top of page

Znaleziono 251 elementów dla „”

  • Genowefa Fijałkowska-Jakubowska – wiersze

    Akacja umarła to musiało być zimą wojenną tego roku w tamtym jeszcze kwitła w czerwcu (też była już wojna) mimo to zapach łagodził moją skórę jak olejki eteryczne teraz kikuty spalonych gałęzi ranią zmierzchy noce poranki dni i mnie żurawie przeleciały nad ukraińską strefą wojenną dalej lecą do gniazdowania Spokojnie następny dzień jeszcze oglądałam film Iceman skończył się po dwudziestej drugiej już myślałam że po dwóch bezsennych nocach zasnę tylko wpadałam w następne fazy snu paradoksalnego ani sen ani jawa Ryszard Kukliński (jeszcze był taki szpieg i inni) zabił około 200 osób na usługach mafii wieszał na sznurkach do prania koty patrzył jak umierały został skazany na dwa dożywocia ja na jedno Otwieranie chmur cienka stróżka krwi słońca granat nieba moje starcze żyły pękają boli dotyk nikogo koniec nocy świt następny dzień jutro będzie wczoraj kartki z listą zakupów w kuchni od trzech dni może przyjdzie Alicja Weronika (wnuczka) kupuje dla mnie kalendarze na Boże Narodzenie w tamtym roku był van Gogh mistral wiał przez cały rok kartki wierszy wieszały się na drzewach zrywały ostatnie wersy w tym roku kupiła Amedeo Modiglianiego patrzę na kalendarz i w lustro mam oczy w kształcie migdałów szyję wygiętą jak niemy łabędź na ostatni mój wiersz wykaszlał Amedeo gruźliczą krew Wiosna 2023 mirabelka zakwita w marcowe burze śnieżne wiruję w płatkach śniegu w nocy po bezśnie rano nałykałam się leków na bezsenność (przeczytałam stosowanie i przeciwwskazania stos papieru jak przymierzyć do okna to zasłoni) będzie może noc dzienna ryzykuję mieszam benzodiazepin z innymi alkohol mnie dobija w końcu śpię śni mi się noc dzienna polowanie stada lwów na żyrafę żarłoczna rozgwiazda oceanów Środa Popielcowa wczoraj zrobiłam sałatkę ze śledzia dzisiaj dzień bezmięsny posypię czoło popiołem z popielniczki kiedyś byłam pokorna przed ołtarzem na kolanach teraz na obiad mam kotlet schabowy z kapustą Poetka ma chorobę dwubiegunową tak pisze na fejsie (ja chyba też) rzygam marynowanym podgrzybkiem mam biegunkę po jogurcie poetka na terapii ja siedzę na kiblu trzymam w dłoniach rumiankowy papier toaletowy na wszelki wypadek Musimy się oswoić (jak piszesz w mailu) ja się boję ty się boisz już nie farbuję włosów i wypadł mi ząb wszystkie twoje fotografie nabierają koloru sepii nasze spotkania deskę serów którą podałaś do białego wina chyba nie trafię do ciebie ukrywam się przed starością jak pies przed burzą w łazience nadchodzi cyklon Ulf Poniedziałek obcinanie paznokci w nogach moczę stopy w misce w pokoju przed telewizorem leci film o Marii Konopnickiej nie wiedziałam że urodziła sześcioro dzieci i znała języki obce że jej wiersz Rota miał być hymnem Polski po godzinie moczenia zaczęłam obcinać paznokcie do krwi stać mnie na pedicure ale wstyd mam grzybicę stóp jeszcze inne alergie w dzieciństwie miałam wszy później świerzb i wszy łonowe Kiedyś napiszę piękny wiersz o miłości będzie w kolorze ultramaryny z okruchami lapis lazuli zrodzi się ten niebieski kolor aniołów i Matki Boskiej przed końcem wiersza zrobię sobie harakiri nożem gerlach w kuchni Sobota przed oknem osiedlowa uliczka samochody parkują za szybą trawnik tabliczka: sprzątaj po