Albert Sienkiewicz – trzy wiersze
- 2 dni temu
- 1 minut(y) czytania
Conversations with friends
Obejrzę dwie sceny
i postawię na nich hipotezę:
Ty z kimś
Ty z koleżanką
Ktoś z koleżanką
Ty sama, w końcu albo dlaczego.
Zima jest kapryśna, na drodze filiżanka,
nad drogą zakazana kawa, nikt jej nie pije,
lokalne palarnie dają jak szalone.
Szaleństwem jest ruszać teraz w drogę,
koła zostawiają mnie na lodzie, lód ćwiczy
tańce ludowe i idzie mu nieludzko dobrze.
Nie to, co ja, przez dwieście metrów
sto minut i to jest kres mojej balii,
poza apoptozy, diss odysei.
Jestem twoim kaprysem i to akceptuję,
rysy na filiżance są coraz głębsze,
lokalne spalarnie dają jak szalone.
Sarny nad miastem
Sen przerywany syreną, syrena przerywana siecią
obław, pościgów i obaw wilków: młodych, starych
i zapomnianych. Rozumiemy się bez słów, słowa
zdelegalizowano jako pierwsze, każdy już wie,
co ma robić. Niewiedzących koncentrują, podobno
będą ich reedukować, ale każdy wie, co ma myśleć
o zamkniętych granicach, językach, granicach języka.
Nasłuchując syren, przemycamy pojedyncze słowa,
porozumiewawcze spojrzenia, konspiracyjne gesty.
Po oswojeniu podsłuchów każdy już wie, co ma milczeć.
Pięć horyzontów
Teraz słucham grunge'u
Teraz możecie mi skoczyć
Destrukcyjne myśli
Ochoczo podlewam benzyną
I co? I się kopci
Płonie jak stara świnia
Zorze w porze kontemplacji
Dymy w domu dominacji
Denominacja emocji
Demony wystają spod dywanu
I dumają, kogo by tu wydymać
Dobrze je wytresowałem

