Mariana Spada – trzy wiersze
- 29 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Lato, tam i z powrotem
Nie ma to jak wiosłować nocą
po rzece czarnej, dobrze znanej,
tak czarnej że księżyc odbija się
w opalizujących sylwetkach ryb
przecinających pradawny nurt,
tysiąc noży rzucanych z dna
przez ślepą dłoń.
W tej rzece ujarzmionej przez tamy
konary łagodnie zwieszają się daleko
od brzegu, całując wodę tam, gdzie
czerpią ją świetliki, które niegdyś
wydawały się nas śledzić. Tę to rzekę
przepłynęliśmy razem pewnej nocy, z
piaszczystego brzegu na ten drugi,
z cierniami.
Ferreri Ganadera
Jeszcze raz próbuję wyjaśnić
na czym polegała praca mojego ojca.
Załóżmy że
coś się psuło w zakładzie
rura wypluwała amoniak
albo pistolet do uboju
tracił ciśnienie
nieważne co dokładnie
niezliczone rzeczy mogą pójść nie tak
i nie da się tego uniknąć
czy to na okręcie podwodnym
czy w rzeźni. Wtedy ktoś wyruszał
ścieżką wzdłuż strumienia
z zepsutą częścią
i szedł do magazynu
gdzie czekał mój ojciec. Lata pracy nauczyły go
oceniać jednym rzutem oka
czy istnieje pośród setek pudeł
część zamienna:
jeśli nie
wypisywał zamówienie
jeśli tak
nie było w tym żadnej filozofii:
ojciec przynosił ją
kładł na biurku
porównywali obie
nową
i starą
jeśli się zgadzały
podpisywało się odbiór
a on znów zostawał sam
absolutny pan swych popołudni
których nigdy nie wykorzystał na pisanie opowiadań
ani na działalność związkową:
i to było mniej więcej wszystko.
Teraz, gdy jestem prawdziwą kobietą
We dry and die in the sun — Weldon Kees
Teraz, gdy jestem już kobietą
z krwi i kości
mogłabym się upić
w towarzystwie tych facetów, którzy zabijają popołudnie
po całym dniu pracy w kuźni
choć w tym mieście kuźni nie ma.
Bez pośpiechu zrujnować się
przy tym samym skromnym barze, jak
pewna lesbijka z siwymi włosami, która
— co za niespodzianka:
potrafi dotrzymać kroku
pięciu większym od niej facetom
stając z nimi w szranki na miłosne anegdoty
recytując Weldona Keesa
z pamięci
albo opowiadając im później
coś czego nie wiedzą:
na przykład o ucieczce poety
— ładniejsza wersja Faulknera
o ile to możliwe —
pewnego lipcowego poranka
kiedy porzucił nowy samochód
przy rozświetlonym moście
i rozpłynął się w powietrzu
szukając, jak to dawniej mówiono, swej vita nuova
albo czegoś mniej jałowego
i bardziej definitywnego
w środku wrzącego lata.
Później
jeden z tych mężczyzn
wróci do domu, przeżuwając w myślach
coś, czego wczoraj jeszcze nie znał:
czyste szaleństwo, doprawdy
zostawić taki samochód
sam w słońcu
z kluczykami
w stacyjce.
z hiszpańskiego przełożył Adrian Krysiak

