top of page

Anna Przysada – Architekci niepamięci

  • 29 gru 2025
  • 9 minut(y) czytania


3 października 2031 roku, godzina 08:21 czasu europejskiego
Siedziba ONZ, wydział do spraw Oświaty, Nauki i Kultury, Paryż

*
– Dzień dobry. – Specjalistka do spraw stosunków międzynarodowych, Lydia Lowen, wpadła
jak huragan do Sali Zebrań. – Przepraszam państwa za spóźnienie. Procedury bezpieczeństwa zajęły
więcej czasu, niż się spodziewałam.
– Nic nie szkodzi. Bez pani i tak byśmy nie zaczęli. – Jeden ze zgromadzonych mrugnął do
niej porozumiewawczo.
– No tak. – Uśmiechnęła się przelotnie.
– Na zewnątrz wciąż to samo?
– Gorzej. – Wypuściła powietrze. – Ale skoro jesteśmy wszyscy, proszę państwa o zajęcie
miejsc. Przed nami długi dzień.
W starannie wygłuszonym od zewnątrz pomieszczeniu rozbrzmiało szuranie krzeseł. Specjaliści
kolejno siadali przy okrągłym stole. W Radzie ds. Rozwoju Społeczeństwa zasiadali eksperci i
ekspertki z dziedzin takich jak: socjologia, historia, antropologia i psychologia. Każde z nich
reprezentowało inne państwo wchodzące w skład ONZ po III wojnie światowej.
– Dla przypomnienia – odchrząknęła Lydia. – Zebraliśmy się dzisiaj, aby kontynuować dyskusję na
temat programu reformy społeczeństwa. Jako specjalistka stosunków międzynarodowych będę
mediować komunikację między państwem jako osobami o odmiennym pochodzeniu. Moja osobista
opinia na tematy podnoszone podczas dzisiejszych rozmów nie ma prawa wybrzmieć.
Rozejrzała się po sali i widząc potakiwanie zebranych, ciągnęła dalej:
– Ogłaszam zatem oficjalny początek spotkania. Zachęcam do zabrania głosu.
– Dziękujemy. Jak wszyscy wiemy, celem naszego programu jest niwelowanie zagrożenia
kolejnym konfliktem zbrojnym – rozpoczął psycholog Yūki Maeda. – Zakładam, że wszyscy
wierzymy, iż dobrze ukierunkowana edukacja pomoże stworzyć społeczeństwo, które nie będzie
dążyło do, że tak to ujmę, toczenia historii kołem. Jednak wydaje mi się, że zanim przejdziemy do
zasadniczych kwestii, musimy zadać sobie kilka pytań.
Po sali przeszedł szmer niezadowolenia.
– Proszę kontynuować. – Lydia zgromiła wzrokiem szepczących.
Mężczyzna rozluźnił krawat i nerwowym ruchem poprawił okulary.
– Osobiście nie jestem pewien, jak rozumieją państwo pojęcie amnezji wstecznej, która ma być
rdzeniem programu.
– Jak to jak? Po prostu niepamięć. Co tu więcej definiować? – Socjolożka Laura Michel pokręciła
głową.
– Nie wydaje się pani, że powinniśmy dokładniej określić jakieś ramy?
– Ujmę to tak – westchnęła poirytowana. – U jednych trzeba z głowy co nieco wymazać, u drugich
zadbać, aby się nigdy nie pojawiło, a jeszcze innych zmusić, żeby pamiętali wszystko.
Psycholog Yūki spojrzał na Lydię. Pokiwała głową, upiła łyk czarnej kawy i zwróciła się do
zebranych.
– Drodzy państwo. Jeśli w tym momencie nie określimy, jakie skutki ma nieść za sobą program i
jak dokładnie je rozumiemy, poniesiemy konsekwencje na późniejszych etapach pracy.
– Trudno się nie zgodzić. – Laura spuściła wzrok na paznokcie. – Wybaczcie państwo moją
frustrację. Tak długo tkwimy w teoriach.
– A może spróbuje pani rozwinąć to, co mówiła wcześniej? – zachęcił ją historyk Elliot Steward. –
O niepamięci?
– Zgoda. – Wyprostowała plecy i zastanowiła się chwilę. – Na podstawie badań z ostatnich
kilkudziesięciu lat ustalono, że to pamięć jest tym, co w dużej mierze wiąże się z cyklicznością
konfliktów zbrojnych. Oczywiście – dodała wyniosłym tonem – istnieje masa innych czynników,
ale one nie są tak łatwe do zdefiniowania i kontroli.
Zamilkła usatysfakcjonowana. Zebrani spoglądali wyczekująco.
– Drodzy państwo. – Wykrzywiła twarz w grymasie. – To chyba jasne, że podstawową funkcją
programu ma być manipulowanie amnezją wsteczną u poszczególnych grup społecznych.
– Nie podoba mi się określenie manipulowanie – wtrąciła ostrożnie antropolożka Tanisha Sharma. –
Może zamieńmy je na wpływ?
Większość zgromadzonych przytaknęła z ulgą – nie oni musieli łapać Laurę za język.
– Widzę, że tutaj mamy zgodę – zamknęła temat Lydia. – Wróćmy teraz do tego, którzy ludzie
mają zostać objęci programem, dlaczego oni, jakie konsekwencje będą ich dotyczyć.
– Więc tak – podjęła zachęcona poparciem grupy Tanisha – myśleliśmy o podziale społeczeństwa
na trzy grupy: decyzyjnych polityków z poszczególnych krajów, obywateli, którzy przeżyli wojnę
lub są jej świadomi dzięki opowieściom bliskich oraz dzieci, których wiedza o konfliktach jest
zerowa.
– Zgadza się – przytaknęła Laura. – Ustaliliśmy też wstępnie, że politycy powinni pamiętać
wszystko, obywatele nic, a…
– Przepraszam? – Elliot wstał gwałtownie. – Mnie chyba przy tym nie było, jak to ustalaliśmy. –
Wykonał gest cudzysłowu. – Co najwyżej rozważaliśmy, czy mamy prawo zabierać ludziom
wspomnienia. Ci obywatele, o których tak bezosobowo pani mówi: dzięki nim możemy w ogóle
rozmawiać i grzać nasze wyedukowane dupska na tych wygodnych fotelach.
– Wypraszam sobie – obruszyła się. – Przedstawiam zdanie większości, a pan najeżdża na mnie,
jakbym była jakimś…
– No czym? Proszę się podzielić. Śmiało!
– Wyzutym z uczuć robotem.
– Patrząc na to, co…
– Zatrzymajmy się na chwilę – przerwała im ostro Lydia. – Panie Steward, poproszę o wyrażenie
swojej opinii jeszcze raz.
– Ale…
– Ale tym razem bez adresowania wypowiedzi personalnie do pani Michel. Po prostu niech pan
przedstawi swoje zdanie i kropka – zaintonowała ostatnie słowo.

