Claudia Masin – trzy wiersze
- 1 dzień temu
- 3 minut(y) czytania
Paryż, Teksas
Chciałabym opowiedzieć ci o tym, co widzę
mówić ci o opuszczonych hotelach
pojawiających się znikąd pośrodku drogi,
niczym samotne zamki, których mosty zwodzone
dawno temu wysadzono w powietrze. Chciałabym
opowiedzieć ci to, co widzę, ale nie sposób
odnaleźć bólu, który zniżyłby się do tego,
by dać się opisać. Czy warto więc
podejmować tak długą podróż, by przejść z jednego
krańca ciszy na drugi? Nie sposób też
milczeć całkowicie: wiem, że w końcu do ciebie zadzwonię,
tak jak wzywa się kogoś, gdy jest się w ciemności,
bez pomocy głosu, drżeniem
podobnym do tych świetlików,
które uderzając w szybę samochodu na szosie,
rozpadają się, rozpryskując małą chmurę
pyłu i światła, i to — być może — jest ich wyobrażenie
spotkania.
Nakarmić kruki
Dzieci, podobnie jak koty, potrafią widzieć w ciemności.
Strażnicy, którzy wiedzą, że nie mogą dać się oślepić
własnym snom, spędzamy godziny
tkając cieniutką sieć wokół
naszego lęku. Później, wiele lat później,
mówiłaś mi, przychodzi zapomnienie i możemy spać
spokojnie. Ja jeszcze nie zapomniałam.
Każdej nocy wymieniamy się opowieściami
jak klejnotami. W tej ci do twarzy,
ta pasuje do twojej skóry, do twoich oczu:
Była sobie dziewczynka tak maleńka,
że mieściła się w dłoni.
Gdybym była tą dziewczynką — myślę sobie — wybrałabym
życie w twojej dłoni. Mogłabyś ją zacisnąć
i zostawić mnie z niczym, ale każda dobra historia
potrzebuje tragedii, nieoczekiwanego zwrotu.
Nie chcę, by nadszedł koniec
twojej opowieści, by noc dobiegła końca. Nie wiem, co znajduje się
po drugiej stronie. Życie jest obrazem,
który stopniowo się zaciera, tracąc kontury
dzień po dniu. Dorastanie to przejście od wyraźnego obrazu
do zniekształcenia. Chcę pozostać dzieckiem,
by zachować wzrok.
Duch roju
Ja także boję się
samego siebie. Stałem się
potworami, których bałem się jako chłopiec,
tymi spod łóżka,
spod samej podłogi domu, które pracowały
całą noc,
by zniszczyć to, co za dnia
zostało wzniesione z całym wysiłkiem
świata. Niszczyć
to, co było całe: pracę, ich pracę,
jak każdą inną, jak pracę prawa grawitacji,
jak pracę serca, które tłoczy krew
do tętnic, jak pracę pszczół
zbierających miód albo zatapiających
żądło, cokolwiek trzeba, by przetrwał
gatunek. Ja także
boję się samego siebie, ja także chciałbym
czasem krzyczeć, gdy na siebie patrzę. Przeraża widok
twarzy zmarłych we własnej twarzy,
niepohamowany impuls plemienia, by rozpalić
ogień pośrodku lasu, by rozproszyć ciemność, owszem,
ale też by rozprzestrzenić pożar za sobą,
pośród drzew, które nie potrafią uciekać ani się bronić,
i spalają się tam, gdzie zostały postawione. Kto nie był
choć raz drzewem czującym ogień w korzeniach,
w korze, wspinający się niczym żmija, niezdolnym by go powstrzymać,
kto nie był choć raz tym, który podłożył ogień z zajadłością
i niewinnością, a uświadomiwszy sobie rozmiar
katastrofy, nie był już
w stanie się zatrzymać. Odrzucam to wszystko:
plemię i las i prawa
które spadają jak jak grad kamieni na ciało
tego, kto mówi nie, kto nie zamierza zostać,
przyjąć, że nie da się
żyć, nie raniąc
zwyciężonej już cząstki tego, kogo kocha się najbardziej.
Wybieram odosobnienie, jaskinię,
gdzie nie dosięgnie cię moja ręka, która jest ręką
ojca mojego i matki mojej, wszystkich moich przodków,
bo jestem ulepiony z kawałków, których nie chcę,
bo jestem formą, jaką przybiera w człowieku
krzywda wyrządzona przez tych, którzy byli tu przede mną i wyrzekam się:
wyrzekam się tego zadania. Z miłości i odrazy
zabieram z sobą to, co mi dali, i ukrywam
przed twoim wzrokiem, odchodzę tam, gdzie nie będę mógł
cię dotknąć i utrwalić linii czasu,
która zaciska się niczym boa wokół samej siebie,
splata się i zaczyna od nowa. Ja mówię nie,
nie chcę rzucać się na szczątki
rannego zwierzęcia, wolę
umrzeć z głodu niż wbić zęby
w ciebie, w ciebie, która byłaś
moją nadzieją, że nie będę tym, kim jestem
i dopóki istniejesz
będziesz mnie chronić przed wściekłością
rozpętaną, straszliwą, która zaprowadziłaby mnie
do miejsca początku, do serca roju
bezlitosnego, skąd przez całe życie
będę uciekał.
z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak

