top of page

Piotr Janicki – osiem opowiadań



Kwiatki

W czasie porannej wyprawy na stację pisałem do J. miłosne esemesy. Potem z domu wysłałem mu zdjęcie zlanej herbatą koszulki. Na jej wypłowiałej zieleni machał nam spomiędzy kwiecia bajkowy krecik i dalej nam macha, kręcąc się w pralce jak w diabelskim młynie. Plama herbaty otoczyła kwiatek jak bryła rosy. Gdy wydobyłem się z tego obrazu, jak odpoczywałem! Teraz jestem w świecie, po prostu. Wybuchł i żeby ogarnąć jego wielkość, powinienem chyba przytępiać zmysły, więc tępię je uderzeniami myśli. Nie zostało mi ich więcej, niż na tysiąc lat życia. Mało, jak mało. Jak mało, jak mało.



Do dnia 3

Znów muszę zamknąć na noc oczy, więc wsmarowuję do środka resztki cudownej soboty, których nie zdążyłem zeżreć za dnia. Smacznego. Dobranoc.



Do dnia 2

Łatwo sprawdzić, ile dla ciebie znaczę. Nie wystarczy, że stawiasz sobie pytania, ale że odpowiesz na pytanie, czy byłbyś zadowolony, gdybym przez sen krzyczał twoje imiona i budził tym krzykiem śpiące wokół mnie rzeczy i zjawiska.



Śmierć

Wskakuje nagle do wjeżdżającego do snu człowiek jedną, dwiema myślami albo i już snem jakby włączała się do korowodu twarzy znajoma czy może znana jako ostatnia. Mnie wpadła myślą albo i już snem jako uśmiechnięty profil. Czułem, że gdybym krzyknął, mógłbym tę twarz wystraszyć albo i już nią wystraszałem krzyczącymi oczami.



Pytania

Czy po stronie ducha rozmowy o ciele dręczą? Czy wyśmiewani są apostołowie i ojcowie cieleśni? Czy poeci potrafią wydobywać z cielesnych głębin przynajmniej szlam? Jeżeli tu jestem jak magnes na jasnym blacie, pod którym jest mrok i drugi magnes, to czym jak co jestem tam?



Pytanie

Jak mam wypatrywać spadających gwiazd, gdy ja w przywołanym czasie pociągam niebem niczym nosem, rozdmuchując przy tym myślami biały żar hortensjowych kul, które łagodnie kołyszą się pod własnym ciężarem w mojej smutnej paszczy?



O tym, jak możliwa jest miłość

Był sobie raz barman, który obejrzał rolkę o męskim gejszy i postanowił, że będzie rozbawiał ludzi, a kiedy trzeba, to kochał ich. Opracował normy, których nie trzymał się ściśle, a kiedy poczuł, że jest gotowy, zamówił na plecy przepiękny japoński tatuaż niewiarygodnie długiego smoka zażywającego snu w kępie oregano.



Robot

Pierwszego robota spotkałem w jakimś przeszłym życiu (w jednym z przyszłych cała ta część kosmosu była robotem, ja zaś jego częścią, której reszta robota nie rozumiała; no, ale szło żyć). Jak potem wyczytałem, był to XVII wiek, wcale nie tak dużo lasów, jak potem wyczytałem i nie tak dużo znów zwierząt i ludzi. Mniejsza, w każdym razie szłem z kubkiem i pobrzękującymi w nim kośćmi, wieczerzało mi w brzuchu jakieś chujstwo z ziemi, ale jużem wdrapał się na górkę, żeby lepiej orientować się w terenie. Znałem go i potem naczytałem się jego toponimów. Zawsze po powrocie z jakiegoś życia albo czytam o nim wiedzę, gdy miniony, albo proroctwa – gdy widmowy czy przyszły. Mniejsza, w każdym razie było to gdzieś między waszym gnieznem, gniezdem, a dalmacją. Wyście potem nie wiedzieli, czy dała mać, czy dal maci… Powietrze w dole, w dołach za dołami i przed dołami, bo takie było po mojej drodze geograficzne towarzystwo, powietrze zruszone, pył, wrzawa i pojedyncze wyładowania, ale kilka godzin bliżej nocy zobaczyłem go: wielki, kształtny robot świecący w zachodzącym słońcu resztkami siebie z powodu tej kurzawy. Na robota składały się dwie wielokolorowe płaszczyzny oddalone od siebie o kilka długości, a obie jego części przypominały baterie słoneczne na orbicie okołoziemskiej. Ogniwa tych baterii, najczęściej w kształcie kwadratów i prostokątów, lekko się pocierały, zmieniały fakturę, odginały i było to bardzo ciekawe do oglądania i porównywania z innymi rzeczami i życiami. Potem te dwie formacje wchłonęła noc, ale robot działał, to znaczy wysyłał z jednej do drugiej części sygnały dźwiękowe i coś, co przypominało wyładowania atmosferyczne, zwane burzą jednym razem, drugim zaś bitwą. Leżałem zachwycony i głodny jak jedno z bożyszcz, ale i nie myślałem teraz latać za żarłem, więc tylko wyobraziłem sobie, że we wnętrzu robota stoją namioty, a w namiotach siedzą tacy, jak ja ludzie, i zażerają się świeżo pieczoną sarniną.




Piotr Janicki
- autor wierszy. Jego życie traktuje o nieznanej, chociaż z łatwością docierającej go świadomości, że docierania końca nie zazna, nie wie zresztą. Przyszłość jego nie leży wszak poza nim. Mieszka w Supraślu

Comentários


bottom of page