top of page

Radosław Wiśniewski – Bany Ukraińskie (9)



Kwiecień 2022. Pierwszy szkic traktatu pokojowego

To jedno z najbardziej poruszających zdjęć tej wojny. Na zdjęciu jest Władek Taniuk, lat 6, przy grobie swojej mamy Iryny z Buczy. Mama umarła z głodu i synek przynosi jej na grób kartoniki z sokiem, batoniki, żeby już nigdy nie była głodna.

Chciałem powiedzieć przy tej okazji, że nowa rosja, jeżeli będzie chciała, żeby znowu ją pisać z wielkiej litery – będzie musiała spojrzeć w oczy swoim ofiarom.
Rosja będzie musiała zapłacić odszkodowania ofiarom i uznać je moralnie. Jeżeli nie będzie miała czym, to będzie musiała zapłacić w naturze: dostępem do złóż, pracą przemysłu, dostawami energii, sprzętu wojskowego, bo wiele więcej nie potrafi wyprodukować.

Rosja będzie musiała zrezygnować z przemocy, wyrzec się agresji, podboju i imperializmu. Może sobie to nawet wpisać – tak jak Japonia – do konstytucji.

Rosja będzie musiała uznać prawo narodów do samostanowienia. Także tych, które żyją do tej pory pod rosyjskim butem.

Rosja będzie musiała zapłacić reperacje wojenne Ukrainie.
Rosja będzie musiała otworzyć swoje archiwa, tiurmy i zasoby, aby ustalić los i miejsce pochówku wszystkich ofiar tak daleko wstecz w czas, jak tylko się da.

To będą rosyjskie reparacje wojenne wobec takich państw jak moje. Nie chcę rosyjskich rubli, chcę prawdy o moich ludziach.

I rosyjskie dzieci oprócz wielkiej rosyjskiej kultury będą musiały się też uczyć o opryczninie, o rzezi Pragi, o gułagu, o karbatach, o Hołodmorze, o powstaniach chłopskich w Tambowie.

I rosja będzie musiała postawić wielki mur pamięci Rosjan pomordowanych przez Rosjan.

Będzie tam trzeba wpisać imię, nazwisko, datę urodzin i śmierci każdej osoby zabitej przez moskiewską satrapię w jej wszystkich wcieleniach.

I ten mur będzie musiał stanąć na placu czerwonym i będzie wysoki. Bo licząc tylko ofiary ZSRR i licząc, że tabliczka zawierająca podstawowe dane będzie miała 10 centymetrów kwadratowych, to będzie jakieś 100 metrów wysokości i 1000 długości. To będzie mur tak wysoki, że w jego cieniu znajdą się nie tylko mury, ale i wieże kremla.

Ale na tym murze każdy znajdzie każdego zamordowanego, zagłodzonego, zabitego strzałem w tył głowy. I będzie mógł zostawić żywy kwiat. Tam będą takie podnośniki i windy. żeby móc się poruszyć wzdłuż i wszerz ściany.

I jak ludzie będą zostawiać kwiaty na znak pamięci, to będzie mur kwiatów.
A plac czerwony przemianuje się na plac odrodzenia czy jakoś tak.

Niech już nie nazywa się czerwony, bo czerwony to się kojarzy z krwią, a dosyć już tej krwi.
 
A potem jak rosja odpłaci za swoje mordy, jak rosja postawi dla siebie mur pamięci Rosjan pomordowanych przez Rosjan, to może jeszcze zacząć budować sracze podłączone do kanalizacji dla swoich obywateli, bo podobno 40% Rosjan nie ma sraczy podłączonych do kanalizacji. Tylko szamba i latryny.

Można nawet dopisać taki aneks do traktatu pokojowego, że dopóki każdy rosjanin i rosjanka nie będzie mieć sracza podłączonego do kanalizacji, rosja nie będzie miała prawa wydawać ani rubla na siły zbrojne.