Zaczerwieniony Elliot opadł na krzesło i rozejrzał się wokół. Siedzący obok specjaliści lustrowali
wzrokiem sufit. Laura poprawiła garsonkę i spojrzała wyzywająco. Eliot wziął kilka głębokich
oddechów i strzelił knykciami.
– Chodzi mi o to, że doświadczenia, szczególnie te wojenne, są częścią ludzkiej tożsamości,
prawda? Przecież, gdyby tego nie przeżyli, nie wysłuchali historii dziadków, nie byliby tymi, kim
są.
Zamilkł, po czym dodał drżącym głosem:
– No proszę pomyśleć. Niektórzy z nas stracili bliskich albo widzieli rzeczy, których nikt nie
powinien oglądać.
– Potrzebuje pan chwili przerwy? – zapytała Lydia, widząc, że jego oczy zaszły łzami.
– Nie, nie, w porządku. Przepraszam. Sami państwo wiedzą.
– Czasem tak bywa – odparła łagodnym tonem. – Proszę kontynuować, kiedy będzie pan gotowy.
Elliot wyjął z kieszeni marynarki chusteczkę i wydmuchał nos. Kilka sekund siedział bez ruchu
wpatrzony w stół. W końcu potrząsnął głową i odchrząknął.
– Chciałem powiedzieć, że jedni przeżyli w okresie wojny, no cóż, traumę, ale są też tacy, którzy
nawiązali, no nie wiem, braterskie relacje, pozakładali rodziny. Przykładów można mnożyć w
nieskończoność, ale koniec końców sprowadza się to do wycięcia skrawka życia u większości
społeczeństwa, niezależnie od tego co pamiętają jako dobre, a co złe. Jak oni mieliby sobie
poradzić? – Pokręcił głową. – W codziennym życiu to raz, ale co z jakimś poczuciem sensu, celu?
Nie zdziwiłbym się, gdyby po wprowadzeniu naszego planu nastąpiła seria samobójstw.
Przez minutę w sali rozbrzmiewał jedynie szum wentylatorów.
– Wiecie państwo, tak się jeszcze zastanawiam. – Yūki nie wytrzymał dłuższej ciszy. – Kto daje
nam prawo do podejmowania takich decyzji?
– Panie Maeda, schodzi pan z tematu. – Lydia zmarszczyła brwi.
– Tak, wiem, ale to bardzo ważne – odparł pospiesznie i spojrzał na nią wyczekująco.
Dostrzegła kropelki potu na czole Yūkiego i przyzwalająco machnęła ręką. Kiedy tylko odwrócił
głowę, z boku notesu zapisała jego nazwisko i postawiła kilka znaków zapytania. On z wyraźną
ulgą kontynuował wywód.
– Owszem, jesteśmy wysokiej klasy specjalistami, ale równie dobrze ktoś inny mógłby zasiadać w
tej radzie, prawda?
– Wybrali nas sami obywatele – zauważyła Tanisha.
– Tak, jasne, ale bardziej chodzi mi o to, że nasze wykształcenie czyni nas, no właśnie co –
zmarszczył brwi – lepszymi? Przez to, że, załóżmy, obywatel X zajął się ogrodnictwem, stolarką
czy czymkolwiek innym, teraz wytniemy mu wspomnienia, a jakiś Y został sobie profesorem,
więc składamy mu serdeczne gratulacje, może pan zachować swoją pamięć.
– Jeśli skupimy się na takich dywagacjach, to właściwie możemy już zakończyć to spotkanie
– odparowała Laura. – Przy takiej logice nie mamy szans na podjęcie jakichkolwiek decyzji.
– Wiem – westchnął. – Ale po prostu ruszamy czyjeś bierki bez pytania.
– Też nie jestem pewna, czy będę spała po nocach – mruknęła Tanisha. – Ale jeśli nasza
bezsenność ma zapobiec kolejnym wojnom, w których zginą miliony…
– To jest to cena, którą jest pani gotowa zapłacić – dokończył Yūki bez przekonania.
– Dokładnie. Wydaje mi się, że więcej argumentów przemawia za. Ludzie muszą zapomnieć urazy
do innych nacji. Ile się mówi o Koreańczykach wciąż nienawidzących Japończyków?
Jasne, teoretycznie nikt tego nie przekłada na praktykę, ale, umówmy się, to siedzi w głowach i jest
podświadomie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
– Często nawet celowo i z premedytacją – dodał Elliot. – Nie raz słyszałem, jak dziadkowie
wpajają dzieciakom uprzedzenia od najmłodszych lat.
– No właśnie – przytaknęła Laura. – A po amnezji wstecznej znów stanęlibyśmy na linii startu. Jako
obywatele świata.
– Ale chwila – zwątpił Yūki. – Jaką mamy gwarancję, że jak wykasujemy całą tę nieszczęsną
nienawiść, to i tak nie wróci za, powiedzmy, pięćdziesiąt lat?
– To chyba moment, żeby przejść do drugiej grupy, która, z tego co rozumiem, miałaby
zapobiegać takim nawrotom – wtrąciła Lydia. – Program zakłada, że amnezji wstecznej nie
zostaliby poddani politycy, prawda?
– Zgadza się. Wręcz musimy zadbać o to, żeby u nich amnezja nie miała miejsca. Wszyscy wiemy,
że politycy nie potrzebują żadnej pomocy w zapominaniu podstawowych faktów historycznych –
burknęła Tanisha. – Ci, którzy powinni się doskonale orientować w charakterystyce wojny i nie
pakować swojego kraju w kolejną, robią dokładnie na odwrót.
– Albo nie robią nic – prychnął Elliot. – Szczerze powiedziawszy, oni znają te wszystkie fakty
i za przeproszeniem gówno to daje.
– Tutaj chyba wchodzi ten pomysł z dziedziczeniem – zauważyła Laura. – Utajenie wiedzy
historycznej i zadbanie o to, żeby była przekazywana jedynie między politykami, którzy przejmują
swoje stanowiska.
– Ale co to niby zmieni w porównaniu do aktualnej sytuacji? – uniósł się Elliot. – Liczymy na to, że
jak dostaną teczkę z napisem Confidential, to ich pamięć magicznie nie ulegnie destrukcji?
– A pozostaje nam coś innego? – Rozłożyła ręce Tanisha. – Pozostaje nam wierzyć, że nadanie
rangi tajemnicy państwowej skłoni polityków do potraktowania tego na serio.