swoim psie szlaban kolejowy (kiedyś pod pociąg wpadła dziewczynka) teraz pociągi wożą powietrze zamknęłam okno psy ujadają na smyczach bolą mnie nogi stoję od rana jak żona Lotha przed oknem odwracam się w stronę balkonu tam Sodoma i Gomora i trzeci pokój Bezsenność nie liczę baranów to nic nie da prochów na razie nie biorę zapalam papierosa co godzinę i chodzę sikać co godzinę zaczynam odliczać mężów kochanków innych przypadkowych mężczyzn i nie śpię nie śpię nie śpię Po świętach żarcie się marnuje mandarynki zakwitły pleśnią chleb kapusta z grzybami i grochem fermentuje (groch pęcznieje wypuszcza listki) jeszcze przyjdą królowie przyniosą dary przeterminowane z supermarketów w kościołach będzie mira kadzidło i złoto nie jestem pewna ale chyba mama (pamięć mi się plącze) umarła w Trzech Króli to była komuna nie było święta teraz PIS wrócił nam orszaki wypierdala do Białorusi z Polski matki i dzieci Wyszli poeci jeden był z żoną drugi bez (wyniósł moje śmieci) potem przyszli Jehowi kiedyś chodzili z biblią teraz napierdalają z tabletu samsung przepowiadają wojny zbrodnie gwałty zbawienie w Jezusie i koniec świata Kurczę się na starość buty za duże dżinsy spadają z bioder usta jak żyletki zmarszczki spękana Dolina Śmierci noce kończą się o trzeciej nad ranem wstaję zapalam światła w pokojach jestem mniejsza coraz mniejsza jak embrion bez twarzoczaszki czekam na śmierć płodu i swoją Julia P. wydaje wyroki Spadł pierwszy śnieg będę się bała wyjść schody oblodzone chodniki ulice nie będę ubierać butów gdy już będę musiała wyjść z odpadami bio pójdę boso lód będzie miękki chłodny jak leśny mech będę miała wizje łabędzie będą płynąć w zamarzniętych kałużach w moich żyłach Są dni w które wynoszę na śmietnik zgniecione butelki po wodzie mineralnej metal puszki po piwie noże żyletki nożyczki papier wiersze listy dyplomy rekomendacje na chuj mi to teraz w noce bezsenne majaczę o kochankach którzy umarli o mężach (było dwóch) kochanków liczę jak barany żeby zasnąć Noce z pół snów kot mnie budzi czule o trzeciej nad ranem otwieram balkon gwiazda poranna zasypiam jeszcze coś mi chodzi po twarzy może spadają moje siwe włosy sen z Kobietą w ogniu mi się śni w następnym śnie znowu coś chodzi mi po twarzy zapalam światło w łazience szukam wszy we włosach przed lustrem Genowefa Jakubowska-Fijałkowska (ur. w 1946 roku w Mikołowie) - wydała tomy wierszy: Dożywocie (1994), Pan Bóg wyjechał na Florydę (1997), Pochylenie (2002), Czuły nóż (2006), Ostateczny smak truskawek (2009), Performance (2011), ze mnie robaka i z robaka wiersze/ of me a worm and the worm verses (2012) Paraliż przysenny (2016), Rośliny mięsożerne (2020), Wiwisekcja (2023), a także wybory: polski i wtedy minie twoja gorączka (2010), czeski Něžný nůž (2011) i niemiecki Posie sitzt nicht in der Sonne (2012). Publikowała również w antologiach w Polsce i za granicą. W 2021 roku została wydana monografia jej twórczości Światy poetyckie Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowkiej. Dwukrotna stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nominowana do nagrody Śląski Wawrzyn Literacki (2012), finalistka nagrody Nike (2017), nominowana do nagrody literackiej m.st. Warszawy (2021) i laureatka nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2021).

