada noc


Zapada noc.
Serce schodzi
po nieskończonych stopniach,
przez ogromne galerie,
aż odnajdzie żal.
Tam spoczywa, leży,
tam, pokonane,
leży jego własne jestestwo.

Człowiek może
wziąć je na swe barki
by znów się wspinać
ku światłu w mozole:
może kroczyć wiecznie,
kroczyć…
Ty, który możesz,
udziel nam powszedniego zmartwychwstania!


Blask


I wszystko, co istnieje w tej godzinie
absolutnego blasku
płonie, spala się
wraz z tobą, ciało,
w rozżarzonych ustach nocy.

z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak





José Ángel Valente (1929–2000) – hiszpański poeta, tłumacz i eseista, wpływowy reprezentant Pokolenia 50. Tworzył w języku hiszpańskim i galicyjskim. Laureat licznych nagród literackich, w tym Premio Nacional de Poesía, Premio Reina Sofía de Poesía Iberoamericana, Premio Princesa de Asturias de las Letras. 

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page