– Ja się obawiam jeszcze jednej rzeczy – odchrząknął Yūki. – Czy ta nierówność społeczna prędzej
czy później nie wywoła buntu?
– Panie Maeda, ale znów pan wraca do utopijnych wizji. – Pokręciła głową Laura. – Kraina
mlekiem i miodem płynąca, w której wszyscy żyją w komunie, opalają się na słońcu, a kochany i
sprawiedliwy Bóg ma nas w opiece. Pobudka! Nie ma takiego świata.
– Pani Michel, obejdziemy się bez sarkazmu – zrugała ją Lydia.
– Przepraszam, ale po prostu pogódźmy się z tym, że zapobieganie dystopii musi nam wystarczyć.
– Ja jestem idealistą i…
– Nie jest łatwo mi to przyznać – przerwała mu delikatnie Tanisha – ale pani Michel ma rację.
To nie jest o panu i dla pana. Jeśli chcemy świata bez wojen, jedni muszą pamiętać, inni zapomnieć.
Kilka osób ochoczo przytaknęło. Inni pokiwali głowami z dezaprobatą. Po sali rozeszły się pomruki
niezadowolenia.
– Drodzy państwo, widzę, że zdania są mocno podzielone. – Lydia za wszelką cenę próbowała
zapobiec eskalacji. – Nie ustalimy wspólnego frontu w dziesięć minut, a zaraz mamy półgodzinną
przerwę. Proponuję wrócić do tego wątku zaraz po niej, a teraz jeszcze przez chwilę zająć się
tematem trzeciej grupy.
– Tutaj chyba upatrujemy największych nadziei, prawda? – podchwyciła Tanisha.
– Nadziei to dużo powiedziane – mruknął Yūki. – Pani jest niepoprawną optymistką.
– Może i tak, ale naprawdę wierzę, że jak będziemy dzieciakom od małego wpajać wzajemny
szacunek do różnych nacji, to zaprocentuje.
– A czy ja dobrze zrozumiałem – wtrącił Elliot – że planujemy w szkole zastąpić historię innym
przedmiotem? Ostatnio byłem nieobecny i czytałem tylko sprawozdanie.
– Tak, dokładnie. Dzieci też chcemy poddać amnezji. Chociaż nie – zawahała się chwilę – nie do
końca. One mają nigdy nie poznać czegoś takiego jak wojna. Jeśli ich rodzice i dziadkowie będą
mieli wykasowane te doświadczenia, to nie przekażą ich dalej. No i w szkole dzieciaki też tej
wiedzy nie dostaną.
– To rozumiem, ale co z tym zastępczym przedmiotem?
– A, tak, racja. Myśleliśmy o nazwie ,,Moralność i stosunki społeczne’’. Treść programową
oczywiście opracowaliby pedagodzy, więc nie wchodźmy w to teraz, ale w dużym skrócie
propagowanie wspólnoty, nie podziałów.
– Wspólnota jako ludzie, a nie podział na nacje?
– O ile to w ogóle możliwe – bąknął Yūki.
– Mógłby pan chociaż udawać, że w to wierzy – wymamrotała Tanisha.
Na sali zapadła cisza. Lydia spojrzała w pustą filiżankę i podniosła się z krzesła.
– Drodzy państwo, jest prawie jedenasta trzydzieści. Proponuję przerwę. Proszę się zaopatrzyć w
kofeinę i coś do jedzenia. Wracamy za pół godziny. Aha i przypominam, żeby nie zbliżać się do
okien.

