Aleksandra Zdrojewska – cztery wiersze
- Miroslaw Drabczyk
- 27 wrz
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 wrz
o tęsknocie
na dwudzieste urodziny matka zabrała mnie nad Dniepr
był to rejs statkiem jedenaście dni
z Kijowa przez Dzikie Pola do Odessy
co dzień rano podawali nam do śniadania
kwaśną ubitą śmietanę w szklance
jak kiedyś dawno temu w starym domu
już nigdy potem nie piłam
nie jadłam śmietany
gęstej jak mgła nad Dnieprem
o poranku
strata przy ulicy Bałuckiego
ktoś nie zdążył na taksówkę
coś zgubiłam
matka uprzedzała mnie
są mężczyźni którzy czerpią z utraty
cierpią ze szczęścia
i w braku pękają jak czereśnie
kilka słów o nieśmiertelności
twoje kruche ramionka, zgarbione,
niebieski sweter, zapadnięta klatka piersiowa
(kiedyś nosiłaś piersi Zośki Loren),
plamy na dłoniach, kostne wysepki na palcach
moja zagadka: w jaki sposób, mamo – ty,
najsilniejsza kobieta świata –
zmieniłaś się na naszych oczach
w suchego kurczaczka, żabkę bez wody.
moje pytania: kiedy twoje ramiona zgarbiły się
w za dużym swetrze koloru oczu syna?
gdzie mój brat teraz się zagubił, a gdzie ja
– twoje dzieci nieporadne, splątane
wobec nieuchronnego, które nie ustaje
kość z kości
ojciec miał sposób
aby krew się nie lała
trzeba po goleniu położyć na rankę
papierowy plasterek
niestety to nie pomogło gdy
w wieku szesnastu lat straciłam dziewictwo
z moim przyszłym mężem
krew lała się strumieniami
gdy krzepła wypływała
jak kawałki wątróbki
ojciec powiedział: trzeba było ścisnąć nogi
i przyjechać do domu ja bym cię zaszył
a nie robić mi wstyd w szpitalu
gdy krzepła wypływała
później umarł patrzyłam na niego
jeszcze przez trzydzieści lat aż do wczoraj

