Grażyna Wojcieszko – Ev
- Mirek Drabczyk
- 27 wrz
- 5 minut(y) czytania
− Ujęcie 159/2014. Kamera start − zapowiedział donośny głos.
Ev waliło serce. Leżała na paterze pod kryształowym żyrandolem wśród grona ostryg.
Duża jadalnia, owalny stół, odbite światła kieliszków, sztućców i pozłacanych talerzy.
Jak tu pięknie – pomyślała.
− Popatrz, jakie dorodne dupy, cały półmisek tylko dla nas. Same chciały, to bierzemy! –
wielki krab zaczął swoją sekwencję, a siedząca przy stole gromada zarechotała. − Dobrze, że nie
protestują. Przy odrobinie szczęścia można znaleźć jakąś perełkę – dodał, głośno się śmiejąc.
Nagle Ev poczuła, jak jej ciało przypala kwas.
To chyba przesada, powinnam mieć dublerkę do takich ujęć. Czy prezesowi nie
przewróciło się w głowie? − zaoponowała w duchu, a piekący ból spowodował, że zapomniała o
scenografii.
− Perły kojarzą mi się wyłącznie z chorobą, jaką powoduje piasek, który wpada do
skorupki ostrygi – szczebiotał głosik przy stole. − Brzydzę się nimi.
− Nie ma się czego brzydzić: ostryga, choć nieurodziwa, to samo zdrowie, a perła potrafi
być piękna – kontynuował krab.
− A fe! Są niehigieniczne i naruszają ciało – dopowiedział inny.
− Co wy tam wiecie o perłach! Ja to poznałem całe sznury foremnych i
zgrabnych – zachichotał krab.
Ciekawe, ile będzie dubli − myśli Ev pochłonęła jej własna rola. − Też mi kreacja:
wylegiwanie się na paterze w piekącym kwasie, a potem skok do gardła.
Wtuliła się mocniej w lód.
Ach, jak dobrze schłodzić to piekące świństwo. Czym oni nas polewają?
Rozejrzała się dookoła. Inne nagie ostrygi też kurczyły się z bólu. W skupieniu
obserwowały widelczyki, na które miały trafić. Co jakiś czas srebrne widełki zbliżały się do
jednej z nich, a potem oboje odlatywali z planu.
Hmm, ten lot przypomina trapezy w cyrku. Trochę ryzykowny. Mam nadzieję, że nie
spadnę.
− Na kolacji u moich przyjaciół podawano ślimaki. Nie uwierzycie, znalazłam niebieską
perłę. Wyglądała jak kropla wody – pochwaliła się krabica.
− Czy ty czasem za dużo nie wypiłaś? Perła w skorupce ślimaka? I to niebieska? Szumi ci
w głowie – spuentowało krabisko i wszyscy znów się roześmiali.
− Naprawdę znalazłam niebieską perłę − nerwowym głosem odparła krabica.
Prezes obiecywał mi fascynujące przeżycia, a tu same nudy. Jakie jałowe te dialogi –
znudzona Ev przestała słuchać aktorów.
Przypomniała sobie oszołomienie podczas drogi do studia filmowego. W tłumie
fotografów, w oślepiającym błysku fleszy, idąc za prezesem i aktorami, poczuła, jak mięknie.
To chyba normalne, że miałam tremę, wchodząc na plan tak popularnego serialu −
usprawiedliwiła swoje emocje. − Nigdy nie zapomnę tego uniesienia, sunęłam kilka kroków za
największą gwiazdą, za Maro. Któż by nie poczuł dreszczu na plecach? No i nie każdy może
usłyszeć, jak ta się uskarża: „Dużo gram, cały czas w pędzie i stresie. Ciągle się boję,
że gdzieś nie zdążę” – Ev w myślach przedrzeźniała gwiazdę. – „Wszystko toczy się
za szybko, ktoś poprawia mi włosy, kostium, maluje, przypina mikroport. Długo nie
wytrzymam tego pędu”.
Hmm, a może wolałaby moją rolę? – przekomarzała się Ev. Może ja też powinnam powiedzieć prezesowi, że sklejam sobie w kalendarzu dwa tygodnie i tych kartek nie ma dla nikogo? Dobrze jest robić wrażenie bardzo zajętej.
− Rosnący popyt doprowadził do tego, że zaczęto masowo hodować perłopławy. − Bas
kraba wyrwał ją z rozmyślań.
− Czy to takie, jak mamy tu na talerzach? − zapytał jakiś damski głos.
