Kuba Strumień – 74
- Miroslaw Drabczyk
- 18 mar 2024
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 28 mar 2024
Obroty
Gwarancja mobilności wygasła.
Nieruchomość, przez zasiedzenie.
Katastrofa budowlana.
Ojciec – Słońce.
Cieszy mnie, gdy widzę, że wciąż go
poruszam.
wrzesień 22 – październik 23
W jednym tkwili ciele Tracheo i Peg
Czego nie przeczytałem
z ruchu twoich warg
czego nie doczytałem
z ruchu twoich rąk
nie było mi trudno
sobie dośpiewać
nie było mi łatwo
sobie dośpiewać
W przerwach – kiedy radziłeś sobie doskonale sam
jak stary dobry wóz na lodzie bez wspomagania bez kontroli trakcji
i zatykałem ci palcem ten plastikowy wylot z tchawicy – brzmiałeś jak człowiek z
Delty skrzecząc o kotlecie ziemniakach mamie ojcu kapuście miłości do nas
Tobie…ci…sobie…mi…
śpiewam
bezgłośnie
z pełnymi ustami
Sroka i inni
Twoja dłoń na jego dłoni, ciepłej. Świecąca
kość kardiomonitora. Kradniesz każdą z tych wszystkich
chwil. Nosisz je w sobie i ubierasz
w kostium pasera.
Szpital w którym się urodziłem
Za drzwiami
z tabliczką
TOALETA DAMSKA
w pokrowcu mój tato
Oczy i usta
jakby się zawiesił
otwarte na świat
ścianę w kafelkach
Budowa zdania
Ze względu na dyplomatyczny brak zgody na przedłożoną propozycję
słów, ich układu oraz interpunkcji, tak, interpunkcji, punktów pomiędzy,
punktów, które dzielą, żeby łączyć w całość, poprawnie, bez zarzutu, niechby nawet
w całostkę – dyktuję pani tekst nekrologu.
Wydrukowane jednobrzmiące egzemplarze plus tubka kleju w pakiecie,
i ruszam w miasto, zamknąć lub otworzyć wasze usta, słuchacze
anegdot, wskazówek i opinii w wydaniu mojego zmarłego
przedwczoraj ojca. Pogrzeb pojutrze. Czytajcie
i wierzcie własnym oczom, tak
jak on im wierzył, do końca.
Ton tethnēkota mē kakologein.
No właśnie, ton.
Studio
Zero fuszerki, zero dziadostwa, pełna profeska.
Tanatopraktor co się zowie. Niewidzialna ręka
rynku usług pogrzebowych, szara eminencja,
czuły anonim, może Gal, kto wie, skoro Schengen.
Nie musiałem poprawiać węzła, ulubiony krawat,
z Sycylii, ode mnie. Nie musiałem odpinać
drugiego guzika w marynarce, trochę przydużej.
Nic nie musiałem, nic z tych rzeczy.
I taki, spod igły, pod ożywczym wpływem
formaldehydu, miałeś znaleźć się w piecu.
„Jestem w proszku” i „Nie mogę się pozbierać” –
co ja mogę o tym wiedzieć? jak tak mogę mówić?
Naziemne
Wydobywa spod śniegu kolor:
ogniska róż
płuca anturium
igły palmy
Nigdy nie rozumiał tego napisu na szarfach –
były wcześniejsze pożegnania? jak wyglądało
przedostatnie? kiedy to pierwsze jeśli to pierwsze
nie było ostatnim?
