top of page

Marcin Jarych – osiem wierszy


Nowe miejsce, marzec

Dwa parki, trzy skwery
(koty za oknem śpiewały).
Przejścia, ogromne
wietrzne podwórka
(koty za oknem śpiewały).
Cała ta historyczna, sypiąca się dzielnica
w jakiś sposób się ożywi, kiedy wiosna przyjdzie.
Koty za oknem śpiewały.
Marzec, leżę na materacu i patrzę w niebo.
Zarobiłem pieniądze, zaraz ich nie będzie.
Wszyscy pracujemy dla układu słonecznego.


W przeprowadzce

I być często w przeprowadzce, i żyć gdzieś pomiędzy poprzed-
nim a następnym miejscem; mieć niewiele rzeczy.
I żyć ciągle w przeprowadzce, i być często w wyprowadzce.
Nasza przeszłość znajduje się w różnych pokojach.
Moja przeszłość znajduje się w różnych pokojach.
Ona jest podzielona na różne pokoje:
ulotne, zamknięte czy otwarte. I być wciąż
w gotowości, mieć niedużo książek, mniej więcej trzydzieści.


***

(Światła miasta na każdym centymetrze śniegu). Wszystkie ulice przyszły tu w jednym
momencie. Jest noc, jest wir, przemieszczanie się (wir?). Po prostu śnisz. We śnie jedziesz
windą w górę jedenastopiętrowego bloku. Szybko. (Mróz). (Coś się dzieje szybko, coś się
dzieje powoli). (Są ostatnie dni roku). Gdyby oblodzenie dotrwało do wiosny, byłoby
kolorowe.
A teraz (we śnie) możesz to sobie zzoomować:
auta jadące ulicami, daleko, budynki, cyfry na przystankach.
Jest noc, wir, przemieszczanie się.
Jest mróz, serce masz kolejno: śnieżno-białe, srebrne i zzoomowane.

Dziś na mieście wiele się buduje.
Dziś na mieście wiele się wynajmuje.

                                                                                ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,, rozsypanym igliwiem, które
                                                                                         zostało po błysku błyskowej lampy,
                                                        śnieg; i wszystko na chwilę zatrzymuje się a potem przy-
                                                    spiesza klaustrofobiczna bliskość obrazu budowy za oknem,
                                                                                                                       wiele się buduje.
Wiele dziś stoi nieużywanych lokali.
Światła miasta na każdym centymetrze śniegu.
Ostatnie piętra budynku, Widoczne z góry auta,
małe jak kawalerki,
małe jak kawalerki
z patodeweloperki.
     Po prostu śnisz. We śnie jedziesz windą
na ostatnie piętro. Na tej wysokości winda
wchodzi w fazę REM
i razem ze snem
jedzie dalej.


***

Odra dziś płynie powoli, być może zawraca.
Przy brzegu stoi bezcelowo pusty budynek.
Schodzimy z wyspy. Schodzimy z mostu.
Pamięć w tej chwili polega na tym,
że zostaje tam jeszcze nasze patrzenie:
patrzenie na ułożone gałęzie,
patrzenie na stosy szklanych butelek,
patrzenie na szare kartony,
patrzenie na plastik,
patrzenie zmieszane.


Outro - remont torów

Śnieżnobiałe storiski, relacje,
one szybko znikają.
Upływ czasu nie jest śnieżnobiały.
A upływ czasu jest rozsiany
przy Rondzie Reagana
i na wałach nad Odrą czy Wkrą
oraz jest rozsiany
u Ciebie w domu.
I upływ czasu pyli na przystanku dwójki,
czwórki, dziesiątki i jedynki,
gdy zaczyna się remont torów,
który przedłuża się aż do zimy, i spada śnieg,
a później topnieje.
Upływ czasu nie jest śnieżnobiały
jak storiski.


Ślady 10

Gdy słyszę swoje kroki, jakby były za mną.
I słyszę swoje kroki, jakby były za mną.
Po mocnym, realistycznym śnie, rano.
Jest lepki przymrozek, miasto lekko faluje.
Po mocnym, realistycznym śnie, rano.
Jest lepki przymrozek, miasto lekko faluje.
I słyszę swoje kroki, jakby były przede mną.
Szybsza część mnie powiedziała: dojdziesz do siebie.
I słyszę swoje kroki, to nie jest crowd surfing,
ponieważ słyszę swoje kroki. Jedna ulica,
druga ulica, trzecia, dojdziesz do siebie.


***
Śniedź ubrań przetartych dziurawych noszonych druciakiem
rzepem Za miastem jaskrawo rzepakiem po oczach Wrócić
sekundę przed burzą zwierzęca intuicja


Na początku marca

I że na początku marca dwa tysiące dwadzieścia
jadę siódemką
(około godziny trzynastej
oraz dwudziestej można tu natknąć się
na kontrolę biletów),
i że jadę, widzę, jak wiatr porusza
drzewami, krzakami za oknem, jest ciepło.
Jest wczesnoprzedwiosenna noc.
Na samym początku marca dwa tysiące dwadzieścia.
Jadę siódemką, wieje, przedwiosenna noc,
jadę do Czuła jest noc.
I chociaż potem był jeszcze
dwa tysiące dwudziesty pierwszy,
dwudziesty drugi i trzeci,
to pamiętam, że wtedy czułem,
że jadę całym sobą.
I pamiętam, że miałem wrażenie,
że inni też tak jadą – całymi sobami.










Marcin Jarych – finalista XXV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina,
publikował w "Papierze Ściernym", "Tlenie Literackim", "Wakacie", "Wizjach". Wkrótce ukaże się jego debiutancka książka poetycka. Jest również malarzem i gitarzystą. Mieszka we Wrocławiu.

Komentarze


bottom of page