Andrzej Molenda – Gatunki chronione
- 28 kwi
- 7 minut(y) czytania
Zawahał się przed wejściem na schody prowadzące do wnętrza przejścia podziemnego. Odwrócił
głowę, diodowe światła lamp i błyszczących reklam tworzyły niezliczone przemieniające się wzory na
śliskich i brudnych - o tej porze roku, płytach chodnikowych. Na prawo od niego świecił się czerwony
napis drogerii. Na wprost schody ciągnęły go do korytarza oświetlonego tanimi świetlówkami, dającymi zielonkawo białą poświatę. Na alei widocznej po lewej stronie ciągnął się sznur metalicznie srebrnych opływowych skorup. Spojrzał na witrynę sklepu – witryna to takie stare słowo.
Wyglądały inaczej niż dawniej, ostatnio ciągle miał poczucie, że coś traci. Przedmioty, uczucia – coś uciekało ze świata, a on nawet nie wiedział co to było kiedy się zaczęło i kiedy naczynie, do
którego to wszystko spływa zapełni się zupełnie. Przynajmniej nie miał subskrypcji na platformy streamingowe – jedna rzecz mniej do utraty. Spojrzał jeszcze raz na drogerię i wszedł tam kupić batonika. Od rana przebywał w pomieszczeniu oświetlanym przez sztuczne światło. Nie zdążył nawet zjeść obiadu, a kiedy wychodził z pracy dawno miął moment, w którym lutowe słońce różowiło na chwilę szary krajobraz miejskiej zimy. Dojeżdżał pociągiem z innego miasta – kiedy wychodził z domu było jeszcze ciemno, a teraz znów panowała noc.
Wychodząc ze sklepiku usłyszał dźwięk skutera. Ktoś pomimo pogody, wyraźnie niezniechęcony
panującymi warunkami, przemknął się pomiędzy korkiem na żółtej vespie, zostawiając zaraz po sobie
dziurę szybko zapełniającą się kolorem srebrnym. Przynajmniej tak mu się wydawało zza okularów.
Zawiązał lepiej szalik i skierował się do przejścia podziemnego. Wpadł w tłum ludzi, którzy wychodzili co chwila z bocznych korytarzy wyłożonych imitacją marmuru. Minął kilka sklepów, świecący automat z produktami konopnymi, punkt malowania paznokci, i zupełnie nie zauważył, kiedy znalazł się na peronie. Jeden z ostatnich sensownych pociągów do jego miasta. „Prawie dziewiąta, a jeszcze nie zdążyłem zjeść obiadu” . W tej chwili zorientował się, że dookoła nie ma nikogo. Widział stąd na przestrzał puste perony i zakręcający tor, który biegł w ciemność tunelu wyprowadzającego tory na powierzchnię. „Powierzchnię Planety Ziemia” – pomyślał, sam nie wiedząc czemu. Odruchowo wyjął ręce z kieszeni, obserwując bezruch, który zaczął mu ciążyć – zupełnie jak jego oddech, którego brzmienie wydawało się tak nienaturalne, że próbował je bezskutecznie przykryć szalikiem. Wreszcie kiedy myślał, że nie wytrzyma już dłużej, z głośnika dobiegł komunikat „Pociąg relacji ...”. Drgnął i poczuł zimną małą kropelkę potu przemieszczającą się nieprzyjemnie po jego plecach.
Po kilku minutach zobaczył światła pociągu – te nadające mu znajomy kontur, który zaraz ujawnił
się w pełnym kształcie, wjeżdżając na stację ze zgrzytem i gwizdem hamulców zaciskających
się na kołach. Z wagonu wychodzili ludzie zapatrzeni w jasne ekrany telefonów, szukający połączeń, rozbiegający się w swoich kierunkach. Wsiadał chyba tylko on. Usiadł tuż koło okna, zdjął kurtkę, plecak położył obok siebie dbając o to, żeby pasek był zaczepiony za jego łokciem. Oparł się głową na fotelu i powoli zasypiał, kiedy ze snu wyrwał go gwizdek konduktora, dającego znak do odjazdu. Już mieli ruszać, kiedy zobaczył, że do pociągu biegnie dziewczyna ubrana w beżowy elegancki prochowiec, może zbyt lekki jak na tą porę roku, skórzane wysokie buty i czarne okulary przykrywające jej oczy, oraz górną część kości policzkowych. W ostatniej chwili udało się jej włożyć rękę do zamykających się drzwi pociągu i wsiadła. Konduktor coś mruczał na nią pod nosem ale obróciła się w jego stronę i wycofał się. Pewnie nie chciało mu się kłócić – to i tak prawie koniec trasy, na tym odcinku nikt już nawet nie sprawdza biletów.
