top of page

Samantha Kitsch – dwa wiersze

  • Mirek Drabczyk
  • 8 godzin temu
  • 2 minut(y) czytania


G.

[„Gerry” – film, który reżyserował Gus Van Sant, gdzie jeden Gerry (Matt Damon) zabija drugiego Gerry (Casey Affleck)]

Zabiłem człowieka na pustyni
tylko dlatego, że był moim przyjacielem.

Uśmiechnął się do mnie (uśmiechnął się?) gdy umierałem,
przedtem powiedział chyba jakiś żart –

dlaczego wszystko było dla niego żartem, 
grą komputerową – a dla mnie kwestią życia i śmierci,

podczas gdy on nawet umierał nie całkiem serio –
to dlatego go zabiłem?  

Wyciągnął do mnie rękę, gdy umierałem – 
musiałem więc go zabić. Tego żądała pustynia.

Pustynia nierealnie piękna – jak rdza na złocie. 
Puszystopióre chmury ocierały się o wzgórza, 

a ja oddałbym każdy widok za łyk wody – 
przy tym wiedziałem, że bez wody umrę – już wkrótce.

Mój przyjaciel także był piękny, kiedy umierał,
ale moja chęć życia zabijała wszystko.

(Zabiłem człowieka na pustyni.
Krótko przedtem trzy razy uratowałem mu życie.)

W którejś chwili wydawało się to takie proste:
praży cię słońce, nie masz wody – giniesz,

koniec, niczego więcej nigdy w tym nie było.
I zaraz znów wszystko się komplikowało.

I dlatego teraz szukam słów? Słowa będą przypadkowe, 
tak jak zabójstwo, które czy nie było tylko mirażem, 

złożonym w mojej głowie przypadkowo?
A słowa stworzą swój własny miraż.


Dobrze, zabiłbym każdego, za to, że był, jaki był,
albo z wściekłości, że umieram – i zdarzyłoby się, 

że ktoś zabiłby mnie, i mój przyjaciel też… – naprawdę?
Zostać na zawsze z pewnością,

że to musiałeś być ty, że nie przez przypadek –
jak niesprawiedliwe! Schodząc na pustynię,

mieliśmy przecież (lub jednak nie?) tak samo na imię…
Mów raczej, jak przez trzy (cztery?) dni

słońce wschodziło, prażyło i gasło, jak stopy czują kroki 
po skale, piasku, żwirze, miękkiej rudej ziemi – 

bezlitosne gałązki karłowatych krzewów
zdrapywały te same świeże strupy,

w skórze masz wciąż kolce kaktusów,
w ślinie pył (a potem nie było już śliny,
 
ani śladu wilgoci w spojówkach), przed oczami 
wszystkie odcienie cieni i świateł pustyni, 

jej łuny, mgły, smolistą czerń i bezchmurny, 
morderczy błękit. Zamordowałem...   

Nasza wycieczka musiała się jakoś skończyć, 
ale dlaczego aż tak nieprawdopodobnie źle?

Przez to nieprawdopodobieństwo wszystko jest kłamstwem.
To nieprawdopodobieństwo właśnie mówi prawdę.



kraciasta koszula pomagiera

zaokrąglij pełnię księżyca do czwartego miejsca po przecinku
z popołudniowej drzemki wybudziło go popojutrze
staruszek portier – staruszek fryzjer – chodził kiedyś kataryniarz – 
krokodylom wreszcie się udało ściągnąć z nieba tęczę i teraz ją żrą

a oto studnia w której niegdyś ktoś wybił okno
i z niezłomną dezynwolturą przeskakuje teraz kilometry katatonii 
pod włos pod włos – włos łysego (bezzębnego) wodzireja
skoro nawet od święta perkusista jest tu egzorcystą

zebrać myśli – jak zbiera się chrust na podpałkę 
aby umrzeć na ostatnią chwilę ale to i tak za późno: 
błogosławieństwa zwieszeń w zwieszeniach zwieszeń –
opóźniony pociąg wjeżdża na tor samotny
przy peronie jedynym na stacyjce Prysły Zmysły

mówiłem ci że pada 
powiedział w mojej głowie Gerry do drugiego Gerry – 
żongluj żongluj na polu wietrznej grawitacji! 
przecież mówiłem ci że pada odpowiedział drugi Gerry 
dla pewności wystawiając rękę przez otwarte drzwi



ree





Samantha Kitsch – pseudonim literacki, pod którym ukazało się dziesięć zbiorów poezji, m.in.: Bahama (Obserwator), Helena (Instytut Mikołowski), konfiskata konfetti (SPP Oddział w Łodzi) i szybkie szkice z szopem (SPP Oddział w Łodzi).

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page