Jadwiga Barans – cztery wiersze
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 5 godzin temu
jesień
rozgrzewam fotel auta
rozpulchniam
krew cząsteczki hemoglobinę
udrażniam
korytarze limfy
słów
miasto włosów złotych
zębów witryn lumpeksów
wije gniazda w podmuchach
z otwartych drzwi
w zimnej mgle poranka przechodnie drążą ciepłe korytarze
myśli
przy ostrzegawczych krawężnikach
w plamie chodnikowego słońca
dziewczynki
skaczą w klasy odbijając śmiech od ścian kamienic
jesień pachnie echem lata
***
podróż jest przygodą
kręci się na posłaniu pies śniąc o wielkich chmurach
oset wyrasta na betonie prężąc suche kły
słońce spogląda wyrozumiale przez spoconą skórę
odgarnia siwe włosy
powietrze skrzy truskawkowym blaskiem
lato w pełni
piersi są gorące i usta mokre
kocham siebie bardziej
smutek błyszczy złotą kroplą w twojej spince
mój los pisze się śladem buta na podłodze
opróżnioną butelką po zapachu
rzeczy się nie zmieniają bez uprzedzenia
Po raz pierwszy myślę
jak mnie ograbiłeś
opuszczony mężczyzno
***
z opuszczoną córką
dwa ciemne kamienie
z uczuciami za klamką z żelaza
wydostanie się podmuch
niebezpiecznie
patrzyłam i uczyłam się
jak opuszczać bliskich
wielka ucieczka do Alcatraz
karty i dym papierosowy
opuszczony mężczyzna
wzorzec zawsze dobry
zawsze był
cóż za kłamstwo
dziś wyszarpałabym ci duszę
żeby zobaczyć co z nią było nie tak
schowałeś ją głęboko za maską obowiązków
myślałam że jest dobrze
tak ma być
tylko ten szloch w jednym momencie
wiedziałeś już wtedy co mnie czeka
dlaczego nie krzyczałeś o tym
świecie iluzji i cierpienia
***
owinięta jak wąż wokół drzewa
usycham z braku powietrza
płuca pełne błota i mchu
cały świat wiedział zawsze lepiej
mój gest zawisł w powietrzu
bez odpowiedzi bez zauważenia
rozpłynął się w pustce
sypię się brokatem ścielę się jak dywan z liści
szeleści popiół skóry i włosów
przedwczesna śmierć która przyszła do mnie pierwsza
nim zaczęłam żyć naprawdę

