top of page

Anna Przysada – cztery wiersze

  • 27 cze
  • 2 minut(y) czytania

Pulsujący mięsień

przykładam język do ściany
kryształki soli wybuchają
na kubkach smakowych
przeważnie goryczą

ściany tego domu
od samego przyjścia
tutaj pokrywały się
ostrymi krawędziami

poharatany mięsień
poległ i nie raz polegnie
w rozpoznawaniu smaków
szczególnie tych co mogą
nieść drobiny słodyczy

istnieją tysiące rodzajów
kamieni z których można
zbudować cztery ściany
ale po żadnym z nich
język nie przesunie się
wyłącznie gładko

ale może gdyby sól
smakowała wyłącznie solą
a cukier samą słodyczą
nikt by nie wybierał
własnego kamienia
i nie stawiał nowych ścian


Potrzeba dramatu

Budzę się z potrzebą dramatu,
na widowni brak świateł i pustka,
za oknem tylko jedna gwiazda
mruga – a więc nawet ona
jest po prostu helikopterem.

A kostium już przywdziany,
rola wyuczona na pamięć –
kto z nas nie lubi powtarzać
wzorców, co ryją sobie szlaczki
podczas słodkiej fazy rem?
Wślizgują się w różową tkankę
mózgu; ich pulchne ciała miękkie,
suną jak glisty, cierpliwie budują
scenografię za kulisami. Tak,
żeby mój głos dobrze wiedział,
jak już wybudzę się w nocy,
co grać w dzisiejszym repertuarze:
śmiech, krzyk, szept, cisza.
Lub po prostu: gdzie są moje szlugi.


Imiesłów

być samemu
z przysłówkowym

to jak półprosta
bez kropki

albo człowiek
bez człowieka


Pamiętam, że trawa

Była wtedy jak bryłka złota odłożona
na dnie podmiejskiej, lichej rzeki.
Każdy szuka, niewielu znajduje.
A wystarczyło tylko mieć kilka lat,
żeby świeciła w brudnej ziemi
jak pasek rolexa czy inny ametyst.

Skradałam się do niej na palcach,
w jednym bucie – wsuwanym, na rzepy.
Drugiego uczyłam wtedy separacji
w innej części ogrodu. Pod karą utraty –
nie wolno zagłuszać ocierających się źdźbeł,
co szeleszczą jak zdejmowana sukienka.

Przy klękaniu ziemia nie miała znaczenia.
Tylko jej ciała – łapałam je w pulchne palce.
I rwałam. Bez skrupułów. Od macicy w górę.
Pierzchały z rąk jak króliki, broniły się
śliską powierzchnią; przecinała ją wzdłuż
wypukła linia – miejsce ostatniego ruchu oporu.

Okazało się, że zapach może mieć odcień –
zielony. Węszyłam bezwzględny blef
w przekazach rodzinno-kulturowych.
Źdźbło łaskotało w nosie, pieściło mieszki;
zostawiało na nich pączki, by rozkwitały
aromatem soczystego posiłku.

I w końcu – wsunęłam źdźbło między zęby
jak wykałaczkę, której nie trzyma szkielet.
Poprosiłam zachłanne mleczaki o miażdżenie
zielonych włókien i chrząstek. W ustach
wybuchła plama, strumieniami rozlała się
na kubkach smakowych, a tam –

przede wszystkim gorycz.









Anna Przysada (ur. 2001) – słuchaczka Studiów Literacko-
Artystycznych na UJ. Publikowała m.in. w „Stronie Czynnej”, magazynie „Suburbia”, w „Szkicach” i „Kwintesencji”. Pracuje nad debiutanckim tomem opowiadań Włos w zupie.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page