top of page

Enriqueta Ochoa – trzy wiersze

  • 2 dni temu
  • 1 minut(y) czytania

Grzbiet życia


Po odosobnieniu niespodziewanie przyszło światło.
Oślepiona,
dotarłam do jądra gwałtownego gniazda os.
Obca wyuczonej uległości, 
niewczesnej, 
z naiwnością kogoś niepomnego na 
żądło podstępu, 
przesunęłam ręką, bez złej woli, po grzbiecie życia.
Mój Boże, co za brutalne oparzenie.


Wieczność

Wieczność kołysze, faluje, 
rozchyla szeroko swą tunikę wiatru;
w przestrzeni jej łona lśni
konstelacja nagromadzonego światła.
Ojciec ją wstrzymuje. Na chwilę
zanurza swą wzburzoną dłoń w jej głębię
i otwiera ją nad skórą świata.
Lawina nasion spada, migocząc.
Ziemia się zapładnia. W każdej sekundzie się zapładnia.
Człowiek wchodzi do więzienia swego ciała
ze zgiętym karkiem
i znów ciągnie siebie, zaprzężony w jarzmo życia,
aż Ojciec tchnie
i powrócimy na łono Matki.


Pod drobnym złotem zbóż

Jeśli odejdę tej jesieni
pochowaj mnie pod drobnym złotem zbóż,
w szczerym polu,
bym dalej śpiewała na wietrze.
Nie owijaj mego ciała w całun.
Nie chowaj mnie w grobowcach z granitu.

Moja dusza była uderzeniem burzy,
krzykiem rozciętym do żywego,
wspaniałym ogierem
który zapłodnił słowo echami bogów,
i nie chcę błąkać się, drżąc,
wokół mego przyszłego domu,
podczas gdy śnieg piętrzy się 
łaskawym gestem
płatkami u mych stóp.
Chcę by usta wody
egzorcyzmowały mego ducha,
by ochrzcił mnie wiatr,
by ziemia owinęła mnie ciepłym prześcieradłem
jeśli odejdę tej jesieni.

z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak










Enriqueta Ochoa (1928–2008) – poetka meksykańska.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page