Dorota Czerwińska – dwa wiersze
- 28 kwi
- 1 minut(y) czytania
wena
na jedenastym piętrze licząc od parteru
w trzecim wierszu od prawej a w ósmym od lewej
nikt nie zapalił światła pomimo że ciemno
jest już od wpół do czwartej
aż do ósmej rano
nikt nie zapalił
będąc w wierszu trzecim
od prawej licząc i na jedenastym piętrze
widnieje w czarnym oknie poświata księżyca
może tam mieszka luna i właśnie przygląda
się odbiciu własnemu w nieludzkim zachwycie
ale od dwóch tygodni cholera dlaczego
może warto podjechać zapukać rozważyć
wejście do domu Luny w asyście policji
bo ona niczym bomba zegarowa tyka
nieprzejrzystość
pomyślałby kto że to zwykły motyl
między szybami rozłożywszy skrzydła
ocienił słońce
po obu stronach muru błądzi ranek
twarz zakutana szmatą wyciągnięte ręce
zaraz rozbije się o plecy nocy
wyzwoli mgłę
i otumani stumanione miasto
ciągiem bez dat