  • Grzegorz Wróblewski – trzy wiersze

    Rafy koralowe Zapamiętaj dokładnie imię, nazwisko i miejsce urodzenia. Zwłaszcza podczas nurkowania wśród koralowych raf. We właściwym momencie podasz swoje dane głodnemu rekinowi. Na pewno się nimi mocno zainteresuje. Pollock/Norwid (rezultaty) Podobnie jest z pisaniem wierszy & tworzeniem akrylowych prezentów dla znudzonych życiem siostrzeńców… Malujesz słowa i masz sen o polujących na sawannach spoconych, dwunożnych przodkach. To się w dawnych & współczesnych definicjach, nazywało: podróżami w przeszłość, czyli wizytami w świecie przerośniętych żółwi. A potem ludzie i tak plują na jedno i na drugie. Sahara Kiedyś natknąłem się na Saharze na osadę, gdzie przebywało kilka biednych rodzin. Ich wielbłądy odpoczywały w dziurawym namiocie. Jedliśmy daktyle… Gwiazdy były na wyciągnięcie dłoni, a my uśmiechaliśmy się do siebie bez słów. Teraz, po wielu latach, gdy obrazy z przeszłości powoli rozmywają się w moim umyśle, nagle wyraźnie widzę niekończący się ocean piasku i przeszywające mnie na wylot spojrzenia tych ludzi. Coś nas wtedy połączyło na zawsze. Grzegorz Wróblewski (ur. 1962) - artysta wizualny, autor książek poetyckich, prozatorskich i dramatów; m.in. Ciamkowatość życia (1992/2002), Planety (1994), Dolina królów (1996), Prawo serii (2000), Pomieszczenia i ogrody (2005), Hologramy (2006), Noc w obozie Corteza (2007), Nowa kolonia (2007), Hotelowe koty (2010), Pomyłka Marcina Lutra (2010), Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Gender (2013), Kosmonauci (2015), Namiestnik (2015), Choroba Morgellonów (2018). Implanty (2018), Miejsca styku (2018), Pani Sześć Gier (2019), Runy lunarne (2019), Tora! Tora! Tora! (2020), Cukinie (2021), Letnie rytuały (2022), Niebo i jointy (2023). Tłumaczony na kilkanaście języków, m.in. na język angielski, zbiory: Our Flying Objects – selected poems (2007), A Marzipan Factory – new and selected poems (2010), Kopenhaga – prose poems (2013), Let’s Go Back To The Mainland (2014), Zero Visibility (2017), Dear Beloved Humans (2023). W Bośni i Hercegowinie Pjesme (2002), w Czechach Hansenovic vana (2018). Udział w licznych wystawach zbiorowych i indywidualnych (malarstwo, mixed media, instalacje) w Polsce, Danii, UK i Niemczech. Książka asemic writing Shanty Town (Post-Asemic Press, USA, 2022), książka-obiekt z poezją wizualną Polowanie (Convivo, 2022). Mieszka w Kopenhadze

  • Miłosz Biedrzycki (MLB) – pięć wierszy             

    ( ) (nieupragnione) koło roweru i mokra szyna (lecz skoro) poczucie zawieszenia w przestrzeni (ale) dokładnie na swoim miejscu (i) bez krztyny spiny przez trzeń sunięcie szkoła podoba mi się jak mieszkańcy brooklynu uprzejmie ignorują istnienie manhattanu za rzeką czy my musimy wciąż o tym jednym mieście na drugiej półkuli podoba mi się jak mieszkańcy łoniowej uprzejmie ignorują istnienie jadownik w muzyce naszego zespołu w muzyce naszego zespołu pojęcie pomyłki nie funkcjonuje są tylko zbiegi dźwięków mniej albo bardziej szczęśliwe dziewczyna mówi do dwóch innych już ogarnęłam jak postępować z tymi ziomkami ale przejeżdża hałas i nie dowiaduję się jak naprawdę nie zdarzyło się dziś nic fajnego? męczy i dręczy ojciec przedszkolaka aż tamten wreszcie mówi było coś fajnego: wymieniłem się z kolegą za euforię nie chciałeś euforii? dopytuje ojciec nie no właśnie wymieniłem się za euforię czymś innym a to w porządku co wolisz każdy z nas żył w swojej studni jedne były po prostu bardziej oderwane od innych niż inne co wolisz: fantomy udające migi czy migi domalowane w komputerze? prawdziwą obecność nieprawdziwych rzeczy czy nieprawdziwą prawdziwych? chudszą Jenny Connelly czy pełniejszą McGillis Kelly a obie jako rozbudowane tło dla uczuć prawdziwych do nieprawdziwości przebywania na delegacji na 118. piętrze w Carltonie-Ritzu jamce w ziemi kartonie z ryżu poszło w pięty stóp metrycznych słabych w punkt porozumieć słowami które coś znaczą nie tylko młócą powietrze chodzi oto chwytanie chwil badanie jesiennego światła Miłosz Biedrzycki (MLB) (ur. 1967) - pisze wiersze po polsku. fot. Ewa Kotarbińska

