top of page

Adam Lizakowski – Wiersze kalifornijskie




Drogi Panie Adamie,
Pańskie wiersze przypominają mi wyrywanie zębów na żywca, proszę wysłać coś innego, tych ani „Kultura” ani nikt inny nie opublikuje. Jest w nich dzika brutalność, ale i autentyczność.
(Fragment prywatnego listu Czesława Miłosza do Adama Lizakowskiego.)


Czarne kobiety mają więcej złota

Cieszę się że znowu się spotykamy
powiedział penis do pochwy przypominającej
owoc papai rozkrojony na pół
ja też się cieszę nadszedł maj – odpowiedziała pochwa
dodając tęskniłam za tobą… dokąd poszedłeś?
mieszkałem obok płaczących łon:
miski glinianej, bezwartościowej podniszczonej
w której farbuje się wielkanocne jajka
później z czymś przypominającą grecką urnę
w ciszy cierpliwie czekając na ciebie
marnowałem czas i nasienie, chory i zawstydzony
jedzenie mi nie smakowało mózg drżał
pracowałem jako młot walący w kamień
leżący obok ławki przy boisku do piłki nożnej
na której młodzi robili dzieci
a ty jak sobie radziłaś przez ten cały czas
zapytał penis?
jeden całował mnie wiosną, drugi jesienią
ten trzeci nigdy nie całował tylko patrzył
głaskał i ten prześladuje mnie najbardziej
w dzień i w noc
jakie głupie kutasy pieprzyli mnie
napełniając swoimi troskami
i wadami ale i ich życie też pieprzyło
sukinsyny którzy skakali sobie do oczu
z którymi nie mogłabym żyć
nic mnie nie obchodzili
oszukiwali jak dzieci
zachowywali się jak dzieci
czułam twoją nieobecność


Rick Rosa

Połamana szczęka i twarz rozkwaszoną
jak nadepnięty pomidor
ma dziesięć dolarów, ale chce złowić duży
lachociąg z wargami jak poduszkowiec
za pięćdziesiąt a może i sto dolarów
pożądliwie spogląda jakby był we śnie
tak jakby ich ciała
należały do nich lub były ich własnością
niczego życie go nie nauczyło –
przecież nie jest na ulicy przyjaciół
czy przyjaźni
optymistycznie nastawiony do świata
Dyzio marzyciel – buja w obłokach –
kiedyś kochał kogoś żarliwie i namiętnie
beztroski – za to dostał dwa tygodnie temu
wpierdol – gryzł ziemię z bólu
ale nie wołał o pomoc -
ziemia nieczuła i kulista, turlał się -
może zmądrzeje, może się wyliże
ale na miłość z wzajemnością
nie może liczyć


Policyjna suka

Wśród wielu aut
oczu uszy nóg
pisków dzieci emigrantów
z Azji południowo -wschodniej
przebiegających włóczęgów
w poprzek ulicę
wycia syren wozów strażackich
na czerwono pędzących jak wariaci
z płonącą głową
nawoływań alfonsów i kurew
handlarzy narkotyków
i śpiewów psychicznie chorych
wyje na niebiesko policyjna suka
jakby dostała cieczki
goni się poprzez zagony ulic

Opowieść wigilijna

Jeśli dotniesz tego portfela
kochanie – masz złamaną rękę
będziesz zwierzątkiem kwilącym
w czasie nocy wigilijnej
cierpiącym pod ciężarem łańcucha win
za złodziejstwo – wykutym sobie za życia
- jesteś palantem skurwysynem chytrusem
- co masz na myśli zapytał
masz prawie 60 lat
rodziny nie widziałeś od wieków
wciąż wysyłasz im pieniądze
żonie którą dyma sąsiad albo listonosz
- tak myślisz
- tak myślę
wobec niej chcesz być
szczodrym, serdecznym człowiekiem
jakim byłeś za młodu
a mnie chcesz dymać za darmo
abym ci gotowała i sprzątała
prała gacie i była twoją służącą
jestem dziesięć lat od ciebie
młodsza zasługuję na szacunek
szanuj moją młodość
bo kopnę cię w dupę
to z głodu w powietrzu umrzesz
zanim na ziemię spadniesz
drugiej takiej nie znajdziesz
- tak myślisz
- tak myślę
też mam rodzinę w Polsce
też bym chciała im pomóc
nie żartuję to koniec
jeśli się nie zmienisz
jeśli po świętach
nie kupisz mi pary nowych butów
na sylwestra
jeśli nie kupisz mi nowej sukienki
to z nami koniec -
patrzy na nią jak maluje usta
rzęsy brwi czesze włosy -
jeśli będziesz na wszystko żałował
odejdę do innego który mnie doceni
- tak myślisz
- tak myślę
jeśli za te wszystkie noce
będziesz się bał powiedzieć
kocham cię
jeśli nie usłyszę do ciebie
tych wspaniałych słów
ale tak trudnych dla ciebie
kocham ciebie
odejdę


What do you think of the american poets?