Oparł głowę z powrotem na oparciu fotela. Kolejny raz już zasypiał, kiedy usłyszał szelest
płaszcza – dziewczyna najwyraźniej usiadła naprzeciwko niego. „A cały wagon pusty” – pomyślał
– „ludzie za bardzo pilnują się tych rezerwacji. Teraz nie będzie jak wyprostować nóg”. Otworzył na chwilę oczy, wyjechali już z tunelu. Dziewczyna rzeczywiście usiadła naprzeciwko. Nie zdjęła płaszcza, siedziała tylko ściskając na kolanach czarną torbę, której wcześniej nie zauważył. Coś jak połączenie worka marynarskiego i damskiej torebki – nigdy nie rozumiał mody. Po raz trzeci próbował zasnąć, jednak miał wrażenie, że ktoś się mu uporczywie przygląda. Otworzył oczy, ale dziewczyna patrzyła prosto w okno. Jej odbicie rysowało się delikatną kreską na szybie, tylko w miejscu, w którym miała okulary ziała czarna pustka zlewająca się z nocą, przysłaniająca światła mijanych miejscowości. Znowu poczuł zimno. Przykrył się kurtką, był wykończony, ale nim zasnął, dziewczyna powiedziała: Zanim doliczę do pięciu, zawsze pojawia się jakieś światło.
Miał na końcu języka: „Słucham...?”, ale dziewczyna chyba nie mówiła do niego, brzmiało to bardziej
jakby rzucała słowa w stronę szyby, licząc, że wprawią ją w drgania, które przeniosą się na zewnątrz do mijanych domów. Przez chwilę nic nie mówiła i już wydawało mu się, że się przesłyszał kiedy zaczęła znowu.
– Wszystko się zmienia, dużo rzeczy tracimy, zupełnie jakby ktoś przelewał je do innego naczynia.
Ciekawe co się stanie, kiedy ono się zapełni.
– Słucham? – powiedział tym razem głośno, wyraźnie zirytowany. Pewnie stała za nim przed
drogerią, kiedy to sobie... no właśnie, kiedy to sobie pomyślał?
– Przepraszam, pani mówi do mnie?
Dziewczyna nie odpowiedziała, cały czas patrząc w szybę.
– Co ma pani na myśli? – niemal warknął. Miał już dość i tego dnia, i jakiś wariatek z nocnych
pociągów.
Dziewczyna wreszcie odwróciła głowę uśmiechając się lekko.
– Mówiłam tylko, że rzeczy się zmieniają. Założę się, że dawniej można było przejechać tą trasą i
doliczyć nawet do piętnastu nie widząc świateł domów. Teraz po czterech sekundach zawsze jest jakieś osiedle.
„Niezła wariatka” – pomyślał. „Lepiej z nią rozmawiać, albo się przesiąść... ale wtedy może pójdzie za
mną. No dobra, lepiej kontynuować.”
– Tak – odpowiedział. Nagle zorientował się, że bezwiednie zaczął liczyć do pięciu. Zawsze przy
czterech i pół pojawiał się za szybą jakiś dom.
– Ludzie oceniają pochopnie, a dużo rzeczy się zmienia – dodała ciszej, a jej głos zlał się z
rytmicznym stukotem kół pociągu.
– Czemu „do pięciu”? – zapytał.
Roześmiała się niespodziewanie i zaczęła mówić trochę przytomniej:
– Kiedyś tą trasą jeździł ksiądz, który dawno temu stracił wiarę i obiecywał sobie, że jeżeli uda mu
się przez więcej niż pięć sekund nie zobaczyć światła, szczerze zmówi modlitwę. Jeździliśmy długo tym samym pociągiem i za którymś razem się wygadał. Ale to było dość dawno temu... To on mnie tego nauczył.
– Tego, żeby liczyć do pięciu? – zapytał.
– Nie, tego, że wszystko się zmienia. Noc już nie jest taka sama jak kiedyś. Czy to nie dziwne, że
kiedy ja myślę o nocy i kiedy William Blake pisał o nocy, to były dwa inne gatunki...?Gatunki nocy. –
dodała w zamyśleniu.
Nigdy o tym nie myślał. Wyjrzał za okno z niepokojem próbując określić zjawisko, które rozciągało się za drżącymi szybami pociągu.
– Dużo rzeczy się ostatnio wymieszało, nie ma pan takiego wrażenia? – dodała poprawiając torbę na kolanach. Był już trochę zdezorientowany i nie wiedział jak odpowiedzieć. Faktycznie, też od pewnego czasu miał wrażenie, że sprawy idą dziwnym torem.
