top of page

Charles Garatynski – Diabeł i szczegóły

  • 29 gru 2025
  • 4 minut(y) czytania


Od jak dawna jej nie dotykał? Nawet gdy próbowała sobie przypomnieć – naprawdę, całym sercem – nie potrafiła. Ach, tak, gdy przypaliła zupę, dwa tygodnie temu. Niewdzięcznik. Patrzyła, jak opiera łokcie na kolanach i z czułością wpatruje się w płótno.
— Andrzeju, chodź już do łóżka.
Poruszył się w ciemności. Nic nie widział, ale uparcie malował swoje bohomazy, pomyślała.
— Andrzeju...?
— Już idę, Nadżimo.
— Co ty tam właściwie wyprawiasz?
— Przecież wiesz.
— Ale już trzy razy poprawiałeś to żabie udo!
— Nic nie rozumiesz. Cały obraz się na nim opiera.
Zdjęła okulary, odłożyła je na stolik nocny i zamknęła oczy — bez zamiaru zasypiania. Racja, kiedyś to jego artystyczne nieudacznictwo, ta kompulsywność, ją pociągały... Ale dziś... Tamtej nocy nie przyszedł do łóżka. Przez długie godziny słyszała, jak pędzle muskają płótno.
Zasnęło mu się na kanapie o siódmej rano, gdy Nadżima właśnie wstawała. Spojrzała, jak leży rozwalony na leżance. Brzuch wystawał mu spod koszuli. Wtedy podjęła decyzję. Podeszła i obcięła mu kosmyk włosów.
W Glod, ich małej rumuńskiej wiosce, było wysokie wzgórze górujące nad równiną. Mówiono, że diabeł zaszył się tam przed wiekami. Mówiono też, że żywi się włosami nieudolnych mężów, by odebrać im życie i wyzwolić zniecierpliwione żony. Czasem czynił też inne cuda: przywracał wzrok ślepcom, odpalał silniki pickupów zimą. O świcie włożyła kalosze i wyjęła z szafki do ogórków mały nożyk — na wszelki wypadek. W upale tylko lekki ślad kurzu zdawał się za nią podążać. W końcu, na zakręcie ścieżki, ujrzała mężczyznę całego w bieli.
— Ty jesteś diabłem z Karpat?
— We własnej osobie! Patrz tylko!
Wskazał na oliwne drzewko, które natychmiast stanęło w płomieniach. Nadżima uśmiechnęła się zadowolona.
— Nie myślałam, że nosisz się na biało.
— Za gorąco. Już dawno porzuciłem czerń.
— Tak czy siak, nie po to przyszłam. Mój mąż mnie już nie dotyka... Ba, nawet nie patrzy! Tylko maluje.
— To go zostaw!
— Nie! Chcę, żebyś go zabił.
— Ale przecież go kochasz, prawda?
Parsknęła nosem.
— Tak.
— Widzę to. Wiem to. Mam inną propozycję. Zawsze marzyłem, by stworzyć arcydzieło. Ale potrzebuję do tego duszy. Tymczasowo zabiorę duszę twego męża, ukończę obraz życia, a potem go uwolnię. Już nie będzie malował — zbyt nasycony wspomnieniem mojego geniuszu.
Podała mu włosy Andrzeja. Zamiast je połknąć, wsunął je pod brudne paznokcie, prosto w ciało. Jeden paznokieć pękł, po czym natychmiast odrósł. Skóra zaczęła mu pękać jak u gada.
— Idę do twego męża. Andrzej Miumiu, zamieszkały przy bulwarze Lekarza Oracza Caro, numer 56.
Nie zdążył dokończyć, ale się nie pomylił. Jego ręce powoli się rozpłynęły, aż pozostał tylko biały cień.