  • Karol Maliszewski – pieśni wariatek i wariatów

    (teksty skomponowane z fragmentów utworów nadsyłanych do rubryki „Pocztówki literackie” w miesięczniku „Odra”) . czyta wszystko co ukazuje się na niebie i mówi nie to jeszcze nie poezja to na razie zwykłe chmury . delikatne muskanie twoich warg sromowych to były czasy a teraz co ca. canapa cannabis canal plus . a obok kolejne pokolenia kruków i żuków i małp za prętami klatek a jakie światło odbija się od naszych prętów . delegowana śmierć właśnie wraca z delegacji zobaczcie . chyli się lipiec i zabiera nadziei naszych cały pęk tu mi zabrakło pomysłu może pan coś panie karolu . deszcz pada ty robisz swoje deszcz pada ty robisz swoje deszcz pada ty robisz swoje ale będą pamiętać tylko ten deszcz . jestem częścią rodu i nigdy nie wyjdę poza ród młodzieńcze marzenia poszły się jebać apokalipsa poupadały salony tatuażu nasza młodzież wyszła z kryminału skończyło jej się ciało zabrakło na nim areału . kim jestem i czy jeszcze na jawie? może coś mnie pożarło i teraz śpi w trawie? erotyk wiem twoim celem spuścić się we mnie ale ja chciałabym czegoś więcej . miał być żydem i jeszcze dziewczynką czyli całkowity dramat ale matka do tego nie dopuściła milion kobiet tyle państwu brakuje, gdyby państwo tyle miało, produkcja by nie spadła, wystarczyłoby żołnierzy i robotników oraz rolników dla zapewnienia dalszej przyszłości, bliższa przyszłość zieje czarną dziurą, podobną do tych w kosmosie, jesteśmy bliżej gwiazd niż sądziliśmy, tego nie robi się państwu Nie jest On nie kocha zwierzątek Nie głaszcze traw ze wzwiedzionym członkiem Nie jest jednym z nas. . kocham twoje ubrania kurtkę prosto z wiatru spodnie z mokradeł uświnioną koszulkę i kiedy klamerką wpinam się w mokry biustonosz uśmiecham się do słońca . trawa nieporuszona twoimi zwłokami niczym prócz suszy komu te jabłka spadają komu schną ostatni ślimak przeżegnał się spłonął tamte ciche eksplozje już nas nie dotyczą zagospodarowywanie ziem zachodnich słowem, obrazem i dźwiękiem prr prr prrr! (na razie dźwiękiem, na resztę czytelnik musi poczekać) . w tym roku bez jachtów, damy sobie spokój z luksusowymi prostytutkami, zrezygnujemy z zakupu kolejnej wyspy, z pogardą odniesiemy się do propozycji generowania zysków, niczego nie będziemy generować, wstrzymamy wszystkie budowy, będziemy tylko chcieli mieć w plecy zwykły wiatr . wyłoniłem się z piany bo ojciec był pijany, kim jestem poza tym, że prawdopodobnie afrodytem . złamał pióro pisał jego skrawkiem i to była literatura na całego . pieśni wariatów i wariatek co już zapełniają rozpędzony statek zostawiają za sobą rodzinę dostatek co zawsze były bez ojców bez matek to są ich pieśni nie cudze co pan o tym sądzi i co skreślić pewnie końcówkę bo pan tak zawsze jak zauważyłam Karol Maliszewski (ur. 1960) – dr hab., pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr. Opublikował kilkanaście zbiorów wierszy i książek prozatorskich, m.in.: Nasi klasycyści, nasi barbarzyńcy, Zwierzę na J. Szkice o wierszach i ludziach. Nowa poezja polska 1989–1999. Rozważania i uwagi, Rozproszone głosy. Notatki krytyka, Po debiucie, Pociąg do literatury. Ostatnio wydał: Piosenka o przymierzaniu (2019), Bez zaszeregowania. O nowej poezji kobiet (2020), Czarownica nad Włodzicą. Baśnie z i legendy z Nowej Rudy i okolic (2021). Mieszka w Nowej Rudzie.

