top of page

Oskar Pajor – Jedyna taksówka w mieście

  • 26 lut
  • 2 minut(y) czytania

Zatrzymała się przede mną jedyna taksówka w mieście. W mieście, w którym nie ma historii zasłyszanych w autobusach czy tramwajach. Są tylko te zasłyszane przez niego, kierowcę jedynej taksówki w mieście. Strzeże ich zawzięcie, jak smok góry złota.

Pomiędzy palcem serdecznym, a kciukiem trzyma papierosa, który nigdy nie gaśnie. Kiedyś
czerwone Viceroy’e, teraz czerwone Rothmansy, niezmiennie z oderwanym filtrem. Dym szczypie
w oczy, wsiąka w tapicerkę, a on zdaje się w nim unosić. Łypie groźnym wzrokiem na każdego kto
przechodzi obok. Wie o tych ludziach wszystko. Wystarczy, że podczas kursu rzuci okiem przez
tylne lusterko i nie ma zmiłuj, trzeba wyśpiewać jaka dzisiaj pogoda, po co na zakupy, że brat
okradł, że żona zdradziła, że się nie ma ochoty dalej żyć. Zbiera historie, które miały być obok
niego wyłącznie przez chwilę. Te wszystkie kotłujące się w jego wnętrzu słowa marszczą mu brwi.
Tylko pojedyncze opadają na fotele, brudzą je. Całą resztę ma na wyłączność, szkoda.

Wsiadam więc do jedynej taksówki w mieście i podaję losowy adres. Miejscowość jest niewielka, podróż nigdy nie trwa zbyt długo, dlatego muszę się skupić. Skanuję welurowe obicia siedzeń. Mam nadzieją na znalezienie pozostałości po rozmowach, nowych plam, których jeszcze nie znam. Czasem, kiedy nic nie wypatrzę, próbuję podkraść mu trochę tych pełzających po bruzdach na jego czole. Wbijam wtedy wzrok w tylne lusterko. Kierowca wydaje się być poirytowany, zerka, ale nie patrzy. Zaczynam zadawać pytania. Najpierw ogólne, jak tam zdrowie, jak weekend czy jeżdżą ludzie. Chyba zaczyna coś podejrzewać bo robi się coraz bardziej nieprzyjemny. Może domyśla się, że wcale nie chodzi mi o zwykły kurs z jednego punktu do drugiego, ale o wszystko to, co jest pomiędzy. W końcu nie wytrzymuję i rzucam karty na stół. Pytam, czy słyszał ostatnio coś ciekawego.

Widzę, jak zaciska palce na kierownicy, zmarszczki uciekają, chowają się w głąb czoła. Nie odpowiada. Wnętrze samochodu przechodzi cichy pomruk. Szczelnie wypełnia całą przestrzeń między deska rozdzielczą a tylną szybą. Czuję, że wzbiera w nim gniew. Chciałbym rzucić się do drzwi, chwycić za klamkę, ale… nie mogę ruszyć ręką. Chowam więc szyję między barki i próbuję zniknąć. Wcisnąć się w szczelinę między siedzeniami. Jego irytacja zostawia mokrą plamę na przedniej szybie. Resztki chrapliwego oddechu. Wie, że to co gromadzi jest zbyt cenne. Nie chce się tym z nikim dzielić. Puszcza kolejny obłok wilgotnego powietrza i przestaje zerkać, patrzy. Przeszywa mnie wzrokiem. Obdziera warstwa po warstwie, aż w końcu ma pewność. Jestem zwykłym złodziejaszkiem. Czyham tylko na chwilę jego nieuwagi. To już jest coś, to już jest jakaś historia. Nie mogę mieć innych, to tworzymy swoje: on i ja. I właśnie wtedy naciska hamulec. Naciska tak, jakby chciał go wgnieść w
podwozie. A może to nie chciał wgnieść. „Jesteśmy” – mówi. Trzaskam drzwiami, odwracam się na pięcie i idę w stronę, z której przyjechaliśmy.

Znowu stoję na chodniku, w miejscu skąd zwykle po niego dzwoniłem. Obserwuję, jak prześlizguje wzrokiem po przechodniach, jak ich wciąga nosem. Po chwili spostrzega i mnie. Wyrzuca z
siebie krótkie „Nic z tego!” W ślad za słowami wyleciał z szoferki wypalony do połowy papieros.
Zatoczył w powietrzu koło i spadł do kałuży z cichym sykiem. Patrzę, jak odjeżdża jedyna taksówka w mieście.









Oskar Pajor (ur. 1995) – debiutuje w Suburbiach. Zawodowo niezwiązany z literaturą, ale całą resztą już tak. Publikował w „Tlenie Literackim”. Mieszka w Pyrzycach

     Redakcja:  Krzysztof Śliwka,  Mirosław Drabczyk
                        Ilustracje:  Paweł Król 

  • Facebook
  • Instagram
bottom of page