top of page

Rafał  Kasprzyk – Przester (vol. 5)

  • 27 cze
  • 4 minut(y) czytania

Po człowieku: zapisy ze świata bez fundamentu

Czytając tom, nieżyjącego już niestety, Jana Kaspra, Morderca dobrej zabawy odnosiłem  wrażenie wchodzenia w przestrzeń poetycką, która właściwie nie tyle mówi o końcu świata — choć na pierwszy rzut oka mogłoby się tak wydawać — ile funkcjonuje już po nim. Jakby była pisana z miejsca, gdzie wszelki sens przestał być kategorią operacyjną, a rzeczywistość istniała wyłącznie jako jakiś dziwny stan rozproszenia. Oczywiście nie było to doświadczenie komfortowe. Co więcej,  permanentnie odnosiłem wrażenie, że dyskomfort ten nie stanowił swoistego efektu ubocznego, ale najważniejszą zasadę organizującą tę poetykę.
Nie czytałem tej książki jako zapisu katastrofy. Katastrofa zakłada bowiem jakieś „przed” i „po”. Jakiś punkt odniesienia. Utracony porządek, który można wspominać lub opłakiwać. U Kaspra natomiast nie ma nostalgii. Nie ma utraty. Jest tylko rzeczywistość, która od początku funkcjonuje jako struktura rozpadu. I to właśnie wydaje mi się najbardziej radykalnym gestem tej poezji. Najsilniejsze jednak wrażenie pozostawiła we mnie konsekwencja, z jaką Kasper usuwa człowieka z centrum doświadczenia. I bynajmniej, nie chodzi mi tu o klasyczny antyhumanizm ani ironiczne podważanie podmiotowości, bo podmiot w tej poezji nie zostaje skompromitowany. On po prostu przestaje być potrzebny.
Wchodząc w przestrzeń tych wierszy, miałem poczucie, że świadomość liryczna działa jak aparat rejestrujący procesy entropiczne. Nie interpretuje, nie organizuje, nie nadaje znaczeń, a jedyne co robi, to dokumentuje rozpad. To zasadnicza różnica wobec tradycji nowoczesnej, gdzie nawet w doświadczeniu pustki podmiot zachowywał uprzywilejowaną pozycję świadka. Ale u Kaspra świadek również się rozpada. I ten waśnie gest sytuowałbym dalej niż ironiczny nihilizm Marcina Świetlickiego, bardziej radykalnie niż egzystencjalna dezintegracja podmiotu u Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego i mniej „językowo autotematycznie” niż destabilizacje rzeczywistości w poezji Andrzeja Sosnowskiego. Kasper nie problematyzuje języka. On traktuje jego rozpad jako ontologiczny fakt. I właśnie tu zaczynają się moje ambiwalencje.
Najciekawszym aspektem tego tomu wydaje mi się to, co nazwałbym ontologią resztek. Rzeczywistość nie istnieje tu jako całość, ale jako fragment, ślad, pozostałość po nieistniejącym porządku. Materia, język i świadomość funkcjonują w tomie w stanie permanentnej dekompozycji. To wizja niezwykle konsekwentna  i właśnie ta konsekwencja budzi mój krytyczny niepokój. Momentami miałem bowiem wrażenie, że radykalizm tej ontologii staje się zbyt hermetyczny. A świat przedstawiony w tomie jest tak totalnie zdegradowany, tak absolutnie pozbawiony punktów stabilizacji, że przestaje generować napięcie. Jeśli wszystko jest rozpadem, rozpad traci dramatyzm. Jeśli sens jest niemożliwy, jego brak przestaje być doświadczeniem. Pojawia się zatem pytanie: czy poezja, która całkowicie unieważnia możliwość znaczenia, nie ryzykuje unieważnienia również własnej intensywności? Oczywiście nie jest to zarzut prosty ani jednoznaczny. Raczej obserwacja granicznego punktu tej estetyki.