  • Roman Honet – trzy wiersze

    park, pokarm nie zatrzymam się tu już, aby popatrzeć na park okryty śniegiem i głowy mężczyzn grających w warcaby, piękne o zmierzchu. i ręce, wyciągnięte nagle przed siebie (są moje, moje!), albo kształt i gęstość, jakie przybiera ciało wobec żartów krwi: wrak, eksponat, smar – może to zapamiętam na zawsze. nie na zawsze – tutaj, i śpiewanie śniegu: ja jestem pokarm w ustach tych, którzy milczeli, i kamień w ustach tych, którzy mówili, chociaż nie mieli nic do powiedzenia tutaj, daleko może to pokarm w ustach, może czas każdej poprzedniej wiosny wokół mnie. także tej, gdy widziałaś nie pamiętam co, także tej, kiedy jadłaś własny język, żeby on mówił – pozwalam ci na cień, żeby on mówił – pozwalam na ciało (żebyś je miała najpiękniejsze, ty), wspinające się po to, czego nikt nie ma i mieć nie będzie – nieśmiertelność, trzask bata we krwi, w niej tarzające się zwierzę, szczęśliwe, spełnia się baśń, którą wymyśliło. tak więc dlatego – ciało czyste to bat, zwierzę, ucięty język, dlatego być szczęśliwym to być tutaj, być nieśmiertelnym to być daleko prędkość, żart dla Ozo być nieśmiertelnym to być szybciej niż ciało, całe z roztrąconej krwi, i niż promień, cały ze środka. dlatego świerszcze w trawie, brud w oczach i to zaklęcie – nie może być tak, że cię zastąpię. są obietnice, które składa się późno, zbyt późno. jak ta, że zapomnę kiedyś twoje „o, zobacz!”, twoje „o!” i „o!” i twoje „piii” w zaroślach nad rzeką. i szepnę – tak nie było. i być może stąd to moje tutaj śpiewanie o tobie, zaklęciach, świerszczach, i nieśmiertelni, oni muszą być szybciej i szybciej, dlatego każą czekać tak długo Roman Honet (ur. 1974) – poeta, w zeszłym roku wydał tom wierszy żal może on, współredaktor Antologii nowej poezji polskiej 1990-2000 (2000). Laureat Nagrody im. Wisławy Szymborskiej 2015 za tom świat był mój. Tłumaczony na czeski, hiszpański, litewski, turecki, niemiecki, norweski, słoweński, angielski, ukazał się wybór jego poezji w języku rosyjskim Месса Лядзинского (Msza Ladzińskiego) przeł. Siergiej Moreino, Moskwa 2017, tom w języku ukraińskim Світ належав мені (przeł. Iurii Zavadskyi, Tarnopol 2019) i serbskim Svet je bio mój (przeł. Biserka Rajčić, Belgrad 2021). fot. Katarzyna Szweda