Jesteś z Polski
co myślisz o amerykańskich poetach
zapytała blondynka o dużych
niebieskich oczach?
dużo o nich nie myślę szczerze odpowiedział
patrząc na jej wspaniałe piersi
oparte na stole przy którym siedzieli
w Cafe La Boheme -
nie była to jesień ale zapach palonej
trawy unosił się w powietrzu
zaciągając się im pomyślał
o jeszcze jedna trafiła się
amerykańska intelektualistka
która nawet wie gdzie jest Polska –
wiem, że tłumaczysz amerykańskich
poetów na polski których powiedz?
czuł jakby ktoś wykręcał mu mocno
rękę do tyłu, a to przecież jest gra
w ping ponga - pomyślał sobie
raz ona raz ja i głęboko
spojrzał w jej oczy -
mam ich dwóch może trzech
Walt Whitman i William Carlos
Williams jest jeszcze no tym
jak mu tam zdolny grafoman
Allen Ginsberg Carl Sandburg
a najbardziej to lubię Boba Dylana -
to raczej staroświeccy poeci powiedziała
mieszając cukier w filiżance –
a których poetów amerykańskich
powinni czytać Europejczycy
to nie jest już ping pong ale huśtawka
oczami wyobraźni zobaczył sobie i ją
na huśtawce góra – dół - dół - góra –
ona siedzi na jego kolanach
próbują się jak najmocniej rozkołysać -
o ludziach których podziwiam trzeba mówić
dyskretnie – ważyć słowa – język nie może
być banalny trzeba kopać nim głęboko aż
do samego dnia tam gdzie są ukryte diamenty –
poleciłbym tych dla których Ameryka jest domem
być może John Ashbery być może Kenneth Koch
być może James Schuyler albo Robert Creely
być może Wallace Stevens i jeszcze z tysiąc
poetów bardzo oryginalnych i ekscytujących
ale najlepiej jest czytać krytyków
Helen Vendler czy Marjorie Perloff
o poezji i poetach można mówić o
w ten sam sposób jak o kawie czy herbacie
najpierw trzeba uchwyć kolor nieba przestrzeń
plantacji barwy krzewów i drzew
na których rosną te rośliny
później czujemy ich delikatny
bukiet aromatyczno - smakowy -
a o czym jest twoja poezja?
czy piszesz o Polsce czy o Ameryce?
poprawiła białą bluzkę lewą ręką
prawą pierś za bardzo z niej wystawała
to już było zaproszenie do tanga -
pytanie cioci Krysi – powiedz Johnny
whom do you love more mom or dad?
albo zdradzonego kochanka; Proszę,
powiedz mi, że mnie kochasz!!!
a jesteś po drugiej stronie globu
łatwiej będzie mi powiedzieć
o czym moja poezja nie jest –
nie jest o miłości gołąbków ani łabędzi
te ptaki oskubałbym z piórek
moja poezja jest o waleniu się
po pyskach z Ameryką i kopniach
jakie rozdaje Ameryka nierozgarniętym
emigrantom, a także tym co zbyt nisko
mają nosy tuż przy ziemie wypinając
tyłki proszą się o kopa
zauważyłam, że przez cały czas
patrzysz na moje piersi, to mnie
krępuje but I have got to tell
you what I think – jestem dziennikarką
czy chce mnie wyruchać?
are you the hooker with the heart-of-gold?


Przyszli obalić rząd

Spotkali się na United Nations Plaza
w najbogatszym stanie Ameryki
policjanci na koniach i nogach
tajniacy i psy policyjne
suki tarcze i pałki
oni bronią rząd i państwo
ład i porządek
dobrze opłacani ogoleni i najedzeni
z łatwym dostępem do lekarzy i edukacji
czujnym okiem własnym i kamer
obserwują tłum a raczej zbieraninę
niezadowolonych i pokrzywdzonych
dynastia bezrobotnych bezdomnych
bez szans na podwyżki domaga się
lepszego życia godziwych warunków
tańszej opieki lekarskiej i lekarstw
ich największą armatą w tej wojnie
są krzyki i skandowania
tańsze mieszkania tańsze mieszkania
domagają się większego zainteresowania
państwa ich problemami
rody biedaków od pokoleń
jak stara płyta powtarzają to samo w kółko
krzyczą przez megafony:
dajcie mam większe zasiłki
dajcie mam większe zasiłki
a będziemy jeszcze bardziej się pieprzyć
ale pozwólcie mam żyć w godziwych warunkach
- drzwi do których tak się dobijają
to rząd który podejrzliwie
patrzy na nich przez judasza -
tłum woła otwórzcie nam drzwi
rząd spokojnie pyta - do jasnej cholery
kim jesteście?
tłum odpowiada– naród
czego chcecie pyta rząd?
tłum głośno odpowiada
wypierdolić was z urzędów -
po dwóch godzinach pokojowych
demonstracji czas na protest minął
muszą się pokojowo rozejść
teraz siedzą na murkach częstują się
papierosami, piją piwo z puszek
ukrytych w rękawach
ich bomby spuszczone na rząd
z późnym zapłonem jeszcze nie wybuchły
powoli rozchodzą się po okolicznych barach
i knajpach tam przy whisky i martini
omówią dalszą strategię rządu
o tym pieprzeniu się wszystkiego
ze wszystkim


