top of page

Beata Kołodziejczyk – pięć wierszy

  • Miroslaw Drabczyk
  • 27 wrz
  • 2 minut(y) czytania


zwrotnica

wczoraj miałam pełno w nawiasie, 
ale widziałam tylko pusto.
musiał być czarny lub biały,
szary to nuda i frajer.

teraz szarość jest moim mówieniem.
po drugiej stronie ktoś słucha, 
wreszcie nie każe połykać słów.

Łucja wie, że kiedy maszeruję przez sen, 
wtedy piszę i może lepiej, jeśli zostanie 
po drugiej stronie łóżka. inaczej nakrzyczę 
na nią, na smog, na nieudolne rządy. 
zamiast o tym pisać.


Sen o życiu

Od czterdziestu lat próbuję osiwieć i nie mogę. Odkładam
nawet jakieś monety. Na wypadek, gdybym zdecydowała się 
jednak dożyć siwizny. Albo nie dożyć i przynajmniej po wszystkim 
nie sprawiać problemów. A może zwyczajnie, żeby chociaż raz 
było po mojemu.

W kolejnym wcieleniu mogę być wszystkim, tylko nie jelitem. 
Nuży mnie powtarzalność.


jungowski cień

przez trzynaście lat mieszkałam z kundlem. 
patrzył z wyrzutem, kiedy zbyt długo malowałam oko 
przed wyprawą na trawnik. mam wrażenie, że rasowiec 
lepiej by mnie zrozumiał. jednak rasowce nigdy nie kręciły, 
za dużo nabroił w nich człowiek. 

czułam podskórnie, bo przecież zbyt wiele nie wiedziałam 
przez trzynaście lat. 
i dłużej.


Bezlitosna łaska

Chodzisz sobie bezczelnie
po moim śnie, nikt nie ma tyle 
odwagi. Jestem dla ciebie 
taka gotowa, 

nawet nie musisz się starać. 
Miałam być kobietą z waginą, 
nie waginą, ale otwieram 
przed tobą na oścież. Nic, 

co podskórne, nie jest już 
tylko moje. Aż się chce 
uciekać.


Nawet Houston skończyła w wannie

Odganiam się od ciebie, najrozsądniejszym pomysłem 
nie jesteś na pewno. Tyle mamy do przerobienia, 
chociaż ani dnia nie przeżyliśmy razem. Ale po kolei, 
bo rzeczy jednak są i może lepiej o nich teraz. 

Dwoje połamanych na dwudziestu metrach
to mocno ryzykowna gra. Tacy idealni 
do przegadania całego życia, bez dzieci 
i niedzielnego obiadu. 
Może nawet nie byłoby nas dzisiaj, 
gdyby nie te białe skurwiele na językach. 
 
Mamy walnięte hamulce, nie umiemy wziąć tylko trochę. 
Brak dobrze wypełnia nam wódka i szybki szczyt. 
Nigdy nie podcięliśmy sobie żył, 
chociaż w najgłębszych dołach śniliśmy o żyletce. 
Za to na raty zabijamy, w końcu broń jest wszędzie.

Boję się, chyba nawet bardziej o ciebie. 
Tak łatwo przystawić spluwę do skroni.

ree










Beata Kołodziejczyk – odkąd pamięta, zapisywała świat słowami. Dawniej sprejem na warszawskich murach, teraz klawiszem.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page