Bogdan Nowicki – Toyen
1 dzień temu
2 minut(y) czytania
Czy to
płoną pokrzywy w głowie, w uchu chroboce oset? nie ma zgłosek, tylko dziurawe guziki. w spłaszczonym pokrowcu ciała grzechocą rybie piszczele pamięci. pod blatem podniebienia liter – język zwinięty w por skóry. paralele: miseczki łusek, skorupki piór, łodyżki włosów, bibułka źrenic. z poprutych sieci zmęczonych kończyn, wypada gasnący węgielek, syczy w wypustkach ciasnego pudełka kości.
Czy to
gardło nieme, jak żmija pozbawiona jadu, spowija ciężar pustej arterii? wypłukane do cna: żwirem, gruzem, szkłem, ością, głoską, oddechem, z wlotem i wylotem żłobi tunel w mule, twardniejącym w rentgen. niczego nie cenzuruje: z góry na dół przecedza cukier lub cyjanek. w czas posuchy wciąga ziele, parska, charczy. zwija się i rozpręża, tli niepożartą, szmacianą lalkę.
Czy to
w łuskach naskórka, w węzłach kości baza wcieleń bez liku? serafin żyletką rozcina nenufary z nałogiem duszy i głodu. kamerka wykręca się na drucie pioruna: ma kij ognisty i obojętne bielmo w oku. przycupnięte chóry tojadów – spowinięte szponami piór – otwierają kaptury: w trujące sienniki.
Czy to ona
głaszcze mowę szczwanych lisów? zgrzytanie zardzewiałych kluczyków. czapkę niewidkę – purchawkę ma w głowie i zmechaconą skórę pokrytą haczykami blizn. każda chwila to przelot strzały, cień cięciwy ramy, konstelacje ostów w paszczach os. W spichlerzu kolorów, oprócz chrząszczy, hoduje: rozkruszki, pajęczaki, a w fałdach wiązań torb i worków, gdzie lamparty nocy składają jaja, stuletnie kolonie moli.
Szypułki światła
oprzędza myślą, aż po suchy strąk, którego kolec zdaje się być pustą pończochą kosmosu,
dyndaniem.