*
Mężczyzna z zaczerwienioną twarzą kopnął w automat z przekąskami.
– No dalej, wyłaź – syknął i potrząsnął maszyną.
– Wszystko dobrze, panie Steward? – zapytała podchodząca do drugiej maszyny Tanisha.
– Nic nie jest dobrze – odburknął. – Chciałem kupić pieprzonego Snickersa i oczywiście automat
się zablokował.
– Aha.
– Przepraszam. Nerwy mi puszczają. – Eliot spojrzał na nią wyraźnie zawstydzony.
– Proszę się nie przejmować. Też bym chętnie coś pocięła lub spaliła.
– Jak to jest – westchnął – że ci olbrzymi zapominają wszystko, jak im się żywnie podoba, a
maluczkim każdy szczegół zostaje w pamięci?
– Wie pan, czuję się, jakbym była takim okrutnym dzieckiem, które trzyma w ręku motyla i kolejno
odrywa mu nóżki, a potem skrzydła.
– Oderwała pani kiedyś motylowi skrzydełko i nóżkę?
– Przyznaję, zdarzyło się.
– I nie czuła pani wtedy, że robi coś złego? Że trzeba się schować przed dorosłymi?
– Czułam, to prawda. Ale teraz nie mamy się przed kim schować, sami jesteśmy dorośli. Podobno.
– No właśnie.

*
Przed budynkiem zapalano coraz więcej rac. Policjanci z trudem powstrzymywali tłum, który wciąż
nacierał na drzwi wejściowe. Ludzie wspinali się po ciałach tych, którzy leżeli na ziemi. Znaleźć się
jak najwyżej. Skandować jak najgłośniej. Opancerzone okna przyjmowały ciosy kolejnych kamieni.
Zapasy gazu pieprzowego zbliżały się ku końcowi. Ktoś krzyczał:
– Przestańcie! Przestańcie!
Nie wiadomo w czyim kierunku.











Anna Przysada (ur. 2001) – psycholożka, początkująca pisarka i słuchaczka pierwszego roku Studiów Literacko-Artystycznych na UJ. Publikowała w magazynie "Suburbia", "Kwintesencji", "PantoZINie". Tworzy we Wrocławiu, Krakowie i w pociągu między nimi.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page