top of page

Kuba Strumień – 74



Obroty 

Gwarancja mobilności wygasła.
Nieruchomość, przez zasiedzenie.
Katastrofa budowlana.

Ojciec – Słońce.
Cieszy mnie, gdy widzę, że wciąż go 
poruszam.

wrzesień 22 – październik 23



W jednym tkwili ciele Tracheo i Peg

Czego nie przeczytałem 
z ruchu twoich warg
czego nie doczytałem
z ruchu twoich rąk

nie było mi trudno 
sobie dośpiewać
nie było mi łatwo
sobie dośpiewać

W przerwach – kiedy radziłeś sobie doskonale sam
jak stary dobry wóz na lodzie bez wspomagania bez kontroli trakcji
i zatykałem ci palcem ten plastikowy wylot z tchawicy – brzmiałeś jak człowiek z
Delty skrzecząc o kotlecie ziemniakach mamie ojcu kapuście miłości do nas

Tobie…ci…sobie…mi…
śpiewam
bezgłośnie
z pełnymi ustami


Sroka i inni

Twoja dłoń na jego dłoni, ciepłej. Świecąca 
kość kardiomonitora. Kradniesz każdą z tych wszystkich 
chwil. Nosisz je w sobie i ubierasz
w kostium pasera.


Szpital w którym się urodziłem


Za drzwiami
z tabliczką 
TOALETA DAMSKA
w pokrowcu mój tato 

Oczy i usta
jakby się zawiesił
otwarte na świat
ścianę w kafelkach


Budowa zdania 


Ze względu na dyplomatyczny brak zgody na przedłożoną propozycję
słów, ich układu oraz interpunkcji, tak, interpunkcji, punktów pomiędzy,
punktów, które dzielą, żeby łączyć w całość, poprawnie, bez zarzutu, niechby nawet 
w całostkę – dyktuję pani tekst nekrologu.

Wydrukowane jednobrzmiące egzemplarze plus tubka kleju w pakiecie, 
i ruszam w miasto, zamknąć lub otworzyć wasze usta, słuchacze
anegdot, wskazówek i opinii w wydaniu mojego zmarłego
przedwczoraj ojca. Pogrzeb pojutrze. Czytajcie

i wierzcie własnym oczom, tak
jak on im wierzył, do końca.

Ton tethnēkota mē kakologein.
No właśnie, ton.


Studio


Zero fuszerki, zero dziadostwa, pełna profeska.
Tanatopraktor co się zowie. Niewidzialna ręka
rynku usług pogrzebowych, szara eminencja, 
czuły anonim, może Gal, kto wie, skoro Schengen. 

Nie musiałem poprawiać węzła, ulubiony krawat, 
z Sycylii, ode mnie. Nie musiałem odpinać 
drugiego guzika w marynarce, trochę przydużej. 
Nic nie musiałem, nic z tych rzeczy.

I taki, spod igły, pod ożywczym wpływem
formaldehydu, miałeś znaleźć się w piecu.

„Jestem w proszku” i „Nie mogę się pozbierać” –
co ja mogę o tym wiedzieć? jak tak mogę mówić? 


Naziemne

Wydobywa spod śniegu kolor:
ogniska róż 
płuca anturium 
igły palmy 

Nigdy nie rozumiał tego napisu na szarfach – 
były wcześniejsze pożegnania? jak wyglądało 
przedostatnie? kiedy to pierwsze jeśli to pierwsze
nie było ostatnim?








Jakub Strumień (ur. 1974) – publikuje od 2018 r. Jego teksty były publikowane m. in. w „artPAPIERZE”, „eleWatorze”, „Helikopterze”, „Ósmym Arkuszu Odry”, „Wizjach”, „wydawnictwie j”. Laureat kilku konkursów poetyckich, nagrodzony statuetką „Bytomskiego Pióra”. W ramach współpracy z bibliotekami w Gliwicach i Piekarach Śląskich oraz z Teatrem Ziemi Rybnickiej prowadzi spotkania z lokalnymi piszącymi i o piszących. W roku jubileuszowym 2021 wieczór z twórczością Tadeusza Różewicza, a ostatnio w gronie niewidomych i niedowidzących.

コメント


bottom of page