top of page

Jonáš Hájek – siedem wierszy



Cośmy widzieli


Widzieliśmy gospodarza, który kończy z owcami,
ponieważ nie ma siana. Owiec nie będzie.

Chcieliśmy się pocałować pod wiśnią,
ale przekwitła. Karela Hynka Máchy nie będzie.

Widzieliśmy wioskę-widmo w polderze powodziowym, 
zostawione tuje, krawędzie ogrodów bez domów.

Niespokojne gawrony w koronach drzew.

Widzieliśmy, że to liryka przyrody jest najbardziej zaangażowana
i że jesteśmy jej winni przeprosiny.


Za Jiřím Rulfem


A potem zadzwonił dzwonek –
historia jest kontynuowana.
Świeży wiatr
przyniesie państwowość w proszku.
We wnętrznościach
zakrzyknie krew.
Tego miodu, co ukradniemy,
jeszcze nikt nie jadł.
Nawet ten gość od pijaru,
który wymyślił
świętego Nigdy.


Ci sami                  


Och, kto wie czym wypchane walizy,
które musimy czasem wlec!
Jak rzymski legion
nieustannie w drodze 
mało nie wyzioniemy ducha i nie urwą się uchwyty.
I na basenie gdzieś w głębi krajubeztroscy, niewinni, prężni ludzie
w zbiorowym okrzyku,    
który powoli przelewa się przez jesiony letniego popołudnia.


GH Flora


Kiedy ci będzie świeża absolwentka
z bladym uśmiechem podawać lody,
nie mów o braku gorliwości;
lepiej powąchaj jej palce,
którymi przed chwilą dotykała łona.
Tyle jest miejsc, w których absolwentki
z nieśmiałym uśmiechem podają lody
i rzeczywistość słodko się rozpada.


Wieści z terenu


Trzy tysiące jeleni,
Dokładnie tyle samo danieli, słonek i kuropatw.
Dzików dwa razy więcej,
saren dziesięć razy.
Ćwierć miliona zajęcy,
bażantów trzy tysiące kop,
osiemdziesiąt tysięcy lisów.

Takie są tej zimy, litości, łowieckie zasoby.
Czesi znów będą ssać z cycka Roberta de Niro.


Pomnik Svatopluka Čecha*


Jasne,
patrząc na pudełka po pizzy,
na psy biegające w przeciwpożarowym zbiorniku,
glediczja trójcierniowa traci wody gruntowe
z powodu otworów wentylujących metro,
rozwódka chodzi w kapciach do znajomego,
poeta pracuje w magazynie dekoracji i rozbiera
niebo w Narodowym, straszliwie jasnoniebieskie,
mamy trochę zastępczych korzeni
i życiowych funkcji, zastępczy społeczny byt?,
jak powiedzieć naród i nie czuć się przy tym dziwnie?,
w internecie mnożą się cytaty o niepewnym pochodzeniu,
trzeba chronić ducha,
kiedy powiem chronić, już mam w ręku pistolet maszynowy i rozkrajam dzieci,
do okna w środku Pragi wpada zapach wyludnionych wiosek,
nie czytałem Svatopluka Čecha,
pożyczyłem książkę, ale je trzeba
wybierać, koordynować, generować obroty, krążyć,
postać z brązu pod przerzedzonym klonem spogląda w dół
na cały spust, cenne drzewo
pozdrawia skrócone telomery,
drewno, woda i kamień pozostają obojętne
aż po wiek plastiku. 

* Czeski pisarz, poeta i dziennikarz żyjący w latach 1846-1908.

Piekło nad Zdobnicami


W tym kraju, w którym nic nie grozi,
gdzie na zmianę śpią rozum i wyobraźnia,
a krzyki przekupniów są tylko tak jakby,
zakwitła skryta namiętność imperatywów.

Myśliwi i babcie zielarki wyszli z mody,
więc diabeł wciela się teraz w coacha,
w końcu kto by sobie dawał radę zupełnie sam?

Nic ci nie grozi: wytwarzasz pluszowe kopyta,
nie będziesz artystą w środkach transportu,
i z każdym krokiem zdecydowanie wypełniasz
biografię, która może być twoją.

przełożył Karol Maliszewski






Jonáš Hájek (ur. 1984) – czeski poeta, przetłumaczony na kilka języków. Studiował muzykologię na Uniwersytecie Karola w Pradze. Autor tomów Suť (Gruz) i Vlastivěda (Nauka o kraju ojczystym). Laureat nagrody J. Ortena (2007). Mieszka w Pradze. Jego wiersze były publikowane w „Poboczach” (w przekładzie Franciszka Nastulczyka) oraz w „8. arkuszu Odry” (w przekładzie Zofii Bałdygi).





Comments


bottom of page