top of page

Wioletta Grzegorzewska – dziewięć wierszy



Zwijanie 

Zwozimy z pola dojrzałe makówki. Tyle fioletów w rękach.
Szeleszczące klepsydry przesiewają nas pod koniec lata.

Wózek znika za kopcem. Pędzi z górki na zbity pysk
szosy, którą remontują od miesiąca, nie pozwalając zasnąć.

Psy rozwłóczą kości po ostatnich ubojach. Obwąchują piszczele
korzeni. Tylko dąb za rzeką jeszcze się trzyma skarpy.

W kamionkach pękają wielokomorowe serca
ostrężyn. Mrówki zlizują słońce z wapiennego gruntu.

Dym przegania kawki. Winniczki płoną w tajemnych kręgach.
Zwijają się podziemne rzeki. Nic tu po mnie, mówi dziadek.


Zabawa obręczami                                                                 

                                                 Jak prędko toczy się ta obręcz, dzieci!
                                                        Tak samo pędzi czas i wasze życie.
                                                           Klemens Janicki Do dzieci bawiących się obręczą

Wieczorem zrzucamy ze wzgórza obręcze
skradzione dzień wcześniej z wysypiska.
Koła prują trawę. Koniec zjada początek.
Okolica zwija się w szprychach, uwalniając
fetor dzikich sadzawek i dołów z wapnem.

My, nastoletni, z plamkami owocówek
na umorusanych policzkach,
biegniemy na bosaka za świstem obręczy
prosto na pola rzepaku, gdzie podzielimy się
w pocałunkach gorzkimi pyłkami lebiody.
      

Raz, dwa, trzy – król patrzy 
                                                                                                                                                   
                                                                                      mojej siostrze Gosi

Dzieci, które bawiły się z nami na łące,
po latach nabrały ciała albo się go pozbyły.
Chłopak, który na serio zaciągnął się skrętem, 
zaczadził się w garażu. Tleniona Aga bierze
insulinę. Jeśli ktoś tam pozostał, skręca z igelitu
choinki. Ty jesteś teraz panią od polskiego.

Ja za kanałem la Manche jak za zieloną milą
zamieniam świat na Worda. W tle piasek
traci moc formowania. Wino nabiera mocy.
Król bawi się dalej, przerzedza nam pamięć,
krążąc coraz bliżej jak cień spadochroniarza.

      
Nad Bożym Stokiem w lipcu
 
Słońce przypina nad wodą
tęczowe broszki ważek.

Między kamieniami ślizgają się
srebrne znaki nieskończoności.
 
Dzieci budują tamę z błota,
szukają w mule skarbów,

rozdrapują strupy po komarach,
wypowiadając wojnę na rzepy.
 
Na brzegu piegowaty Charon
bawi się papierowymi łódkami.

        
Wykopki

Pole przypominało stół złotnika: 
plamy kwasów wżarte w grządki, 
odpryski rubinu w krzakach głogu. 

Facet, który nas wtedy wynajął 
za kilka banknotów z Waryńskim, 
siedział na brudnym prochowcu
i popijał kompot z metalowego kubka. 

Był półmrok, wilgoć. Dzikie oczy 
podglądały nas z kłębów perzu. 
Zanurzałam ręce w miękką ziemię,
jak rzeźnik w jeszcze ciepłą wątrobę 
i wrzucałam do kosza aksamitne bulwy.


Gwiezdne wrota

Wapno kruszy się ze starego pnia jabłonki,
która zasłonił widok na dom. Znowu śpimy na dworze.

Dwa piżmaki wyszły ze stawu. W mokrej sierści
jak w zgniecionych bombkach tli się dziwny ogień.

Leżę w pustej rynnie jak w gwiezdnych wrotach,
a ty podajesz mi do ust owocową landrynkę.


Aksamitka
                                                                                                                            
Dla Macieja

Stać się tym pajączkiem,
gdy nadejdzie lato,

ozdabiać czerwienią
szary pień topoli,

płynąć po trawniku 
na liściu jaśminu,

wpaść w futerko kota
i zwiedzać z nim dachy. 

A gdy noc zapadnie, 
przesłać się za morze,

na tę rajską jabłoń
przy twoim balkonie.


Narzeczeni nas zatoką Solent

Pijani rozkładają sprzęt na molo.
Dziewczyna nabija robaka na haczyk,
pomagając sobie przekleństwami.
Chłopak bawi się kołowrotkiem:
powoli podnosi i opuszcza kabłąk.

Przystań pachnie węglem drzewnym.
Niebieskie żyłki pulsują.
Już prawie noc, a ja wciąż widzę
ich błystki kołyszące się w toni.


Bezsenność w Ryde

Plamka na tęczówce - rudy kot na framudze,
lśniące futro na krawędzi powietrza -
wyłazi z siebie, aby dogonić dmuchawca.

Z wiktoriańskiej kamienicy wypływa Angielka.
Niech jej ściany wybaczą codzienne przekleństwa.

W nocy otwiera się próżnia, pęka w skroniach,
nabitym płaczem dziecka i gwizdem promów.

Coraz więcej krawędzi. Coraz mniej słów.



Wioletta Grzegorzewska – prozaiczka i poetka, której dwujęzyczny tom wierszy Wzory skończoności i teorie przypadku (Arc Publication, UK) znalazł się w finale międzynarodowej nagrody poetyckiej im. Scotta Griffina w Kanadzie. W roku 2007 była za swój debiut prozatorski w przekładzie Elizy Marciniak nominowana do nagrody Bookera i amerykańskiej nagrody The American Pen Award oraz wielu innych. Jej utwory były przekładane na kilkanaście języków. W maju 2024 roku nakładem wydawnictwa W.A.B. ukaże się jej nowa powieść Tajni dyrygenci chmur. Mieszka w Lewes nad rzeką Ouse.
bottom of page