  • Krzysztof Siwczyk – sześć wierszy

    Obowiązki moralne Jebać Wypierdalać Można też krzyczeć ciszej Dosadniej Sadistic.pl Zrewoltowane porty USB Nie mogą odnaleźć urządzenia świata Sztuczna inteligencja Dyma Buczę papież Raz jeszcze Nie lęka się Krytyka Władzy Sądzenia Dziennik księgi rodzajów Pierwszego dni nic nie zapowiadało dalszego rozwoju wypadków. Najbardziej zajadłe istnienia walczyły dalej. Nagle nastała cisza. Na horyzoncie zajętym niemym ogniem pojawił się kształt cienia popiołów. Koniec końców zrodził dwa rodzaje ulgi: historię i rozkosz. Skalpy i opiłki wpadały w oko. Przez ekran powtórzenia węglone skóry sięgały nie dalej niż jutro po wszystkim. Rękopisy Biblioteka stoi jak stała w kompleksie edukacji. Na regałach trochę czytanek, elementarz młodego technika, fakty i mity po poprzednim wieku, puste okładki po ćwiczeniach z wiedzy nabytej na lekcji zniknięcia. Młodzi nie chcieli wyjeżdżać, starzy rwali jak perz z chodnika, trzymali się betonu, skrobali denkami butelek zaklęcia: imię plus imię równa się miłość. Wyroki są jednak inne. Nie wrócili po siebie, zostały nieme inicjały: od zawsze do nigdy. Widać ich dziś przez satelity. Wydeptane, wąskie przejścia między grządkami, barwny labirynt na mapie ukształtowania terenu, wreszcie czerwona chorągiewka jak semafor zatknięty na szrocie ciał. Przepuszcza skład dalej i widziadła oddalają się i powiększają do niebotycznych rozmiarów, ruszają się litery, szeroko otwarte hasło dostępu, wszystkie książki płoną w swoim czasie, są z nich ludzie. Allonim Wykon i zgon Porodówka Duże młode Szczujstwo Od rana odnowa Modlitwa Fach w ręku Komitywka Medycyna pracy Liposukcja i sukcesja Nakładki na sracz Mistyka i zapomnienie Wreszcie samo wszystko Jedno pytanie na ustach Za jakie grzechy Tak właśnie Wiersze pochodzą z tomu Ludzie z taksydermii, który ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego w 2024 roku. Krzysztof Siwczyk (ur. 1977) – poeta, eseista. Autor około dwudziestu książek o różnym charakterze gatunkowym, z których ostatnie to Krematoria III (Austeria, Kraków 2022) oraz Sygnał w zenicie (Austeria, Kraków 2022). Mieszka w Gliwicach. fot. Lorenzo Castore

  • Piotr Gajda – cztery wiersze

    Drzwi do lasu Masz duże ubytki w uzębieniu, Hobbicie. Tak, bo znaczyłem nimi drogę powrotną, żeby nie zabłądzić w lesie jak Tomcio Paluszek, któremu okruszki chleba wyjadły ptaki. Mordoplan Szóste masowe wymieranie gatunków. Państwo łoży na każde dziecko. Jednak już na początku dwudziestego wieku wiele wskazywało na niewesołą przyszłość innych ssaków, ponieważ od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku do roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego nastąpiło podwojenie się liczby ludności świata. W związku z tym należy stymulować wykorzystanie technologii. Wszystko to, co rutynowe zostanie zautomatyzowane. Aktywność ludzi będzie się koncentrować na tych wymiarach, w których jest ich trudno zastąpić, a więc opartych na wyobraźni oraz empatii. A gdyby przyszłe matki zaczęły rodzić cielęta nosorożca czarnego? Dzikiego przedstawiciela ostatni raz widziano w Kamerunie w dwa tysiące szóstym. Pegaz był wizytówką Opoczna Wiemy, z kim chciałeś rozmawiać, i kto od ciebie nie odebrał, ani nie oddzwonił. Człowiek jest fabryką drobnoustrojów. Poeta jest zakładem wiersza. O tym pamiętaj. Spod lodu Nie należy oglądać hollywoodzkich filmów. W fabule A.I. Sztuczna inteligencja jest taka scena: robotyczny niedźwiadek siada na łóżku Dawida i pani Swinton, którzy zasnęli snem wiecznym. Tylko on nie będzie spał. Przez wieki nie zasną – pluszowy miś z dzieciństwa i jego smutek. Piotr Gajda - poeta. Opublikował dziesięć książek z wierszami. Uparty.

