Andrzej Molenda – pięć wierszy
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Konrad
Po to masz karczycho żeby głowę trzymać.
Wołała narkomanka.
Oświetlone drzwi apteki
nie wspomogły reanimacji.
Wieczór rozproszył się razem z tatuażem.
Spłynął do rzeki ze ślizgiem
po łuskach wyłupanych przez kamieniarzy.
Światło neonów przemieniło się
w szkliste stosy butelek
stawianych na dachach podziemnych garażów
Konrad gdzie jesteś?
Kołysanka
Śpij Kairos bezładny żebraku
stulony pomiędzy żebrami mostu.
zajmujesz tylko czterdzieści tysięcy
(dwadzieścia za metr kwadrat)
wciśnięty pomiędzy obłe SUV-y
Śpij złodzieju bezradny
nie kradnij odwróconych spojrzeń
Estonia
Zaraz po żniwach
nie zdążyłem zauważyć
śladu myszołowa
schował się za
ambalażem stworzonym
z chmur
krwawnik przekwitł
zostały tylko zielone
postrzępione liście
morze przybrało kolor
wytopionego żelaza
szukam kropel błękitu
w białych grzywach fal
Majorana
śledzony - uważnym ostrzem ołówka - przekornie
wymykasz się z kolejnej linijki równania
pod presją znaków większości
zanikasz
istniejesz teraz w spienionych
falach materii w superpozycji cząstek
które raz skaczą przez burtę doznając
olśnienia pod gładką powierzchnią oceanu
raz tańczą Tango w jakimś zapomnianym
mieście. I wiesz dobrze obserwując to
ze swojej klasztornej celi że oba to Ty
I Ty to rozważasz.
Riviera genoside
Rzucasz ziarna algorytmów w napęczniałą ziemię
myśląc o przebóstwieniu w pierwszej osobie
jak siewca z obrazu w wiejskiej kaplicy
z zniekształconym kolorowanym policzkiem
ale nie jesteś ciałem z kości Galois
przetaczasz tylko syntezowaną krew Abela
zdobytą za perkal, świecące szkiełka,
podwójnie przekreśloną jak w rzymskiej
liczbie dwa literę zielonych brygad.
Rzucasz ziarna o ziemię ale wyrośnie
z niej tylko dziki krzak, podeptana glina
wież zigguratów i wieczne echa listów:
„Nie rozpaczaj Alfredzie.
Potrzebuję mojej całej odwagi aby umrzeć w wieku dwudziestu lat.”