Tom można także spróbować czytać w perspektywie myślenia posthumanistycznego, lecz u Kaspra teoria takiego myślenia zostaje przekształcona w doświadczenie egzystencjalne. To nie dyskurs o decentralizacji człowieka, ale to świat, w którym człowiek już nie funkcjonuje jako kategoria metafizyczna. To świat, w którym materia działa autonomicznie. Rzeczy poruszają się bez ludzkiej intencjonalności. Systemy społeczne istnieją bez podmiotów. Język zaś mówi sam siebie.
W trakcie lektury chwilami miałem wrażenie spotkania z poezją napisaną z perspektywy świata, który przeżył człowieka — jakby liryka była tu zapisem resztkowej świadomości materii. To doświadczenie osobliwe i niepokojące, ale też niezwykle sugestywne. Najbardziej jednak przekonywały mnie w tomie momenty, w których rozpad metafizyczny znajdował wyraz w strukturze języka, gdzie frazy ulegały destabilizacji, znaczenia rozszczepiały się, a obrazy działały na zasadzie przesunięcia i pęknięcia. Krótko mówiąc, momenty, w których język nie reprezentował już rzeczywistości, ale był jedynie jej symptomem. Dlatego czytając te wiersze, często miałem poczucie, że sens pojawiał się jedynie jako chwilowe napięcie między fragmentami wypowiedzi, by natychmiast ulec rozproszeniu. To poetyka oparta na ruchu ku nieczytelności, który jednak nigdy nie zamienia się w czystą arbitralność. I tu dostrzegam największą siłę Kaspra: jego teksty nie są chaosem, ale precyzyjnie kontrolowaną dezintegracją.
Interpretuję więc ten tom jako diagnozę późnej nowoczesności doprowadzoną do skrajności. Świat u niego nie tylko utracił sens. Utracił także potrzebę sensu. Transcendencja została wyczerpana. Podmiot zdecentralizowany. A rzeczywistość pozbawiona fundamentu. Ale jednocześnie — i to jedna z najbardziej nieoczywistych rzeczy, jakie wyniosłem z tej lektury — poezja Kaspra nie wydaje mi się nihilistyczna. Jest raczej metafizyką po metafizyce. Nie neguje sensu, lecz bada warunki jego niemożliwości. Nie opowiada o pustce, ale konstruuje jej metafizykę. To różnica subtelna, ale zasadnicza.
Po lekturze Mordercy dobrej zabawy pozostało we mnie poczucie jakiegoś takiego wewnętrznego zestrojenia z projektem skrajnie konsekwentnym, intelektualnie bezkompromisowym i estetycznie wymagającym. Z projektem, w którym poezja jest zimna, zdystansowana, momentami niemal bezlitosna wobec czytelnika i która nie oferuje pocieszenia, ironii ani emocjonalnej identyfikacji. Ale jednocześnie jej radykalizm zrodził w mnie pytania o granice takiego projektu: czy totalna ontologia rozpadu pozostawia jeszcze przestrzeń doświadczenia? Czy możliwa jest poezja całkowicie „po człowieku”, skoro sama mowa zakłada jego obecność? Nie jestem pewien odpowiedzi  i właśnie dlatego uważam tom Kaspra za ważny, bo to jedna z tych książek, którą nie tyle się czyta, ile się z nią zmaga. I nawet jeśli momentami wydaje się zbyt hermetyczna, zbyt szczelna w swojej wizji świata, to nie można odmówić jej jednego: rzadko współczesna poezja tak bezwzględnie testuje możliwość sensu i same warunki istnienia literatury.


Jan Kasper, Morderca dobrej zabawy, Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, Mikołów 2025, str. 36.










Rafał Kasprzyk – poeta i krytyk literacki, laureat konkursów poetyckich. Jest autorem wywiadów z pisarzami oraz jurorem konkursu im. Anny Kamieńskiej. Od września 2025 roku prowadzi cykl felietonów literackich Notabene. Na marginesie lektur na stronie www.kozirynek.online.

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page