I nad tym czuwałaba międzynarodowa komisja do spraw rozbudowy rosyjskich sraczy.
Wreszcie na koniec Nowa Rosja będzie musiała spojrzeć w oczy Władkowi Taniukowi i z przepastnych przestrzeni rosyjskiej duszy i głębi wielkiej rosyjskiej kultury i rosyjskiej literatury, będzie musiała wykrztusić jakieś słowo do Władka

i znieść jego odpowiedź.


Kwiecień 2022. Znowu nadciąga

Oczywiście nic nie stanęło w miejscu, tylko tak się nam mogło wydawać, bo co innego skupiło przez chwilę uwagę i trudno, żeby było inaczej, ale gracze przesuwają figury, ograniczają czy raczej na nowo definiują szachownicę, przynajmniej chwilowo. 

Niepodległość Ukrainy przynajmniej w tej chwili została obroniona, to pierwszy element zwycięstwa, ale granice tej niepodległości, które de facto stają się granicami bezpieczeństwa i wolności od masowych mordów, gwałtów, porywania dzieci, przymusowych wysiedleń, zesłań i rabunków – te granice są ciągle do ustalenia.
 
Rosjanie mają więcej strat do uzupełnienia, większe rezerwy i większą bezwładność. To, co wycofali spod Kijowa, pojawi się gdzieś na froncie pewnie nie wcześniej niż za dwa tygodnie. Stosunek strat kacapskich do ukraińskich większość wskazuje jak 4:1. Brzmi nieźle.

Ale z kolei gdy spojrzeć procentowo na straty wojsk pierwszego rzutu, to sowiety średnio straciły około 10-12% wyjściowych stanów. Dużo, ale nie obezwładniająco dużo. Niektóre jednostki utraciły więcej, i tych już nie ma na szachownicy. Podobno taki poziom strat osiągnęła 1/3 batalionowych grup bojowych. No ale 2/3 tych grup jest w linii, a poprzez wycofanie się spod Kijowa front wydatnie się ograniczył, skrócił.

I to, co zgromadzono na łuku od Charkowa przez Donbas po Mariupol i Hulajpole, to jest wystarczające, by próbować zgnieść w tym miejscu ukraińską obronę. I na razie widać wyraźnie, że walec idzie od północy. Kacapy zdobyły Izjum i próbują, gdzie najlepiej uderzyć w kierunku południowym. Chcą wyjść na Kramatorsk, może Sławiańsk, może Barwinkowo.

Te nazwy wam niewiele powiedzą, bo tam walczy regularna armia ukraińska. Czołgi, artyleria, piechota zmechanizowana. Stamtąd nie ma efektownych filmów z tiktoka.
Przeczuwam bardziej niż wiem, że druga, decydująca bitwa rozegra się w najbliższych dniach gdzieś tam między Charkowem, Izjum, Pawłogradem, Kramatorskiem, Siwierodonieckiem, Sławiańskiem. Mądrzejsi ode nie tak mówią.

Z Charkowa można uderzyć na tyły ruskich idących z Izjum na południe, ale dobrze by było ich najpierw zmęczyć, zatrzymać od czoła, poskubać po bokach. Bo tam jest dużo orków. Kilkanaście grup batalionowych.
I orki mają dużo lepsze przykrycie obroną p-lot. niż pod Kijowem, trudniej tam operować dronami.

Tam na pewno ściągane są rezerwy ukraińskie. Odwrotnie niż putlery, Ukraińcy ponieśli mniejsze straty, łatwiej im wcielić rezerwy, szczególnie ludzkie, ale mają mniejsze zasoby tych rezerw. Są bardziej dynamiczni, ale mają mniej kart do zagrania.

Ile tych rezerw tam idzie? Mówią, że cały korpus rezerwowy. Wielu chłopaków powołanych do wojska w lutym miało termin wyjścia na front w pierwszych dniach kwietnia. Może już wtedy wiedzieli, gdzieś tam w sztabach, że wtedy będzie się działo?