Wang And Li Hotel

Dla tych co nie mają czasu
na chodzenie i tańczenie
kupowanie kwiatów prezentów
picia kawy miłe słówka
jest Wang and Li Hotel -
szybki numer na saddle-up
or hand job or oral sex -
miała szczęście ją wybrano
rozczochrana czarna grzywka
głowa unosi się w górę w dół
grzeczna dziewczynka wyrywa
chwasty na polu za jedzenie
pochylona głowa i myśli
o domu w Sichuan -
czuje się trzy razy bardziej samotna
wspomina tęskni za tym co zostało daleko
zamyka oczy i widzi księżyc
nad Jinsha River
matkę z igłą w ręce cerującą ubrania
trawy na bezkresnej równinie
jesienną burzę - piorun - wielki pożar
wiosną trawa dochodzi do bram miasta
tam ludzie rozpalają ogień na łodygach
strąkach gotują fasolę
ta krzyczy w garnku
jesteśmy z tego samego korzenia
dlaczego mnie torturujecie…


Półwysep San Francisco, albo
nie pokazuj mi swych piersi miła po północy

nie trzeba wiatrem być, aby na zimne dmuchać
nie trzeba chuchać, aby być hutnikiem
nie trzeba być w ulu, aby jeść miód
nie trzeba być rybą, by płynąc pod prąd
nie trzeba niczego zgubić, aby znaleźć coś wielkiego
nie trzeba być beznadziejnym, aby przy nadziei być
nie trzeba być w drodze, by o drogę pytać
nie trzeba być aniołem, aby dostać po skrzydłach
nie trzeba być łysym, aby nie mieć grzebienia
nie trzeba jeść cukru, aby słodkim być
nie trzeba być królem, aby iść tam piechotą
nie trzeba zębów, aby gryźć
nie trzeba być żarówka, być świecić w ciemnościach
nie trzeba jechać do Kalifornii, by jeść kalafiory
nie trzeba mieć psa, by być oszczekanym
nie trzeba być szalonym by szaleć
nie trzeba mieć giętkiego języka, aby napisać co pomyśli głowa
nie trzeba być na szczycie, aby szczytować
nie trzeba być w dolinie, aby mieć doła
nie trzeba drążnic psa, by być pogryzionym
nie trzeba być kamieniem, by mieć kamienne serce
nie trzeba śniegu, by być bałwanem
nie potrzeba być strażakiem by to olać
nie trzeba być hydraulikiem by podnieść ciśnienie w żyłach



Adam Lizakowski
(ur. 1956) – poeta, tłumacz, fotograf. Urodził się w rodzinie żołnierza, uczestnika walk o Berlin, osadnika wojskowego. Lizakowski debiutował w roku 1980 w ogólnopolskim Tygodniku Kulturalnym, dzięki poecie Tadeuszowi Nowakowi, który w swoich utworach poruszał tematykę chłopską. Od 1981 roku Lizakowski przebywał poza granicami kraju. Studiował na Columbia College Chicago (BA) i Uniwersytecie Northwestern w Chicago (MA). Jest członkiem redakcji studenckiego kwartalnika „TriQuarterly Online”. Tłumacz poezji amerykańskiej m.in. Walta Whitmana, W.C. Williamsa, Allena Ginsberga, Langstona Hughesa, Carla Sandburga, Roberta Pińskiego i Boba Dylana. Także z angielskiego przełożył ponad 50 wierszy chińskiego filozofa i poety Lao Tse, oraz wiele wierszy perskiego poety z XII w. Rumiego. Był wydawcą kwartalnika „Dwa Końce Języka” w Chicago oraz redaktorem naczelnym miesięcznika „Razem” wydawanego w San Francisco. Przez wiele lat publikował wiersze w paryskiej Kulturze. W 2016 powrócił do Polski. Jest autorem ponad tuzina książek m.in. Złodzieje czereśni, Jak zdobyto Dziki Zachód czy Pieszycka księga umarłych.

Comentarios


bottom of page