Gdy wróciła do mieszkania, mąż był bardziej niespokojny niż zwykle. Wspinał się po zasłonach, miotał po salonie jak opętany.
— Ach! Nadżimo, jesteś! Tego mi brakowało!
Po raz pierwszy od dawna okazał jej czułość i naprawdę zdawał się cieszyć jej obecnością. Podziękowała diabłu w myślach — zadziałał szybko. Chciała pocałować męża, ale jeszcze się powstrzymała.
— Chodź tu, Nadżimo. Podejdź bliżej. Chcę cię namalować. Chcę cię całą!
Podeszła powoli do okna. Widziała tylko jego plecy. Na zewnątrz zaszczekał pies.
— Jeszcze bliżej. I nie ruszaj się. Pokaż mi kolana.
Stała przy oknie. Lekka zasłona osłaniała jej ciało, światło z ulicy rysowało jej profil. Andrzej atakował płótno szerokimi, ale precyzyjnymi ruchami. Ich spojrzenia się spotkały – w jego oczach była pasja i furia.
— Jesteś piękna, moja miłości, ale muszę widzieć więcej. Muszę widzieć wyraźniej. Z koszuli wyjął błyszczące ostrze.
— Co robisz, Andrzeju?
— Chcę zajrzeć do środka, do schodów serwisowych... Nawet do rur! Muszę poznać całą prawdę, by godnie ją oddać.
Starała się nie okazać strachu. Znieruchomiała w ciemności. Oddech Andrzeja stał się chrapliwy, urywany. Gardło wydało dziwne dźwięki. O mało się nie zadławił. Ślina i flegma zalały mu usta. Już miał je wypluć na płótno, gdy rozległ się głos zza grobu:
— Nie na obraz, idioto!
Natychmiast połknął obrzydliwość.
— Przepraszam, mistrzu.
— Ależ jesteś roztargniony — skup się! Nie widzisz, że ona ucieka?
Nadżima zbiegła po schodach i rzuciła się w zaułki Glod. Zanim wyszła z mieszkania, zdążyła tylko rzucić okiem na bezkształtną masę kolorów na płótnie.
Został sam. Andrzej przytulił twarz do ściany.
— I co teraz, mistrzu? Nie mam już muzy do rozbioru.
— To ty musisz teraz zajrzeć w siebie.
Mocniej chwycił za rękojeść noża. Uniósł ostrze, zawisł nim nad brzuchem, gotów się rozciąć, by się zbadać. Diabeł tkwi w szczegółach, pomyślał. Ale zawahał się.
— Na co czekasz?
— Już, już... Ale zanim to zrobię... kim pan właściwie jest, mistrzu? Słyszę pana, ale nie widzę. Znamy się dopiero od południa, a pan już mi każe się rozcinać. Trochę szybko to idzie, nie sądzi pan?
— Potrzebujesz uzasadnienia? Kiedy ma się wiarę, nie zadaje się pytań. Do dzieła!
Skinął głową. Uniósł rękę i z całej siły pchnął ostrze w stronę pępka. Ale w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Cicha, nieuchronna siła.
— Mistrzu! Nie mogę! Przysięgam, że nie mogę!
Chciał zapłakać, ale głos natychmiast go pocieszył:
— Ach, drogi Andrzeju, dziękuję! Oddałeś wszystko i nie zostało ci nic — doskonale. Podarowałeś mi moje najpiękniejsze arcydzieło. Teraz możesz umrzeć spokojnie.
— Ale kim pan jest?!
Nie wiedział jeszcze, że głos już się nie odezwie. Zapiał kogut. Świt. Położył głowę na chłodnej podłodze. Istniało wyjście z tej rozpaczy. Wiedział przecież, że mówią, iż diabeł mieszka w górach
Glod. A jeśli to prawda? Wyruszy tam dziś rano. Może diabeł da mu siłę, by zemścić się na głosie. A może — kto wie — obdarzy go talentem do malowania. Oczywiście, za drobną przysługę...









Charles Garatynski (ur. 1998) – dorastał z matką, malarką polskiego pochodzenia, która przybyła do Francji nielegalnie. Jego twórczość oscyluje między słodko-gorzką ironią a dyskretnym liryzmem. Pisze opowiadania, poezję i sztuki teatralne. Laureat nagrody Pampelune 2025.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page