Nie wiem czy w grze pozostaje Mariupol i jego odsiecz. 
W linii prostej do skatowanego miasta jest 90 kilometrów od ukraińskich linii. Ale jeżeli policzyć po drodze, na przykład z Hulajpola – to już jest ponad 144 kilometrów. Dużo.
Daj Boże, żeby i tutaj pojawił się jakiś korpus rezerwy.

Z radości ostatnich dni trzy epizody. 

Wypłynęło wideo na którym ukraiński operator rakiety przeciwpancernej Stugna zestrzeliwuje rosyjski śmigłowiec. Ta rakieta do tego nie służy, tak formalnie, a tu surprise, surprise. Bardzo sprytnie operator prowadził rakietę w wiązce lasera – celował nie w śmigłowiec, ale obok niego, znacznik laserowy przeniósł na maszynę w ostatniej chwili – tak żeby system ostrzegania o opromieniowaniu laserem nie zdążył się uaktywnić. Bam. I jednego mniej.

Inne potwierdzone wideo z wczoraj pokazywało akcję ukraińskiego transportera BTR-4 w Mariupolu, gdzieś na przedmieściach, rzekomo tych opanowanych przez putlerów. Lekki w sumie wóz z zaskoku ostrzeliwuje działkiem 30mm tyłki rosyjskich czołgów – i robi to skutecznie. Tył czołgu to zawsze cieńszy pancerz. Normalnie BTR-4 nie miałby większych szans z jakimkolwiek czołgiem. Ale tutaj wypadły mu kły. I to obrócone dupami. Żal był nie jebnąć. No i zrobili to. A filmował to dron. To każe sądzić, że siły ukraińskie, mimo potwornych zniszczeń Mariupola, mają nadal jaką taką swobodę manewru w mieście i wokół miasta i nadal mają sprawne wozy pancerne, mają do nich paliwo, amunicję, mają rozpoznanie i sprawne drony. Mimo miesięcznego oblężenia. Czyli mogą walczyć dalej. A wiedzą, że poddanie się to powtórka z Buczy. Nie mają po co się poddawać. Więc będą się bić.

I trzecia krótka opowieść – to ostrzał ukraińskiej artylerii wielkiego hangaru gdzieś w Donbasie, który jak widać na filmach zaraz po trafieniu zajmuje się ogniem, bo jak się wydaje wewnątrz stały zatankowane ciężarówki. Po jakimś czasie z hangaru i około czterdziestu pojazdów zostaje pogorzelisko. Trzeba było namierzyć taki cel, wiedzieć, że ten cel w ogóle jest warty salwy pocisków, wycelować i trafić za pierwszym, ewentualnie drugim razem, żeby właściwy cel jakim nie był hangar, ale pojazdy w nim zgromadzone – nie wymknął się. 
Pisałem kilka dni przed wojną tutaj, wiedząc, że ci, co powinni, nie przeczytają moich słów, odpuśćcie, bo nie wiecie na co się porywacie.  No, ale chcieliście biletów do inferno, no to macie.  Nawet kibel będzie chciał was zabić spłuczką.

Zapadły też w zaciszu i z mniejszym poszumem niż przy Migach-29 pierwsze decyzje o przekazaniu Ukrainie sprzętu ciężkiego. Na razie zrobili to Czesi. Ale podobno sprzęt ma pójść też z Niemiec, Wielkiej Brytanii. Może ze Słowacji. Na pewno z Australii. No i z USA. Odkurzyli tam Lend Lease Act, dzięki czemu prezydent USA może wysyłać broń bez pytania o zgodę kongresu.

Watykan nadal uważa, że wszyscy jesteśmy winni, a jakiś kardynał stwierdził, że wprawdzie Ukraina ma prawo do obrony, ale już wysyłanie broni to był błąd w godzący w dobry smak watykańskiej dyplomacji. Wtedy Ukraina byłaby martwa, skrwawiona, ale cacy.

A Ukraina uznała, że jak ktoś podnosi rękę na jej dzieci, to ona tę rękę odgryzie, jak nie będzie siekiery, by to kacapskie łapsko odrąbać bardziej higienicznie. I to tak razi jego karydnalską mość. 

