top of page

Kuba Niklasiński – sześć wierszy


Czachor
I znów: rzucać i aportować sobie siebie z resilience szczeniaka. Within cells interlinked.
Targowałem się a rebour podając coraz wyższe tony. W farsi oczywiście „czachor”.
Teraz tak: komu dymu, komu dżdżu, kiedy wiersz to czerwone światło ostrzegawcze
na szczycie komina pośród niepowetowanych upałów milenium. Blade Runo 2049
joga w dedykowanych legginsach, miłość celowana, nasze błogosławieństwo
jest z wami na full. Przycisz, bo ryknie, i - hola, PLEASE DON’T COME AS YOU ARE.
Pora najwyższa odróżnić kamień węgielny od węgla kamiennego nie zahaczywszy
liberalnym wirnikiem o olinowanie z zabaw: kto jeszcze chce wyjść za drzwi i być
kimś? P r z y n a j m n i e j. Przynajmniej posprzątaj po sobie wrak nadczłowieka. Golden hour
Posłuchaj: autarkia pierwszego lepszego weekendu; w którym to miejscu kołdra
skręciła się wpół, że przypomina klepsydrę? Kto we śnie opowiadał, że zgubił
ajfona w Złotych Tarasach, niech przestanie już wydzwaniać na swój numer na jawie:
utracony zostanie bez widocznego rezultatu ów sen i czas, którego stratę trzeba będzie
na zawsze odżałować. W radiu designer mówiła, że jak złoty, to i oszczędność. Zrozum
długo długo nic - i ja, a może ja i potem długo nic. Grubo poniżej benchmarku
utopiony ajfon we łzach. N i e k a w a, n i e h e r b a t a, a l e c a ł y o b i a d z k o m p o t e m
i a p a p e m. Popołudniem cichem i złotem tam i z powrotem po apartamencie
w szlachetnych zieleniach brązach i miedziach, obolały jak obol i nawet w sztućcach
na spłuczce - odprysk słonecznej palestry. W złotych wykończeniach - twoje wykończenie. Lekki Tren
Parafia Matki Bożej Bez Pocieszenia
Ośrodek Kultury Braku Woli i Ochoty
Wakacje na Roztoczu, Wielka Racza
Mała Rawka. Średnie faux pas w ciepły
sierpień w Straconce. Hosanna
Niech poniewiera sercem rozwielitki.
Grabarz może chodzić do zarządu
Cmentarza i żywe pracowniczki
Sprzątające bajerować lub pod kwiaciarnią kwiaciarki.
Brzoskwiniowy meszku na policzku przed burzą
Biedronko na portfelu, nie mam wydać.
Łyżeczko w słoiku miodu jak w bursztynie
Od tygodnia
Zatopiona
Od tygodnia
Malownicza Straconko
Długa cętkowana jętko

*** [W TYM MIEJSCU RZEKA]
W tym miejscu rzeka
Zawraca tworząc spory
Półwysep porośnięty lasem
Można się zgubić
Chrzciny to czy pogrzeb?
Na przodku przodek
Gdzie jest? W altance.
Co robi? Patrzy na łąki.
Niestety nie gubimy się,
(A szczawik w busiku
Do telefonu jedzie palcem
Po znaczkach z notatek:
"Epilog v razy x plus c.
Landau. To jest kosmos.")
Zgubieni od dawna. Co robią
Łąki? Obchodzą altankę z daleka.

*** [WIDZISZ, CELE MOTTA MOGĄ BYĆ RÓŻNE]
Widzisz, cele motta mogą być różne
Kotwica w mętnej sadzawce
Sadzawka w jasnym parku
Na dnie parku głęboka noc.
Przejścia, które powodują
Twarz wybucha łzami
Nagle w odpornym błysku
Zrzut serca na bank. Widzisz.
W błysku odpornym
Na ciemność na bank
Klon w deszczu defoliantów
Nadpisuje się sam, to motto.
Cele dna mogą być mętne
Bank w jasnej sadzawce serca
Kotwica z błysku i klonu
W ciemności jak motto. Wysiwyg Przygody z przedmiotami na falach nieistniejącego morza w Oradei nocą
gdy przedmioty “wnet” jak gromada małych zwierząt morskich zaliczanych do
osłonic. Ile morza w lusterku, tyle życia w dolinie - o czym dziś szumią muszle
z apką w tych zajętych łapkach? Podziwiam wystrój hallu, obracam bryłą siebie
w ArchiCadzie złudzeń. Hasło: Kto wymyślił, wnet posiał falujące trawy? Odzew:
Wszędzie dookoła. Nigdy nie będziemy gotowi. Drapieżne są larwy i imago
ty popatrz na mnie prawdziwymi oczami, jak się ratuję i jak mi się nie udaje.
Fala za falą po dwóch stronach powiek; drzemka za dnia wyrzuca mnie z siebie
jak suche dłonie butelkę wody Fiji na obcy brzeg.

Kuba Niklasiński
- rodzony w pierwszą Wigilię lat osiemdziesiątych, autor książek z wierszami: Zielona góra, Proste
piosenki o mieszanych uczuciach i kody konami. Mieszka w Krakowie.

Σχόλια


bottom of page