Tadeusz Zawadowski – pięć wierszy
- 29 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
druga strona lustra
odpłynęły poza horyzont stateczki mego dzieciństwa.
kotwicowiska młodości gdzie kiedyś mocowałem
cumy swoich marzeń dzisiaj straszą
połamanymi żebrami i rdzą dawnych konstrukcji.
a jednak lubię tu powracać. liczyć ślady pozostawionych
kroków. wsłuchiwać się w ich rytm. odtwarzać stare
szlaki wierząc że kiedyś zaprowadzą mnie na drugą
stronę lustra.
krzyk rybitwy
uporczywie śledzę linię łączącą morze z niebem. moment
gdy ludziom wyrastają skrzydła i stają się ptakami.
jesienią – jak co roku - odlatują do ciepłych krajów
pozostawiając puste gniazda. tylko ja tkwię
na brzegu niczym stara łajba i powoli wrastam
w ogromniejący ciszą
krzyk rybitwy.
odleciały żurawie
nieopodal domu urządził sobie legowisko niewielki staw.
wieczorami w jego sierści zbierały się żaby i głośno
plotkowały o miejscowym ptactwie. obok
przysiadł na cembrowinie studzienny żuraw
i przysłuchiwał się ich rozmowom. czasem tylko
zamachnął się zardzewiałym wiadrem
płosząc coraz bardziej zacierające się
w pamięci obrazki
z dzieciństwa.
szczelina we mgle
tu kiedyś toczyła się bitwa morska. zatopione
szkielety okrętów do dziś ogromnieją
we wnętrzach ryb. na wodzie dogasa przerwany łopot
żagli. szalupy odpływają do miejsca
gdzie stado mew zamyka horyzont. uporczywie
wpatruję się w nabrzeże spowite w biały
tuman mgły z szarą szczeliną
na moją postać.
zapomniany port
już tu nie powrócę. odpłynęły wszystkie statki
które znałem po imieniu i z którymi
łączyły mnie długie podróże. nie mam
do kogo powracać. przystań stała się
nieobecnością. to nas łączy. ja też przypominam
opustoszały port. tylko mewy i rybitwy
znajdują do niego drogę. ludzie odpłynęli statkami
których zapomniałem imienia.