Skoro naród ma prawo się bronić przed silniejszym napastnikiem, a nie dotyczy to własnej dupy kardynalskiej kardynała, to może by kardynał, siedzący wygodnie w fotelu w Watykanie, medytujący na swoją stłuszczoną wątrobę, wykorzystał szansę, by raz jeden nie otwierać ze swoimi pouczeniami na każdą okazję starczej paszczy.

Tymczasem zbliża się kolejny clash. Gdzieś tam na tyłach Donbasu Izjum, Charków, Pawłohrad, Kramatorsk, Sławiańsk, Barwienkowo. Zderzy się z obu stron kilkadziesiąt tysięcy ludzi, pewnie kilkaset czołgów, artyleria, oszczepnicy, transportery, drony.
Do wszystkich powodów, dla których nasi bracia, nasze siostry powinni wygrać dochodzi jeszcze jeden, bardzo ważny – prawda.
Bez zwycięstwa nie poznamy nigdy rozmiarów zbrodni rosyjskich.  Pozostaniemy na zawsze w sferze szacunków i domysłów. Będziemy liczyć przestrzeliny w powietrzu. Nie poznamy prawdy, chociażby miała złamać serca.


Polscy faszole zawsze wiedzą, gdzie rosną poziomki

Także ten, pytałem kolegi, co półtora miesiąca zapierdala w punkcie w Przemyślu, czy widział tam faszoli od pana Bąkiewicza?

Mówił, że widział widział harcerzy, gospodynie z kół gospodyń wiejskich, księży, strażaków, świadków jehowy, wojsko, anarchistów, żołnierzy maryi, sikhów, kurdów, taryfiarzy zwykłych, 

ale nie, faszoli od Bąkiewicza nie widział.

Pytałem znajomych, którzy goszczą pojedyncze osoby, rodziny z Ukrainy, czy zadzwonił do nich, zapukał ktoś z opaską z mieczykiem chrobrego na ramieniu, żeby zapytać, czy zakupów nie zrobić, czy czegoś nie brakuje, 

ale nie, nikt ich nie widział.

Pytałem znajomych od morza do Tatr
gdzie podziali się dzielni chłopcy w bryczesach, wyrównanych szeregach, gotowi zawsze syczeć jak na zawołanie
syczeć jak węże
syczeć jak żmije
a ich syczenie układa się zawsze tylko w jedno słowo
powtarzane tak, jakby im zastępowało zdania podrzędnie złożone
zdania proste, zdania pytające, zdania oznajmujące, czasy przeszłe, przyszłe, teraźniejsze, dokonane i niedokonane
i zawsze to jest 
Wołyń Wołyń Wołyń

nawet jak chuja o tym Wołyniu wiedzą, podobnie jak o
powstaniu warszawskim, styczniowym, listopadowym, kościuszkowskim, wojnie obronnej 1939 i bitwie pod Monte Cassino

to syczą i syczą
żmijowe plemię.

Byli podobno tacy, co widzieli polskich faszoli szóstego dnia wojny, jak przyjechali pobić kobiety z dziećmi w Przemyślu, w czym, jak wiadomo, są dobrzy, jak to faszyści,

ale podobno jakoś im nie wyszło. Może dlatego, że ta akcja wypadła im w szabas.

Sam byłem kilka godzin na granicy z tą sanitarką, co kumpel po tamtej stronie potrzebował do batalionu medycznego, a znajomy z tej strony kupił i wyekwipował, i przyznam, że widziałem wielu i wiele osób, ale chłopców lub dziewcząt od Bąkiewicza nie widziałem.

Zatem nie wiem, nie rozumiem, jak to jest, że tych odważnych jak chór wujów wojów
nigdzie nie było widać przez dni – nomen omen numerus clasus –  czterdzieści i cztery,
a jednak wiedzą faszole, gdzie rosną poziomki.

Oto bowiem dnia czterdziestego piątego rządzący nami rząd o niejasnej proweniencji ogłosił, że przyznał kasę na pomoc uchodźcom organizacjom pozarządowym, tym uchodźcom wybranym, 

bo dla tych, którzy mają zły kolor skóry są pałki, psy, las nocą i polska śmierć zadana czystymi łapkami.