  • Wojciech Brzoska – cztery wiersze

    żywioły najczęściej przytulam się do ciebie w powietrzu i w wodzie. tam chyba czuję się najmniej pewnie. na ziemi staram się złapać równowagę. żeby nie strawił mnie ogień. *** śpiąc, zgięta wpół, w samolocie jesteś kotem. palcami u stóp ugniatasz podłogę. i kiedy głaszczę cię po grzbiecie - zapewne mruczysz. tylko silnik zagłusza. fuertemuerte w swoje urodziny mówisz: skoro bańki mydlane tak długo utrzymują się na wietrze, nic dziwnego, że przyjeżdżają tu surferzy. bawisz się przy tym jak dziecko. na wyspie zakwitły pierwsze rajskie ptaki, a my po wielu kilometrach robimy się coraz lżejsi. wydaje się być tak krucho, że ktoś jednym haustem mógłby nas zdmuchnąć. kuchnia polska pierogi ruskie placek po węgiersku ryba po grecku fasolka po bretońsku Wojciech Brzoska (ur. 1978) - poeta, autor jedenastu książek poetyckich, m.in. Niebo nad Sosnowcem (2001), Przez judasza (2008), Drugi koniec wszystkiego (2010), Plejady (2021) oraz Senny ofsajd (2022). Nakładem Biblioteki Śląskiej w Katowicach ukazała się monografia i wybór wierszy: Poetyka ucha. O wierszach Wojciecha Brzoski. Jego utwory były tłumaczone na: angielski, niemiecki, czeski, słowacki, słoweński, serbski, hiszpański i ukraiński. Brzoska jest również wokalistą w zespołach: Brzoska i Gawroński, Brzoska Kolektyw oraz Piksele. Zawodowo był związany z więziennictwem. Obecnie major w stanie spoczynku. Organizator spotkań literackich oraz koncertów. Pomysłodawca adresowanego do więźniów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jeana Geneta. Mieszka w Katowicach. Strona autorska: www.wojciechbrzoska.pl

  • Anna Matysiak – wiersze z przylądka

    Cud w Gargano Na górze Gargano, przed grotą, cudem odnalazł się zbiegły byk. Należało wyskubać mu archanioła ze zrogowaceń. Przeżuwać w dni powszednie, w święto łykać. To wszystko trafia do kanałów w misterium wielkiej płuczki. Zrywa się tylko raz: w pękaniu haków, ucieczce z transportu, galopadzie przez miasto, forsowaniu rzeki, pruciu zasieków, z niewiarą w Wielką Chłodnię. Atakama Piasek na skoblu, zaspany altannik, na postoju zaskrońce, nagrzany moment obrotowy. Ratujemy jeże z gorącego asfaltu, nie dojedziemy na pierwszy semestr. Wysokie napięcie Przestałam liczyć obtłuczone izolatory. Przewody rozgryzły język. Tutaj słupy są inne, nieorganiczne, ale mają pakt, trzymają kwity, mnie w garści, odbezpieczone potencjały, żebrowanie. Akcent Nad ranem pytanie o pismo, przytaknąć, że alfabetyczne, w takim razie natychmiast żądanie pozycji, namiarów, diakrytów. Szybko podaj pierwsze, co przynosi język, zanim wysklepi grotę. Druciki Nadzy miedziankowie porzuceni na płytkach Canaveral. Wrócimy po was. wiersze z książki Przeczuwam słodycz (Dom Literatury w Łodzi, 2023) Anna Matysiak (ur. 1967) – autorka książek poetyckich, m.in. Tyle nieznanych ryb (2018), Tiergarten (2019), Wsobne maszynki (2020), Na setkach wioseł (2021), Komandor Rattus (2022) i Pojedynka (2023) oraz zbioru małych próz Spacja. Notatnik redaktorki (2019). Redaktorka, czasem tłumaczka, prowadzi własne wydawnictwo Convivo, zajmuje się fotografią artystyczną.

