top of page

Maciej Krotke – sześć wierszy



Hurtz

Nawiedza mnie ciasto kiwi
Kupione w dziewięćdziesiątych
Na 5th Avenue w Nowym Jorku

Kupione w Agricoopie przy Towarowej
Do którego na tylnym kole motocykla typu cross
Wjechał przez szybę
I wrzuciwszy skrzynkę wódki na plecy
Drugą szybą wyjechał
Jeden z tych osiedlowych błędnych fantastów
O rozmachu Spielbergów
Wypełniających sobą siatkę lokalnego świata
Rozpiętą między ramionami
Matek wieszających pranie
Na sznurach od gruszek do antonówek
Które istnieją

Nigdy nie byłem w Nowym Jorku
Zawsze byłem słuchaczem tych
Historii z pogranicza
Opowieści z tygla światów

Gaszę papierosa w kawiarnianej popielniczce
I myślę że on wtedy wyjeżdżając z tego sklepu
Wjechał prosto w paradygmat samotności

w jądro ciemności


Kwestia osoby

zblazowane myśli skupione i czujne
na chwilę przed szturmem
jedna za drugą gęsto
jak oddział AT pod drzwiami
Czysto!

- nienie, - ia, - enie,
skuty leniem
na glebie

spełniam się w tym samym w czym
spełniali się moi przodkowie
mówi do kamery po łokcie w glinie słowa
z tyłu za plecami setki książek
„na grzbietach – ktoś sprejem – STARFUCKER”

w czyichś spełnieniach
zamkniętych w calach
przegląda się między wierszami pikseli
w nieruchomym nie - chceniu

garncarz lepi wyrazy

„ta kurtka z wężowej skóry
jest symbolem mojej indywidualności”
odbija się łuską w matrycy telewizora

wieszak w przedpokoju jest pusty


Ewolucja (przepoczwarczenie)

w teledysku
powtarza się kilka tych samych ujęć
kobieta wynurza się spod wody mrugając oczyma
cięcie i od nowa przekształca się w siebie
/ktoś w komentarzach zauważa docięcie kafelka
do zaokrąglenia wanny
i wyraża uznanie dla pracy glazurnika/

dotarło do mnie niedawno
że musiałem być głównym świadkiem
wszystkich momentów własnych przeistoczeń
jednak nic z tego nie pamiętam a wiem przecież że były
bo jestem kimś zupełnie innym ale wciąż tym samym
a przede mną jeszcze

zwierzoczłekoupiór stoi w pierwszym rzędzie
od tych wszystkich lat jest naocznym świadkiem
nie komentuje


Za każdym razem (21 gramów)

Nowo wypowiedziany budynek
Wkupuje się w łaski przestrzeni.
Nieoswojenie ścian jeszcze z okolicznym powietrzem.
Niewpasowanie w pustą formę po tamtym.

Robotnicy grzebiący feralnego dnia
Przy tonach gruzu twierdzą,
Że ubyło dwadzieścia jeden gramów -
Tak jest za każdym razem – mówi jeden spod kasku.

Deweloper zaciera przestrzeń i dolewa oliwy.

Ciekawe, czy do wyburzania zastosowano
Wrecking ball z Miley Cyrus w natarciu?
I czy jej usta zjadły szminkę?
I czy oczy to weneckie lustra?
Zależy, z której strony na to spojrzeć.

Do dziś nie wiem, czy wtedy, lata temu z tobą,
To, co leżało przy rondzie na chodniku,
To był kamień, czy gumka do ścierania
Szara jak dzień?
A może tego w ogóle nie było?
Był śnieg, to mam w głowie na pewno.
Ale czy wtedy?

I will always want you...

Kamienica, której odebrano głos.
Widzę ją w telefonie.
Mam ten przywilej półwieczny, że mogę
Grzebać w coraz głębszej studni
I zawsze coś wynajdę.
Tak jest za każdym razem – mówi jeden z podcastu.


Świeżo rozżuta guma do żucia wypluta na zwłoki majora Grossa

…pi ękn ie

program liczył piętnaście minut
z czego czołówka siedem
trzy minuty napisów końcowych ruszyły o czasie
trwały do końca
po czym wjechały na stację w La Ciotat
cedząc Maurerem „wypierdalać”

małymi literami ktoś napisał coś
czego nikt nie przeczytał

przypisami ktoś przypisał coś do czegoś
i otarłoby się o pominięcie
gdyby nie sucha nitka w porze deszczowej
wystająca z włóczkowego kapcia
w przededniu wszystkich śniętych
ryb słodkowodnych
o tajemniczo brzmiących pseudonimach
Sander Lucioperca albo Perca Fluviatilis
wiedzących ale nic nikomu nie mówiących
że człowieka można zniszczyć
ale nie można pokonać

odkręć to w końcu
żeby stało otwarte
żeby było jak było

strzepnij bakterie
wraz z meniskiem wypukłym
kompotu z truskawek
w butelce po mleku

połowę ubyło
rozlało się mleko

rozlazło się
Kurw a a
mi ał o być
t ak…


Życie (a potem było jak dawniej)

ktoś wlokował zaczętego hot doga
w balustradę przy sąsiednim budynku
i tkwił tak w papierowej torebce

zobaczyłem to chwilę potem
jak utraciłem dwuwers myśli
i próbując go przywołać wyjrzałem przez okno

kierowca przed czerwonym światłem
palił papierosa i wypuszczał dym
ponad opuszczoną szybą
nie czułem zapachu ale wiedziałem że jest
widziałem go szarym przejrzystym
jak chwilę został gdy tamten odjechał
a potem było jak dawniej

/ciekawe jak doszło dziś do pewnego zdarzenia
przejedzony prozą leżałem na wersalce
oglądając coś na kanale poetyckim
odłożyłem na chwilę telefon chcąc napić się wody
butelka wyślizgnęła mi się z rąk
uderzając w ekran
tak dodało subskrypcję/

ten dwuwers odszedł
nie odnalazłem znaczenia ale wiedziałem że jest
widziałem je szarym przejrzystym
jak chwilę zostało gdy ja odjechałem
a potem było jak dawniej




Maciej Krotke
(ur. 1976) – absolwent filologii polskiej Uniwersytetu w Białymstoku, laureat XXXIII Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. J. I. Kraszewskiego (Biała Podlaska 2017, kategoria proza). Teksty publikował w piśmie literackim „Epea”, gazecie literackiej „Migotania”, e-dwutygodniku literacko-artystycznym „Pisarze.pl”, magazynie „Latarnia Morska”, miesięczniku literackim „Akant”. Mieszka w Białymstoku.


Comentários


bottom of page