Zatem rząd, który na nic nie ma kasy, a buduje mur z blachy za półtora miliarda złotych, powiedział, że nie, nie będzie tak źle, że my się weźmiemy, a wy zrobicie, damy wam jakieś grosiwo z pańskiego stołu.

Nie będzie to siedemdziesiąt baniek sasina
ani nawet siedemset czy ile tam blokowane przez magistra ziobro herbu oblane wstępne na aplikacje prokuratorską

to będą grosze, ale dla was
żebyście jeszcze raz mogli o nas powiedzieć, że kradną, ale
się dzielą
i nagle okazało się, że ćwierć miliona złotych ma dostać organizacja pana Bąkiewicza z pierdziszewa,
dokładnie 264 tysiące złotych.

Tego samego dnia postanowiono z okazji równej, okrągłej 12 rocznicy katastrofy lotniczej uruchomić o poranku syreny alarmowe, chyba po to, żeby kobiety i dzieci z Ukrainy dostały ataku serca po kilkunastu dniach spokoju, ale już pierdolę, trudno, rządzą nami bezmyślne nekrofile

tylko jako prezes organizacji pozarządowej, która musi wyliczać się z każdych dwudziestu złotych wydanych na projekt, gdzie często brakuje mi na znaczki i dokładam z własnej kieszeni,

chciałbym zobaczyć chociaż jeden poprawnie złożony raport organizacji pana Bąkiewicza z pierdziszewa dolnego, jeden. 

I wszystkie załączniki, pokserowane faktury z opisem, poświadczeniem i dokumentację stanu faktycznego uzasadniającego poniesione wydatki i tak dalej.

Taki czerstwy i spleśniały zarazem chleb powszedni szefostwa małego ngo'sa.
Powiecie, co to jest ćwierć miliona wobec siedemdziesięciu milionów?
O co tutaj się burzyć?

No to wam powiem, że pamiętam, jak w 2016 roku robiliśmy trasę po Polsce poecie, żołnierzowi z Donbasu, nie wymieniam go w poście z imienia nazwiska, bo do dzisiaj mi wstyd z powodu tego, jak ta trasa się zakończyła.

Bo kolega, poeta, który teraz mimo 57 lat na karku znowu z karabinem w ręku nadstawia łeb, między innymi za dziarskich chłopców od bąkiewicza z pierdziszewa, musiał wrócić wcześniej do Ukrainy.

Ostatnie dwa spotkania miał mieć na Podkarpaciu. I podobno faszole zaczęli wydzwaniać do dyrektora biblioteki, gdzie miały mieć miejsce przedostatnie i ostatnie spotkanie kolegi poety.
I dyrektor tej biblioteki miał powiedzieć, że

nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa spotkania literackiego w swojej bibliotece.

Tak, tak, w kraju, gdzie 63 procent ludzi jest analfabetami funkcjonalnymi, ciężko jest zapewnić bezpieczeństwo spotkania poetyckiego.

Szczególnie, jeżeli to jest Wolska po roku 2015.

Dlatego te ćwierć miliona dla polskich faszoli to jednak mnie wkurwia.

Ale ciekaw jestem, co by było, gdyby tak spotkali się oko w oko Borys z Bąkiewiczem jeszcze raz. Wtedy nie wyszło. Ooops, napisałem, że to był Borys?  Niemożliwe.
Przecież tylko pomyślałem, to był taki rodzaj snu na jawie,
tak więc snu na jawie

i w tym śnie Borys poprosiłby o to sprawozdanie finansowe z opieki nad ukraińskimi uchodźcami.

I powiedziałby do Bąkiewicza, usiądź chłopcze, sprawdzę, potem pogadamy na poważnie.











Radosław Wiśniewski (ur. 1974) – animator i promotor literatury piszący wiersze, prozę, wyżywający się publicystycznie pracownik hurtowni urządzeń niskoprądowych.

Comments


bottom of page