  • Maciej Woźniak – notatki z upalnych rekolekcji kreteńskich

    I. Gdańsk – Heraklion Lot im się spóźnia, warują airbusy żłopiące ropę, po nich potop choćby, a potem wiszą w powietrzu za ciasnym, brukując niebo swojej mitologii. Drży mglista bryza i sypią się freski z rżenia motorów, piłowania cykad spod ręki czułej jak Morze Egejskie i mocnej jakby chciała pieścić byka. Śniady Minojczyk, przed nim choćby potop, wiezie ich nocą do ich czterech gwiazdek, milcząc o ojcu, który rządził w Knossos: są w tym milczeniu wyrazy pogardy. Mityczne pompy tłoczą podprogowo botoks w baseny, statusy i usta, ołtarz kurortu – tutaj dzieci złożą, aby nakarmić swoje głodne bóstwa. II. Agios Nikolaos Aspirując do bycia glonem logującym się w słońcu, ale też między twarzami, bo tylko tam ceremonia z człowiekiem wielkości owocu oliwki w wielkich mieszalniach lotnisk, restauracji, hotelowych kąpielisk ma wymiar sakramentalny. Inaczej upalną ulicą idziesz jako nikt i tylko dlatego, że jesteś nikim, możesz pogadać wzrokiem ze sfatygowanym grajkiem z buzuki jak bandżo Grzesiuka. Wiktoriańskie maziaje Evansa w minojskim pałacu, knajpy na malowniczych szczytach rankingów, intymnie lepkie ośmiornice dające się przełknąć chyba tylko z miłości własnej – gość bierze kilka akordów i tamto wszystko gaśnie. III. Hersonissos Freud z głową byka, zapięty po szyję w surdut upału i muchę na gardle – lecisz na ziemię, na której się żyje, lądujesz w niebie, gdzie dawno umarłeś i cię przyjmują anielskie orszaki, kąpią i poją, masują i tuczą, ale koślawe przedłacińskie znaki bluźnią pod nosem na śmierdzące truchło. Boski jest rozkład w wodach turkusowych, dudni muzyka i wionie benzyna – jesteś na wyspie, gdzie owce i kozy więcej godności mają niźli ty masz, gdy cię brandzlują ceramiczne cacka, chrupanie ostryg, mruczenie aojdów z kunsztem i troską jak rodzona matka, łeb byka czeka na topór – skądkolwiek. IV. Preveli W jądrze jasności myślę o Mekongu w objęciach głosu Jima Morrisona, przy skale-grzyb krzyżują się porządki, żywa woda ze strumienia umiera w morzu, ryba podobna do lipienia, trochę z Filipowicza, a trochę z Putramenta, sprawa jest zagmatwana politycznie, patrzy na mnie pytająco, czy aby nie jestem zbyt nieczuły dla tych palm, jestem zapachem o poranku uwielbianym przez moją córkę, tak mówię rybie mego serca. V. Heraklion Na tutejsze banany, niedopuszczalne przez Unię Europejską, natrafiamy przy kościele świętego Tytusa. Cóż to za starcie, bachiczny szał kontra tabelki microsoftu. Można powoli składać to na karb słusznie mijającego ustroju i palestyńskiego młodzieńca, który oblał organizację i zarządzanie. W słońcu ich smaku odchodzi cień jednego boga, wracają stare kadry: kulawy, rogaty, brzdąkający na cytrze. VI. Koutouloufari Restauracja „Mythos”, nazwa nieco pretensjonalna, ale reszta bez, pieczona feta z jakąś rybą grecką niewymawialną – by przejść po niej przez booking i roaming, wi-fi, szybkie frytki, klimatyzację, w sercu google maps i złapać w rękę koniec tamtej nitki, ale nie po to, żeby jeszcze raz cywilizację powtarzać jak lekcję, jeszcze raz wbijać nabożnie jej PIN: rzymskie prywatki, ateńskie erekcje, brak satysfakcji i krakowski spleen. Antyczna ryba odzywa się nagle już będąc w ustach, zdmuchuje z nich kurz srebrem powietrza i morskim szmaragdem, nie żeby jeszcze, ale żeby już. VII. Piskopiano Skąd się wzięło u Cohena to porównywanie mitologii, dowiedziałem się po latach u Margaret Atwood, jej luźne wspominki z młodości są ciekawsze od ciasnych widoków na przyszłość, co potwierdza, że nie lubi się moralistów, dlatego wolę Herberta piszącego o tym, jak się Freud z bratem wybrali do Aten, a Kazantzakis porusza mnie mocniej jako ziom na pomnikach, patrząc stąd, z dołu Europy, widzę własne życie postawione na głowie, i moje stopy tęskniące za zimnem Bałtyku. Maciej Woźniak – poeta i bibliotekarz, autor kilku książek z wierszami (wkrótce ukaże się U otwarte) oraz kilkuset felietonów i esejów o sztukach wszelakich (muzyce, literaturze, kinie, teatrze), redaktor i sprawca wydarzeń poetyckich, mieszka w Płocku i okolicach.

bottom of page