O co chodzi z tymi perłami? Takie niby cenne? – zastanawiała się Ev. − To w końcu tylko
ziarenko piasku, a przecież ostryga składa miliony jaj, z których tworzą się larwy, a z nich... Ile
jeszcze będę tu samotnie leżeć? Inne statystki już w garderobie, a ja? Zimno mi. – Zaczęło jej się
dłużyć. − Zrezygnuję z tej roli. Dosyć poniżania i katorgi na lodzie, prezes robi ze mnie idiotkę.
Obiecywał ciekawą kreację, obiecywał, że zagram razem z Maro... Ona zresztą też ma kłopoty.
Ev raptownie przypomniała sobie podsłuchane słowa: „Jestem zbyt popularna, reżyserzy
nie chcą obsadzać tak znanych aktorek. Myślałam, że jadę w megawindzie, a tu okazuje się, że
muszę trzymać się pazurami rozgrzanego, blaszanego dachu”.
O co jej chodziło z tym rozgrzanym dachem? – Ev zadygotała z zimna. – Mnie w ogóle nie
chcą obsadzać, bo nie mam nazwiska, a o popularności nawet nie marzę. Może ostrygi nie mają
żadnych szans? „Bez wyrazu i nieurodziwe”, taką kraby wyrobiły nam opinię... Ale czy tylko
piękne krabice, takie jak Maro, mogą wejść na szczyt? Bardzo dużo zainwestowałam, żeby grać.
I co? Jestem na lodzie. Ja na lodzie, a Maro na gorącym dachu... do dupy to...
Poczuła ukłucie i niemal krzyknęła.
Wytrzymam do końca − zawzięła się, powstrzymując łzy. − Mówił, że to kreacja mojego
życia − powtarzała sobie w myślach, starając się nie skupiać na bólu.
Nagle uprzytomniła sobie, że nigdy nie dostała scenariusza.
Czy cokolwiek przeoczyłam, czy coś powinno wzbudzić moje podejrzenia? Jak mogłam
odmówić? Nie było żadnego powodu. Wręcz przeciwnie, udział w topowym serialu u boku Maro
to drzwi do wielkiej kariery.
− Żyć szybko, umrzeć młodo. Piękna dewiza – odezwał się wielki krab, podtykając pod nos
siedzącym przy stole Ev nabitą na widelczyk.
Nie wytrzymam już długo, oby nie było za dużo powtórek. – Aż się skurczyła, gdy
wylądowała na talerzu przed mocno przypudrowaną krabicą.
− A wiecie, ilu samców umiera z miłości? − zapytała przypudrowana i nie czekając na
odpowiedź, ciągnęła dalej: − Nadludzki wysiłek, a potem śmierć. Obcowanie na przykład z
pajęczycami może bardzo źle się skończyć… − Rozejrzała się z wymownym uśmieszkiem. – No,
ale jak ktoś podtyka swój odwłok, żeby kochanka go zjadła...
Po co wbili mi ten widelczyk? Jak z tego zeskoczyć? − Ev przyjrzała się swojej ranie. Nie
wyglądała zbyt groźnie. – Ale skok na materace w finale, o którym mówił prezes, może okazać
się trudny. A może on kłamał? A może to ja jestem kaskaderką? – Usiłowała przypomnieć sobie
bieg wydarzeń. – Prezesa poznałam na party. Producenci rozmawiali tylko o seksie i dupach. To
chyba nas tak nazywają... Tyle starań, aby tam się dostać. Prezes był już mocno podchmielony,
gdy obiecywał mi rolę. Jaka ze mnie idiotka! I pomyśleć, że nawet dzisiaj w garderobie rozwarta
ostrym nożem poczułam radość.
− Podczas zalotów chwytam ją za gardło i podduszam. Akt kończymy na dnie. Wypływamy, potem znów na dno, i tak kilka razy – donośny głos na planie przerwał jej przemyślenia.
− Kończy się epoka męskiej dominacji − rzuciła krabica grana przez Maro. Wszystkie oczy skierowały się na gwiazdę.
− Ostatni wasz ruch to wskoczenie na samicę – aksamitny głos zabrzmiał niezwykle
przekonująco. – A kiedy zajmiecie pozycję do kopulacji, odgryziemy wam głowy. Zapłodnicie
nas już bez łbów. Po śmierci ruchy bezwarunkowe trwają tylko kilka sekund, ale to w zupełności
wystarczy – dokończyła lodowatym tonem.
− Przerwijcie scenę, źle się czuję! – krzyknęła Ev, bo widelczyk głębiej wszedł w jej ciało. Nikt nie zareagował. Jakby nie usłyszeli. Akcja na planie filmowym toczyła się dalej. Ev zobaczyła rzędy zębów, a za nimi przepaść gardła.
− O Boże! – zakwiliła. − Na pomoc, na pomoc!
Chciała krzyknąć, ale tylko otworzyła usta...

