Jaime Sáenz – pięć wierszy
- Miroslaw Drabczyk
- 28 wrz
- 2 minut(y) czytania
Niczym światło
Gdy nadejdzie godzina, w której zgaśnie gwiazda,
moje oczy pozostaną w przestworzach, które z tobą jaśniały
Bezgłośnie, niczym światło
spoczywa na mej drodze
przejrzystość zapomnienia.
Twój oddech przywraca mnie oczekiwaniu i smutkowi ziemi,
nie odchodź z zapadnięciem zmierzchu
— nie pozwól mi odkryć inaczej niż za tobą
tego, co jeszcze muszę umrzeć.
Wysoko ponad mrocznym miastem
Pewnej nocy na ulicy w deszczu, wysoko ponad
mrocznym miastem
z odległym hałasem w tle
z pewnością westchnie
ja westchnę
trzymając się za ręce przez długi czas
pośród drzew w gaju
jej jasne oczy, gdy przelatuje kometa
jej twarz przybyła z morza
jej oczy na niebie mój głos w jej głosie
jej usta w kształcie jabłka
jej włosy w kształcie snu
spojrzenie nigdy niewidziane w każdej źrenicy
jej rzęsy w kształcie światła strumień ognia
wszystko będzie moje będę fikał z radości
odejmę sobie rękę za każde jej westchnienie
wyłupię sobie oko za każdy jej uśmiech
umrę raz dwa razy trzy razy cztery razy tysiąc razy
aż umrę na jej wargach
piłą przerżnę żebra by ofiarować jej swe serce
igłą wyłuskam swą najlepszą duszę by sprawić jej niespodziankę
w piątkowe wieczory
z nocnym powiewem śpiewającym pieśń
postanawiam żyć trzysta lat
w jej pięknym towarzystwie.
Twoja czaszka
Dla Silvii Natalii Rivery
Te deszcze,
nie wiem, dlaczego sprawią, że pokocham sen, który
miałem, przed wieloma laty,
wraz z tym snem, który miałaś ty
— ukazywała mi się twoja czaszka. I miała w sobie wielki urok;
nie patrzyła na mnie — patrzyła na ciebie.
I zbliżała się do mojej czaszki, a ja patrzyłem na ciebie.
I kiedy ty patrzyłaś na mnie, ukazywała ci się moja czaszka;
nie patrzyła na ciebie.
Patrzyła na mnie.
W głęboką noc ktoś patrzył;
a ja śniłem twój sen — pod bezdźwięcznym deszczem,
ty skrywałaś się w swojej czaszce, a ja skrywałem się w tobie—.
W oknie
Dla Nelly Villanuevy
Bóg jeden wie, czego szukałem, chciałem znaleźć
nie wiem co,
pewnego wieczoru,
odczuwałem dawną chwilę uroku, rzeczy
zapomniane w czasie
— bezkształtne przedmioty wewnątrz mnie,
ślad popiołu i grudka gorzkiej gleby,
te nieśmiertelne imiona w pamięci.
Kotwica, w złotych guzikach, i papiery,
kurz w próżni — zapach, w dziecięcych ubrankach,
jakieś resztki, okruchy sprzed lat — i z bardzo daleka,
przy tchnieniu powietrza w oknie, pomyślałem o tobie: w chmurach, tęsknota za tobą była zwiastunem deszczu,
z twymi niewytłumaczalnymi oczami, a wieczór umierał.
Była to barwa, niepokój przeczucia:
był to cień: pożegnanie,
głęboka noc w oknie.
Jesteś widoczna
Trwasz przez cały czas w zapachu gór,
gdy słońce się oddala,
i wydaje mi się, że słyszę twój oddech w chłodzie cienia
jak zamyślone pożegnanie.
Z twego odejścia, które jak ogień płonie, żal odczują
te jasne obrazy
kołysane przez wiatr wieczorny tutaj i w oddali;
ja ci towarzyszę szmerem liści, patrzę za
ciebie na rzeczy, które kochałaś
— świt nie zatrze twego kroku, jesteś widoczna.
z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak

