top of page

Karolina Sałdecka – dziewięć wierszy



Powiedz mi tak

jeśli chcesz mieć truskawki
musisz wyjebać chwasty

jeśli chcesz mieć chwasty
musisz wyjebać truskawki

G. Ryczywolski *** (chwasty siedzą głęboko…)

maliny są twarde i smakują
lasem. para Afgańczyków zrywała je nad ranem. może przeżyli
może nie.

układam na kuchennym blacie kształty
z noża i zapałek. są tam figury geometryczne i człowiek.
podczas spotkania online, które nazywamy callem,
płaczę, szerując ekran i key performance indicators.
 
rozlewam się i tężeję jak wosk:
od zawsze wierzę w miłość, a dostaję
awans.


Przyczepy

moja przyjaciółka mówi że ma problem
z przyczepami ścięgien

dlaczego widzę
przyczepy pełne ścięgien?


pod powiekami

dla P.

ty piasek ja błoto
a wokół nas memy które tworzy się teraz
nawet o śmierci
świat dalej płonie kiedy spokojnie jadę
rowerem przez puste miasto

jest pełnia lata
jeśli ktoś powie że kłamię
będę nadal jeść truskawki
początek i koniec

wołają do mnie z bram pewnie nie wiesz jeszcze
że mogę płynąć w nieskończoność i nigdy się nie męczę
wciągają mnie twoje 
otwarte wody


Sola dosis facit venenum

zaczęło się tak że nikt niczego nie chciał:
tłusty Egipcjanin z siwym wąsem
i podobnej szarej galabii palił
papierosa przy wejściu
jego oczy jego dusza pył jego serce pył

mimo to właśnie ten dzień 
pamiętam najbardziej
ze wszystkich innych
w tamtej chwili zrozumiałam
że najbardziej słoną kroplą kiedy wychodzę
z morza (bez tchu)
jesteś ty


Abu Simbel

w starożytnej świątyni ludzie depczą 
sobie po palcach układają oczy włosy usta 
do zdjęć a przecież to na nic
na ścianach wojownicy niewzruszenie strzelająz kusz przez sufit
biegną czarne postaciktoś wylewa puchar
z winem albo truciznązasypia ucieka przepada w ciemnościtak naprawdę nikt nie lubi tej świątyni
wloką się do niej autokarami w środku nocy
obowiązkowy konwój przenosi wszystkich do światła
(co z tymi którzy pozostają w mroku?)
faraon jest dumny i ma spokójrazem z piękną Nubijką spoglądają w stronę jezioranic sobie nie robiąc z porwań francuskich turystówi petów rzucanych na piasek


w dużym markecie o niemieckiej nazwie

pytam o chleb z ukrainy
nie ma i nie będzie 
ale możesz zrobić go sama
z zaplecza wychodzi do mnie piekarz
wystarczy że najebiesz tam dużo kolendry kotku powiedział
i masz swój chleb tak jak chciałaś 

tak jak oni mają
nasze wszystko

może mu dobrze w piekarni
a jego mowa ma być bardzo crispy
w polskim ciepłym smrodliwym piekiełku
czuję jak jego skóra pachnie
vifonem
pikantnym z pietruszką


Dwa słodkie wiersze

krew w środku krzyczy biegnij zanim strach
podstawi ci nogę nie lubię mężczyzn 
kiedy mówią nie myśl nie da się
w nich na nowo zanurzyć są jak wyschnięte źródła
wszystko się wtedy kończy: świerszcze piszczą
jakby zjadały własny odwłok
drzewa umierają w białym świetle księżyca
jeszcze mieszka żar ale coraz słabszy
ratuje mnie zapach
rozgrzanych w ciągu dnia traw i liści

mój przyjaciel lekarz podłącza mi wenflon
mój przyjaciel lekarz miał już wychodzić
z pracy dlatego jest w stroju kolarza
mimo to zakłada gumowe rękawiczki
zamiast tych na rower

wpływają we mnie strużki poltramu ketonalu pyralginy

rozmawiamy o ranach i złamaniach żeby odwrócić
uwagę od palącego przedramienia
po chwili jest nam lepiej
wkładamy pod język dwa słodkie
wiersze


W ostatni dzień roku

wymroziłam wszystkie moje kwiaty
żeby sprawdzić śmierć 
(czy jest nieodwracalna).
badylaste trupy widzę tylko przez szybę
o ile zdecyduję odsłonić rolety.
niedaleko rosja
strzela do prawdziwych ludzi jak w grze. boję się:
oddychać pić kawę prasować odkurzać
jeść klopsiki w occie kochać
mężczyznę (którego i tak kocham) podawać
psu leki przytulać
dziecko narzekać na pracę i durną szefową
a przecież jest rosja. przyjdzie 
i po to


Wadi El Gemal

pociągi lądują jak wielkie statki kosmiczne ludzie szarpią mięso na tyłach starych magazynów kurwa mać płyną zdławione głosy bez koloru (gdyby były chociaż czarne)
mgłę można przecież pić podzielić na hausty
albo dopiero w gardle próbować dźwignąć ludzie szarpią wszystko co się da szarpią nawet cegły na tyłach starych magazynów ptaki pikują za szybko ku wilgotnej ziemi śnieg wypala rany po rosyjsku
nocne statki kołują na oparach 





Karolina Sałdecka – polonistka i romanistka, doktor nauk humanistycznych. Publikowała m.in. w „Twórczości”, „Kwartalniku Literackim TEKA”, na stronach internetowych „Dekady Literackiej”, „Arteriach”, „Blizie”, „Autografie”, „Znaku”. Laureatka kilku ogólnopolskich konkursów poetyckich. Autorka zbiorów wierszy: Na własne oczy (2011), Psi blues (2016), Wieżowiec: zero (2020), Rekuhkara (2021), książki Żyjemy wciąż jeszcze na rusztowaniach. Wizerunek kobiety w polskich powieściach doby realizmu socjalistycznego (2013) oraz powieści Psycho Killer (2016). Mieszka w Bydgoszczy.

Comments


bottom of page