– Mówię o nocy – dodała dziewczyna, chyba próbując rzucić mu koło ratunkowe – Oczywiście
dużo rzeczy jest teraz wymieszane. Na ulicy można zobaczyć zabytkowy samochód i kuriera na
elektrycznym rowerze, można słuchać Nirvany w wykonaniu Elvisa Presleya, oglądać aktorów, którzy
nigdy nie istnieli, mogę mieć dostępne najlepsze narzędzia do fotografii, a robić zdjęcia na kliszy, nie
wspominając o polity..
– Interesuje się pani fotografią? – przerwał jej czując, że może to jakiś solidniejszy temat. Uśmiechnęła się: tak, kiedyś fotografowałam zawodowo. Zdjęcia naświetla się tylko tysięczne części sekundy, to wystarczy. Bardzo trudno zrobić ciemnię fotograficzną, dosłownie kilka fotonów i zdjęcie, przedwcześnie urodzone do światła, zostaje na zawsze białą plamą.
Dziewczyna rozpięła torbę i wyjęła z niej polaroida, chyba oryginalnego z lat osiemdziesiątych, sądząc po wyglądzie szarego plastiku.
– Czy mogę...? – zapytała. – Są fotografowie, którzy robią zdjęcia z ukrycia, ale Susan Sontag
pisała, że pionierzy woleli, kiedy fotografowany miał świadomość tego, w jakiej relacji jest z
człowiekiem trzymającym aparat. Moim zdaniem to uczciwsze. Ogranicza to naszą żarłoczność...
– Tak – skinął głową. Sam nie wiedział czemu się zgodził.
Dziewczyna nie zdejmując swoich ciemnych okularów nacisnęła spust i po chwili, z lekkim zgrzytam
wyjechał z aparatu ciemny papierek. Powachlowała nim trochę w powietrzu, odwróciła tak, że zdjęcie nie było widoczne i położyła na stole.
– Proszę nie patrzeć, póki nie dojedzie pan do końca – powiedziała lekko drżącym głosem.
– Dobrze – odpowiedział, dziwiąc się sobie, że nie czuje już ani złości, ani zażenowania tą sytuacją. Może był po prostu zbyt zmęczony.
– Chciała pani opowiedzieć o nocy? – dodał, jak sobie później tłumaczył, z czystej ciekawości.
– Tak – położyła rękę na czole, jakby sobie próbowała coś przypomnieć. – Noc nie jest już taka
sama, zmieniła się. Jest jej coraz mniej. Ludzie myślą o nocy, jako o czasie kochanków, morderców,
złodziei... a noc to już gatunek chroniony, jest jej coraz mniej. Nawet jeżeli znajdzie się miejsce gdzie
jeszcze jest, to i tak zmienił się wygląd gwiazd. Pomiędzy pasem Oriona, a planetą Wenus znajdują się
nowe linie wyznaczane przez satelity. Człowiek zmienił nawet krajobraz stałej sfery ciał niebieskich.
– A dzień? – zapytał.
– Dzień to ciepło, które czuję na twarzy – uśmiechnęła się. – Ale nie chodzi o opozycję, po prostu
najgorsza jest chciwość. Dlatego należy chronić gatunki wymierające. Inaczej... inaczej wszystko zawsze będzie...
Pociąg zwalniał dojeżdżając do przedostatniej stacji.
– Są rzeczy tak okropne... – nie dokończyła zdania. Zauważył, że spod jej okularów po policzku
powoli spływa łza. Już się domyślił.
– Od dawna pani nie widzi?
– Od kilku lat. Byłam fotoreporterką na wojnie... biały fosfor – dodała zdejmując powoli okulary,
odsłaniając dwa zdeformowane oczodoły.
Pociąg zatrzymał się. Dziewczyna wyjęła z torby białą laskę i niepewnym krokiem skierowała się ku drzwiom. Zanim zdążył coś powiedzieć, już jej nie było. Pociąg ruszył.
Ostatnia stacja. Wjechali w tunel, światła wyjść awaryjnych zlewały się w jeden zielony pas odbijający
się na podłodze, aż wreszcie zamieniły się w oświetloną przestrzeń pustej hali dworcowej. „Dziękujemy za podróż...” usłyszał komunikat z głośnika. Odwrócił zdjęcie: na portrecie widać było, przykrytego szarą zimową kurtką, oświetlonego jakby płomykiem świecy, śpiącego mężczyznę. „Osoby wysiadające proszone są o zabranie bagaży i rzeczy osobistych...”.

